Białko sojowe – cenny dodatek, czy tani wypełniacz?

W ostatnich czasach zauważyć można wyraźne zwiększenie innowacyjności receptury preparatów proteinowych. O ile do niedawna rynek odżywek i suplementów zdominowany był przez czyste koncentraty i izolaty serwatkowe oraz w mniejszym stopniu – białka kazeinowe, o tyle teraz coraz więcej produktów zawiera w składzie dodatek białka sojowego. W ramach wsparcia marketingowego w prasie branżowej, pojawiają się także rozmaite opracowania na temat zalet wynikających z łączenia białek mlecznych z roślinnymi, a niekiedy sugerują nawet, że gdyby tak głębiej się przyjrzeć to białko sojowe w niczym nie ustępuje białkom serwatkowym. W niniejszym artykule weźmiemy to zagadnienie pod lupę i dowiemy się czy białko sojowe faktycznie jest cennym składnikiem diety, czy też może lepiej by go w niej w ogóle nie było…

Czy soja dorównuje serwatce?

Po pierwsze warto sobie uświadomić, że wszelkie próby przyrównywania białka sojowego do serwatkowego bardzo szybko wykażą, że istnieje istotna różnica pomiędzy tymi dwoma komponentami. Owszem, można pisać że soja zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne, że posiada najlepszy aminogram ze wszystkich produktów roślinnych, ale sugerowanie, że jest równie wartościowa co proteina serwatkowa – jest nieprawdą. Białko serwatkowe charakteryzuje się wyższą wartością biologiczną (BV=104 V.S. BV=74), lepszym wskaźnikiem wydajności wzrostowej (PER=3,2 V.S. PER=2,2) oraz wydajniejszym wykorzystaniem w procesach syntezy białek ustrojowych (NPU=92 V.S. NPU=62). Nie ulega wiec żadnej wątpliwości, co do tego, że białko sojowe w porównaniu do serwatkowego jest białkiem drugiej kategorii.

Soja + serwatka = połączenie idealne?

Coraz częściej można spotkać się z informacją, zgodnie z którą aminogram białka sojowego idealnie uzupełnia profil aminokwasowy proteiny serwatkowej. Gdyby jednak przyjrzeć się ilości wszystkich niezbędnych aminokwasów w poszczególnych komponentach białkowych łatwo zauważyć, że samo białko serwatkowe zawsze będzie mieć tutaj przewagę nad mieszanką soi i serwatki, niezależnie od obranych proporcji. Jedyną przewagą białka sojowego nad serwatkowym jest wysoka zawartość argininy. Aminokwas ten jednak nie jest zaliczany do niezbędnych i syntetyzowany jest w ustroju, dużo większe znaczenie ma całkowita zawartość EAA i proporcje pomiędzy nimi, a tutaj zawsze WPC i WPI będą mieć przewagę nad mieszankami białek roślinnych i zwierzęcych.

Soja = estrogeny?

Zarówno sama soja jak i jej przetwory – w tym koncentraty i izolaty białkowe – są źródłem związków zaliczanych do fitoestrogenów. Chociaż sporo się mówi o tym, że substancje te wywierać mogą ochronny wpływ na zdrowie człowieka, to w rzeczywistości wykazano jedynie, że pewne korzyści z ich spożycia odnieść mogą kobiety w trakcie menopauzy, niektóre źródła wskazują także, że fitoestrogeny ochronnie działają na męską prostatę. Niestety przynajmniej w kilku badaniach naukowych wykazano, że spożycie samej soi, jak i białka sojowego może powodować obniżenie poziomu testosteronu u mężczyzn, a wg jednej z prób – spadek ten sięgać może 20%! Biorąc pod uwagę znaczenie wysokiego poziomu testosteronu dla rozwoju ogólnie pojętej formy sportowej, pracy nad estetyką sylwetki i kondycją psychofizyczną mężczyzn, włączanie do diety białka sojowego jest rozwiązaniem co najmniej kontrowersyjnym.

Podsumowanie

Na załączonym obrazku wyraźnie widać, że białko sojowe raczej nie powinno być obiektem zainteresowania osób aktywnych fizycznie, a zwłaszcza – młodych mężczyzn. Oczywiście okazjonalne spożycie szejka proteinowego zawierającego izolat białka sojowego nie zaburzy równowagi hormonalnej, być może również regularnie spożywane niewielkie dawki proteiny sojowej nie stanowią tutaj zagrożenia, ale czy faktycznie opłaca się ryzykować? Zwłaszcza, że białko sojowe często stosowane jest w przemyśle spożywczym jako wypełniacz i znaleźć je można choćby w większości  wędlin. Jesz szynkę – jesz soję, ot – taka prawda.  Po co chcieć więcej?