Jak to możliwe, że odtłuszczone „tuczy” bardziej?

Wydawać by się mogło, że posiłek składający się z razowej kanapki bez masła, z chudą wędliną i pomidorem zapity szklanką soku owocowego, czy też miska musli z odtłuszczonym mlekiem i rodzynkami to znakomity początek dnia podczas kuracji odchudzającej. Eliminacja z diety wszelkich źródeł tłuszczu i zastępowanie ich węglowodanami stanowi dość popularną praktykę, mającą rzekomo korzystnie wpływać na zdrowie i sylwetkę. Czy jednak takie postępowanie jest słuszne? Czy odtłuszczone produkty faktycznie stanowią lepszą alternatywę dla zawierających tłuszcz odpowiedników?

Tkanka tłuszczowa jest cukrolubna

Zapewne co bardziej wtajemniczeni czytelnicy tego artykułu wiedzą już, że zastępowanie tłuszczu pokarmowego węglowodanami w przekonaniu, iż zabieg taki przyczyni się do zmniejszenia nadmiernej masy ciała czy poprawy stanu zdrowia i samopoczucia, jest po prostu naiwne. Popularne praktyki polegające na usilnym odchudzaniu codziennych posiłków wynikają z dość fragmentarycznego postrzegania przyczyn nadwagi i otyłości. Owszem, 1g tłuszczu pokarmowego dostarcza ponad dwa razy tyle energii co 1g  węglowodanów, jednak stwierdzenie, zgodnie z którym to pierwszy z wymienionych składników jest bardziej tuczący – jest nieprawdziwe.  Dlaczego? Otóż procesowi gromadzenia tłuszczu w organizmie sprzyja zwiększona aktywność insuliny, a hormon ten jest szczególnie wrażliwy na spożycie węglowodanów, a nie tłuszczu. Tak więc im więcej węglowodanów dostarczamy i im większy udział wśród nich stanowią cukry rafinowane – tym odpowiedź ze strony insuliny jest większa.

Wysokie spożycie węglowodanów nie sprzyja spalaniu tłuszczu

Nawet jeśli summa summarum jemy na tyle mało, że nie zapewniamy nadwyżki kalorycznej, która mogłaby zostać zamieniona w tłuszcz, to zwiększona aktywność insuliny hamuje lipolizę – czyli innymi słowy - blokuje rozpad tłuszczu zapasowego. Na wysoko-węglowodanowej diecie odchudzającej redukcja zachodzi więc opornie, stąd też wiele osób w celu oprawienia efektywności diety zaczyna zwiększać aktywność fizyczną i zmniejszać jeszcze kaloryczność jadłospisu, aż dysproporcja pomiędzy energetycznym wydatkiem, a podażą energii jest na tyle znaczna, że dochodzi do momentu metabolicznego kryzysu. W pewnym momencie organizm zaczyna się bronić wytwarzając nadmierne ilości hormonu stresu – kortyzolu. Hormon ten w sposób wybitny przeszkadzać zaczyna efektywnemu spalaniu tłuszczo zapasowego, a na dodatek jeszcze sprzyja katabolizmowi mięśniowemu.

Dieta niskotłuszczowa – dodatkowe zagrożenia

Chociaż niewiele się o tym mówi, to niestety, ale osoby drastycznie ograniczające spożycie tłuszczu mogą nabawić się pewnych problemów z wytwarzaniem hormonów płciowych. Zależność ta jest szczególnie wyraźna u mężczyzn, gdzie drastyczne ograniczenie tłuszczu w diecie, wg w niektórych badań, doprowadzało do obniżenia poziomu testosteronu o kilkanaście procent oraz powodowało zwiększone wiązanie tego hormonu z białkami osocza, czyniącymi go nieaktywnym anabolicznie. Osobną kwestią jest wpływ ograniczenia spożycia tłuszczu na motorykę przewodu pokarmowego, entuzjaści diet niskotłuszczowych często doświadczają uporczywych zaparć, a niekiedy i innych problemów związanych pracą jelit. Co więcej zbyt niska podaż tłuszczu związana jest niedoborami ważnych składników,  takich jak witaminy A, E, D i K oraz kwasy tłuszczowe omega 3 i omega 6.

Podsumowanie

Dieta niskotłuszczowa nie tylko, że nie jest najszczęśliwszym sposobem na redukcję nadmiernej masy ciała, ale również może okazać się szkodliwa dla zdrowia. Zdecydowanie lepszą alternatywą są diety zbilansowane, gdzie z tłuszczu pochodzi około 25 – 35% dziennej podaży energii, bądź też diety niskowęglowodanowe, gdzie spożycie tłuszczu jest znacznie większe, a spożycie cukrów – niskie. Liczne badania naukowe wskazują, że to właśnie restrykcja w spożyciu węglowodanów a nie tłuszczu może okazać się skuteczną metodą walki z nadwagą i otyłością.