Jedz regularnie – będziesz szczuplejszy

W ostatnim czasie coraz częściej można spotkać się ze stwierdzeniem, iż dla pracy nad masą i składem ciała ma znaczenie jedynie całodobowy bilans spożycia energii i poszczególnych składników pokarmowych. Czy jednak stwierdzenie to jest prawdziwe? Cóż, okazuje się iż istnieją dobre powody by w jego słuszność wątpić. Jednym z czynników oddziałujących na tempo metabolizmu może być regularność posiłków. Warto przyjrzeć się wspomnianej zależności z bliska i zastanowić czy są dowody na jej istnienie.

Przeczytaj koniecznie:

Skąd wziąć czas na dietę?

Kwestia priorytetu

Nie ulega wątpliwości, że mając na uwadze kwestię manipulowania masą i składem ciała aspektami kluczowymi są: bilans kaloryczny oraz rozkład makroskładników. Wszystkie inne aspekty mają charakter drugo- lub też trzecioplanowy. Nie oznacza to jednak, że należy je w zupełności pominąć. Przykładowo istnieją dowody na to, że modyfikowanie porą spożywania węglowodanów może nieść za sobą pewne skutki w redukcji tkanki tłuszczowej i ochronie tkanki mięśniowej. Zagadnienie to dość dokładnie opisał Łukasz Kowalski opierając się na danych naukowych, osoby zainteresowane – zapraszam do lektury artykułu dostępnego pod poniższym linkiem:

Węglowodany w ostatnim posiłku mogą ułatwiać redukcję tłuszczu.

Co więcej, istnieją też przesłanki by uważać, że nisko przetworzone i wysoko przetworzone jedzenie, pomimo tej samej kaloryczności inaczej wpływa na wydatkowanie energii, co także ma swoje odbicie w wynikach badań naukowych. To zagadnienie jednak opiszę w kolejnych artykułach, a wspominam o nim by zaznaczyć, że bazowanie na bilansie kalorycznym i proporcjach w spożyciu białka, węglowodanów i tłuszczu nie wyczerpuje tematu związanego z bilansowaniem diet ukierunkowanych czy to na redukcję tkanki tłuszczowej czy też budowę masy mięśniowej. Jednym z czynników różnicujących może być regularność spożywania posiłków. Przy czym warto pamiętać, że regularność nie koniecznie odnosi się do wysokiej częstotliwości posiłków. Innymi słowy – można jeść regularnie jedząc trzy razy dziennie.

Regularność posiłków a „natura ludzka”

Stałe pory posiłków na pewno nie są „wpisane w nasze geny” przez miliony lat ewolucji. Mało prawdopodobne jest by nasi przodkowie w okresie paleolitu jadali posiłki zawsze o tych samych porach. W praktyce bowiem, by coś zjeść trzeba było to upolować, znaleźć i nazbierać, być może ukraść komuś innemu. A nikt tego nie czynił z zegarkiem w ręku. Mimo to, jednak nasz organizm lubi pewną powtarzalność odnoszącą się do rytmu dobowego i jeśli udaje się nam utrzymać pewien schemat – to niesie to za sobą pewne korzyści. Skądinąd my (jako ludzie) nie jesteśmy wyjątkiem w świecie zwierząt. Każdy kto ma w domu kota lub psa wie, ze można je „nauczyć” jadać o określonych porach. Jeśli nasz „domowy pupil” przez 20 dni będzie karmiony zawsze o 8 rano, to gdy 21 dnia zaśpimy i nie damy mu jeść przyjdzie i nas obudzi najdalej kwadrans po czasie.

Opisane przed chwilą zjawisko to jest fascynujące, bo przecież zwierzęta nie znają się na zegarkach, a mimo to maja coś w stylu poczucia czasu, co prawda bardzo wybiórczego, ale jednak mają. Powyższy mechanizm związany jest z aktywnością systemów kontroli łaknienia, które można „wytresować”. Jeśli pory posiłków są powtarzalne organizm dopomina się jedzenia właśnie o tych porach, a o innych nie manifestuje swoich potrzeb. Co innego gdy posiłki spożywane są codziennie o innej godzinie, wtedy organizm jest zdezorientowany i częściej wysyła sygnały „chcę jeść”. Kot w takich sytuacjach będzie się łasić i co chwila podbiegać do lodówki, pies będzie robić do nas „maślane oczy” jak tylko wejdziemy do kuchni, a my – no właśnie – ludzki organizm też podlega takim mechanizmom kontroli.

Jeśli jadamy spontanicznie i nieregularnie, byle powód może w nas rozbudzić potrzebę konsumpcji. Jeśli natomiast jadamy o stałych porach to głodni będziemy się robić, jeśli ową „porę karmienia” ominiemy. Jest to proste i genialne zarazem, a co najważniejsze – z powyższego uwarunkowania można zrobić użytek w praktyce. Mówiąc wprost – jeśli jadać będziemy regularnie – lepiej zapanujemy nad łaknienie. Jeśli natomiast zlekceważymy wspomnianą zależność, to uczucie głodu (albo raczej apetytu czyli „ochoty na…”), będzie namolnie plątać się nam pod nogami łasząc się, robiąc maślane oczy niczym niezdyscyplinowany pies czy rozpuszczony jak dziadowski bicz kot.