W perspektywie: wolna sobota lub niedziela. Już od czwartku, w myślach, planujesz sobie przebieg tego dnia, starając się zagospodarować go do granic możliwości. Układasz listę czynności, które obowiązkowo musisz wykonać: trening, duże zakupy, wizyta u babci, impreza wieczorem, naprawienie roweru, przygotowanie posiłków na kilka najbliższych dni, dokładne posprzątanie mieszkania oraz – w końcu – wyprasowanie „zalegającego” w szafkach prania. Widząc mnogość czekających cię obowiązków, nie tylko rezygnujesz z porządnego wyspania się, lecz więcej! nastawiasz budzik na wyjątkowo wczesną godzinę.

Przeczytaj koniecznie:

Dlaczego nie możesz wstać rano z łóżka?

Jak dobrze wstać skoro świt… Czy aby na pewno?

Budzik dzwoni, włączasz drzemki. Dzwoni nadal, przestawiasz. Dzwoni, zarzucasz poduszkę na głowę, próbując zignorować irytujący dźwięk. W końcu budzisz się – niestety wcale nie wyspany, nie wypoczęty, bo kilka porannych godzin spędziłeś na walce z zegarkiem. Sprawdzasz kontrolnie czas: jest godzina 12. Denerwujesz się sam na siebie, bo przecież miałeś takie plany, postawiłeś sam sobie tyle zadań do wykonania!

Postanawiasz zacząć od śniadania. I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że zasiadając do stołu „odpaliłeś” laptop i rozpocząłeś buszowanie po Internecie. Że stron do sprawdzenia ogrom, rozmowy on line na portalu społecznościowym przecież wykonać trzeba, to – odstawiając kubek po wypitek kawie do zlewu – przerażony orientujesz się, że już godzina 14. Myślisz sobie, że skoro jest już tak późno i części zadań zamiast tak nie zdążysz zrealizować, to zamiast prysznica weźmiesz ciepłą, rozluźniającą kąpiel – przynajmniej się zrelaksujesz. Pomysł okazał się być świetny, rzeczywiście z wanny wychodzisz o wiele bardziej wypoczęty, ale też rozleniwiony i wyciszony. Myślisz sobie „zjem coś, zdrzemnę się chwilę i biorę się do działania”, po czym budzisz się późnym popołudniem i … zaczynasz – już teraz wściekły na siebie – przygotowywać się do wieczornego wyjścia na imprezę.

Trening nie zrobiony, w lodówce pustka, w domu bałagan, pranie niepoprasowane, no i wewnętrzne poczucie zmarnowanego dnia…Zadajesz sobie pytanie:

“Gdzie popełniłem błąd?”

Przede wszystkim podstawowym błędem było to, że zamiast się porządnie wyspać i odpowiednio zregenerować po całym tygodniu (zwłaszcza, jeżeli codziennie wstajesz wcześnie rano) postanowiłeś zostać “bohaterem w swoim domu” i prężnie działać od samego poranka. Zmęczony organizm pokazał jednak, kto rządzi i zbuntował się przeciwko niedoborowi snu. Czas, który straciłeś na przestawianie budzika, czekanie w półśnie na kolejny sygnał drzemki mógłbyś - co byłoby o wiele korzystniejsze - przeznaczyć na spokojny, dłuższy sen.

Następnym problemem jest długa lista zadań do wykonania, które postawiłeś przed sobą. Musisz przyznać, że świadomość ich ilości nie motywowała do działania, lecz działała zniechęcająco. Czy można uniknąć takiej sytuacji? Oczywiście!

Planuj!

W piątkowy wieczór zasiądź przy biurku z kartką i długopisem. Podziel ją na 3 rubryczki:

  1. ważne, obowiązkowe, konieczność wykonania 100% (tu możesz uwzględnić czynności takie jak duże zakupy czy też przygotowanie jedzenia na kilka dni oraz trening)

  2. ważne, ale przełożenie ich wykonania na “jutro” nie wpłynie negatywnie na twoją sytuację (np. pranie, gruntowne porządki)

  3. rzeczy mało ważne (impreza, prasowanie)

Sam zobaczysz, że nagle z listy zawierającej kilkanaście pozycji uczynisz taką, na której znajdują się trzy pozycje “obowiązkowe”. Planując dzień spróbuj je sobie tak ułożyć, by “stracić” jak najmniej czasu. Np. wiesz, że masz do upieczenia mięso (co wymaga około 2 godzin). Zamiast stać nad piekarnikiem wykorzystaj ten czas na zrobienie treningu.

Odpoczynek to nie strata czasu!

Ważne jest, byś pamiętał, aby pozwolić sobie na odpoczynek. Czas, w którym leniuchujesz i “robisz nic” z pewnością nie jest stracony, jest niezbędny! Regeneracja, wyciszenie się, relaks i - przede wszystkim - odpowiednia ilość snu, mają niezmiernie istotne znaczenie dla twojej kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej.