Im cieplej zaczyna się robić na dworze, tym częściej można się natknąć na reklamy rozmaitych, „rewolucyjnych” kuracji odchudzających, mających najczęściej postać kolorowych kapsułek i tabletek. Producenci i dystrybutorzy tego typu środków prześcigają się w obietnicach dotyczących tego jakich efektów można się spodziewać po zastosowaniu danego specyfiku. Zapewnienia typu „schudnij 5kg w 5 dni” wcale nie należą do rzadkości.

Przeczytaj koniecznie:

Chcę szybko chudnąc, co mam robić?

Chociaż tak naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego, że tak spektakularne efekty są raczej mało realne, to w głębi duszy łudzimy się, że może, przy odrobinie szczęścia, uda nam się je osiągnąć. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności, warto zastanowić  czy tak szybkie tempo odchudzania, jak proponują niektóre reklamy jest w ogóle możliwe?

Utopijna wizja szybkiego odchudzania

Kiedy już po wielu miesiącach rozpędu udaje nam się wdrożyć pierwsze zmiany trybu życia, mające na celu spalanie tłuszczowego balastu, to raczej nastawiamy się na to, by proces odchudzania był maksymalnie szybki i skuteczny. Tak naprawdę w dzisiejszych czasach mało kto planuje długofalową redukcję, większość osób – niestety takie są realia – stawia na metody błyskawiczne. Stąd też szczególną popularnością cieszą się rozwiązania drastyczne, takie jak „dieta pięciodniowa”, „dieta kapuściana” ewentualnie dieta kopenhaska” i im podobne…

Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich „diet” jest to, że w swoich założeniach trwają kilka lub kilkanaście dni i obiecują spektakularne efekty. Na forach internetowych powstają grupy wsparcia dla osób eksperymentujących z drakońskimi głodówkami, gdzie poszczególni desperaci wymieniają się przykrymi doświadczeniami napadów niekontrolowanego apetytu, wyrzutów sumienia i efektów jo-jo. Ale są tam też jednostki, którym się udaje, są to przede wszystkim kobiety dumne z tego, że po niespełna dwóch tygodniach wyrzeczeń udało im się stracić 10 kg i wbić w sukienkę ze studniówki. A że efekty okazują się być jedynie chwilowe? Cóż, tak niestety bywa, w końcu – jak mawiał klasyk – „w życiu piękne są tylko chwile”…

Fizjologiczna blokada  

Oczywiście mógłbym w tym momencie napisać, że eksperymentowanie z ekstremalnymi rozwiązaniami żywieniowymi, zakładającymi „błyskawiczną redukcję tłuszczu” jest niezdrowe i niesie za sobą ryzyko wystąpienia negatywnych skutków zdrowotnych. Tyle, że temat ten omawiany jest w kółko do znudzenia, a przestrogi trenerów, dietetyków, lekarzy jak i samych praktyków na niewiele się zdają. Osoby, które decydują się na „szybkie odchudzanie” zazwyczaj nic sobie z tego typu ostrzeżeń nie robią - bądź to wierząc, że są one mocno „na wyrost”, bądź też zakładając, że w ich wypadku mieć one miejsca nie będą. Tak więc chciałbym przedstawić problem od trochę innej strony, wskazując na pewne uwarunkowania fizjologiczne, na podstawie których można oszacować jakie jest maksymalne tempo spalania tkanki tłuszczowej.

Otóż warto wiedzieć, że wszelkie reakcje biochemiczne zachodzące w ludzkim ciele są katalizowane przez unikalne związki zwane enzymami. To jak efektywnie jesteśmy w stanie pobierać energię z zapasów tłuszczowych również uzależnione jest od sprawności aparatu enzymatycznego.  Okazuje się, że choć kondycja poszczególnych enzymów może być potencjalnie różna u różnych osób, to są pewne limity, których raczej przekroczyć się nie da. Efektywność przebiegu poszczególnych procesów metabolicznych ma pewne ograniczenia.

Maksymalne tempo spalania tłuszczu

Dzięki zaawansowanym metodom naukowym udało się określić jakie jest maksymalne tempo utraty tkanki tłuszczowej. Zgodnie z wynikami jednego z badań limit ten wynosi niespełna 69kcal na każdy kilogram posiadanej tkanki tłuszczowej na dobę. Co to oznacza? Ano oznacza to, że to jak szybko możemy schudnąć uzależnione jest od tego ile tłuszczu posiadamy.