Masło orzechowe należy do tych produktów, które niezwykle chętnie włączane są do „fitnessowej” diety. O jego walorach mówi i pisze się wiele, zwracając uwagę na obecność nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy E, witamin z grupy B, magnezu i innych pierwiastków. Tymczasem tak naprawdę, masło orzechowe stanowić może potencjalne zagrożenie dla sylwetki. U podłoża tej zależności leży banalnie prosty, żeby nie powiedzieć „oczywisty” mechanizm.

Przeczytaj koniecznie:

Masło orzechowe?

Masło orzechowe niejedno ma imię

Pod pojęciem „masło orzechowe” najczęściej kryje się produkt otrzymywany z orzechów arachidowych czyli fistaszków. W tym miejscu warto dodać, że fistaszki to nie orzechy a… strączki. Otrzymane z nich masło jest więc bardziej masłem „fasolowym” niż orzechowym, choć to oczywiście tylko ciekawostka, a nie argument uzasadniający wpływ na sylwetkę. Dodać należy, że oprócz masła z orzechów arachidowych na rynku są też dostępne podobne produkty pozyskiwane z migdałów i orzechów nerkowca. Można też znaleźć mieszanki z masłem sezamowym, kokosowym i inne.

Masło orzechowe a estetyka sylwetki

Masło orzechowe bez wątpienia może (choć nie musi) być produktem wartościowym. Wysoka zawartość witamin, składników mineralnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych (w tym również NNKT, choć niestety raczej jedynie tych z rodziny omega 6), obecność błonnika, białka to wszystko argumenty na rzecz włączenia tego produktu do diety. Co jest więc z nim nie tak? Cóż, podstawowym problemem z masłem orzechowym jest to, że wszyscy je lubią. Oczywiście samo to, że produkt jest smaczny samo w sobie nie jest wadą, ale kłopoty zaczynają się wtedy, gdy smakowitość jest na tyle wysoka, że zaburza kontrolę łaknienia. Innymi słowy, pożywienie niekiedy okazuje się „zbyt smakowite”, co powoduje, że konsumpcji towarzyszy tak duża frajda, że choćbyśmy zaspokoili potrzeby energetyczne organizmu, dalej będziemy odczuwać potrzebę jedzenia. Taki problem występuje właśnie w przypadku masła orzechowego. Gdyby była to sałata, pomidory, czy nawet mandarynki, to „odpłynięcie” i zjedzenie nadprogramowej ilości nie wpłynęłoby istotnie na dzienny bilans energetyczny. W przypadku masła orzechowego sytuacja wygląda inaczej i przy „wyzerowaniu słoika” nagle może się okazać, że do diety wpadło bagatela grubo ponad 1000 kcal powyżej bilansu!

Dlaczego masło orzechowe jest takie smaczne?

Organizm ludzki w toku ewolucji wykształcił sobie pewne preferencje smakowe, a dotyczą one przede wszystkim:

  • produktów słodkich,
  • produktów słonych,
  • produktów tłustych.

W przyrodzie jednak połączenie wspomnianych powyżej właściwości nie występuje, lub też zdarza się rzadko. Masło orzechowe jest zarazem: tłuste, słone i… słodkie! Dodatkowo jest też otrzymywane z prażonych orzechów, a my domyślnie lubimy smak charakterystyczny dla produktów poddanych agresywnemu działaniu wysokiej temperatury (dlatego tak smakują nam dania z grilla). Wszystko to razem sprawia, że masło orzechowe można jeść w nieskończoność. Oczywiście na rynku są też produkty bez soli i cukru, ale to niewiele zmienia, bo orzechy i tak zawierają pewną ilość sacharozy (wystarczy spojrzeć na wartość odżywczą fistaszków – zawartość węglowodanów ogółem sięga 20%). Tak więc, mamy tu połączenie tłuszczu, cukru i… przyjemnego smaku prażenia.

Podsumowanie

Masło orzechowe może okazać się czymś w rodzaju „puszki Pandory” dla osób, które chcą limitować podaż energii w celu wywołania ubytku tkanki tłuszczowej. Masło orzechowe łączy w sobie walory smakowe w taki sposób, że w momencie rozpoczęcia konsumpcji, trudno jest ją skończyć po spożyciu zamierzonej ilości. Dodajmy do tego fakt, iż masło orzechowe jest dość kaloryczne, co samo w sobie nie jest wadą, ale staje się nią wtedy, gdy tracimy kontrolę nad ilością spożywanego pokarmu. Osoby, które nie potrafią się kontrolować na widok masła orzechowego powinny rozważyć decyzję o wykluczeniu go z diety.