Cóż, myślałem, że nie doczekam tej chwili, ale ... okazało się, iż rewolucja nadeszła. W najbliższych miesiącach prawdopodobnie do kulturystyki zawita z powrotem wielu słynnych zawodników, za kulisami mówi się, iż sięgają oni bez wahania po nowy metaboliczny stymulator wzrostu mięśni (np. Flex Wheeler). W literaturze anglojęzycznej pojawił się skrót MHS (ang. metabolic hypertrophy stimulator).

Najbardziej ironiczny w tej historii wydaje się fakt, iż rozwiązanie wszyscy mieliśmy na wyciągnięcie ręki, najprawdopodobniej rdzeniem pigułki budującej mięśnie jest proteina serwatkowa oraz kompleks chromu i amylopektyny. Nawet po znikomej dawce protein (6 g) wspomniany kompleks silnie wpływa na syntezę białek mięśniowych [1]. Jednakże to nie wszystko, kluczową rolę w składzie „modulatora”  prawdopodobnie odgrywa także kreatyna (5 g), leucyna (10-15 g), któryś z preparatów SARM (dawka 5 mg dziennie) oraz preparat PPAR (Wy-14,643) [2]. Co najciekawsze, pigułka jeszcze przed jej wprowadzeniem na rynek spowodowała ciężki szok w środowisku czołowych polskich dietetyków, zwalczających gluten. Okazało się, iż uzupełnienie białka proteiny serwatkowej białkiem pszenicznym tylko poprawia przyrosty masy kulturystów stosujących MSH. 

Czy to znaczy, że wkrótce będę mógł sięgnąć po wspomniany produkt? Prawdopodobnie nie, z wielu względów. Po pierwsze dlatego, iż wspominane środki z grupy SARM oraz PPAR nie zostały dopuszczone do stosowania u ludzi, a ich sprzedaż w Internecie jest możliwa tylko dlatego, iż prawo nie nadąża za rozwojem farmakologii. Brakuje badań odnośnie bezpieczeństwa stosowania preparatów, dodatkowo od kilku lat są one na liście antydopingowej (WADA).

Główny problem tkwi jednak gdzie indziej, naukowcy nie potrafią zatrzymać niekontrolowanego wzrostu mięśni, najprawdopodobniej cytowany SARM wraz z chromem wpływają na inhibicję miostatyny. Reakcja ta ma charakter łańcuchowy - inicjujesz wzrost, który bez odpowiedniego blokera trudno zatrzymać. 
Podobnie z redukcją tkanki tłuszczowej, będącej w tym przypadku pożywką dla nowopowstających mięśni.
Rosnący mięsień rozwija się jak pasożyt żerujący na naszej tkance tłuszczowej, zjadając ją do skrajnie niskiego poziomu.
Zatem, zanim nie powstanie bloker kończący proces wzrostu, produkcji mięśnia z tkanki tłuszczowej istnieje ryzyko, że osobnik rozmiarów Colemana będzie atrakcją każdej siłowni.

Film pokazuje efekt półrocznej suplementacji młodego cielęcia 

Kolejny problem dotyczy sprzedaży suplementów diety, nowa „pigułka” jest po prostu nie na rękę producentom, gdyż po jej wprowadzeniu z rynku zniknęłoby większość odżywek i suplementów diety. Większość sklepów już zapowiedziała bojkot nowego wyrobu, nieliczni decydują się na pierwsze testy i przedsprzedaż wyrobu.

Słynny polski kulturysta, jeden z niewielu zawodników profesjonalnych federacji IFBB, nazwijmy go „Robert”, skwitował kwestię następująco: „jeśli MHS da się pogodzić z dietą tłuszczową, a preparat będzie legalny w Polsce wkrótce rozpocznę testy nowej mieszanki”. Jako podlegający kontrolom antydopingowym zawodowiec, wspomniany zawodnik raczej nie powinien sięgać po MHS, gdyż istnieje nikłe prawdopodobieństwo, iż środek zostanie dopuszczony do obrotu w naszym kraju. Dwa główne składniki (agonista PPAR oraz środek SARM) nigdy nie będą u nas legalne.

MHS niesie także zagrożenie dla serca i układu krążenia, ponieważ zbyt szybko pojawiają się dodatkowe kilogramy, po części przez retencję wody (efekt porównywalny do 40 mg aptecznego metanabolu dziennie). Ponadto naukowcy myślą raczej jak zahamować skutek działania nowego produktu, wspomnianą trwałą inhibicję miostatyny. Póki problemu nie uda się rozwiązać, MHS pozostanie kolejnym produktem z czarnego rynku, którym będą straszyć trenerzy i nauczyciele.