Skazani na rozmiar XXL przez własnych rodziców

Pan mnie nie rozumie, ja od zawsze byłem gruby, już w podstawówce miałem z tego powodu kompleksy, może to wina moich rodziców, którzy od dziecka karmili mnie słodyczami, a może po prostu geny, nie wiem, żadne diety nie działają, żadne proszki, tabletki, po tym wszystkim czego próbowałem jestem skłonny uznać, że jedyna zmiana jaka może mnie spotkać, to zmiana na gorsze... Z podobnie brzmiącą autodiagnozą spotykam się w ostatnich czasach coraz częściej. Z jednej strony pocieszające jest, że pojawiła się moda na szukanie pomocy u dietetyka, z drugiej jednak niepokoi fakt, że problem nadwagi i otyłości staje się coraz bardziej powszechny i coraz więcej osób nadbagaż dodatkowych kilogramów „wynosi” z rodzinnego domu, jako niechcianą pamiątkę z dzieciństwa.

Chociaż o przyczynach epidemii nadwagi i otyłości można byłoby całe książki pisać, dywagując o odziedziczonych po naszych przodkach uwarunkowania fizjologicznych, o postępie technologicznym czy wszechobecnej, łatwo dostępnej, niskojakościowej żywności, ale prawda jest taka, że zawsze istnieje coś co nazywane jest „czynnikiem ludzkim”. Innymi słowy istnieją pewne mechanizmy świadomej kontroli, pozwalające nam zadecydować o tym, co znajdzie się na talerzu - naszym czy naszych bliskich. Pół biedy jeśli cenę za nasze zaniedbania i niewłaściwe wybory ponosimy my sami, o wiele gorzej natomiast, gdy cenę płacą nasi najbliżsi, np. – dzieci.

Rodzice niestety nie zdają sobie sprawy z tego, że dokarmiając swoje pociechy batonikami, zabierając je na obiad do baru szybkiej obsługi, wynagradzając piątki w szkole i wzorowe zachowanie pizzą czy kebabem fundują swoim pociechom wielki problem, z którym być może zmagać się będą przez całe dorosłe życie. Przekonanie, zgodnie z którym osoby młode po osiągnięciu wieku dorosłego opuszczają swój rodzinny dom w szczytowej kondycji fizycznej i dopiero z wiekiem tyją, gnuśniejąc przed ekranem telewizora nie jest do końca prawdziwe. Niewłaściwe nawyki żywieniowe wynoszone są najczęściej z domu i wywodzą się już nieraz z wczesnego dzieciństwa, systematycznie utrwalane w okresie wczesnej i późnej młodości, w pewnym momencie zaczynają przynosić tłuste, robaczywe owoce. U niektórych nadwaga i otyłość pojawiają się wcześniej, u innych później, jednak w zdecydowanej większości przypadków wiąże się to z obniżeniem samooceny i zwiększonym ryzykiem chorób układu krążenia czy cukrzycy.

Nagradzanie czy pocieszanie dzieci słodkościami jest jedną z najczęstszych krzywd wyrządzanych w dobrej wierze przez rodziców swoim pociechom. Taka praktyka najpierw inicjuje, a potem rozwija coś w rodzaju uzależnienia, które w praktyce objawia się tym, że w wieku dorosłym tak chętnie niepowodzenia kompensujemy sobie objadając się czekoladą, a sukcesy świętujemy przy ciastkach, tortach i sernikach. Dołóżmy do tego jeszcze godziny czasu spędzone przed komputerem i mamy receptę na to jak dorobić się nadwagi.

Niestety, mało który rodzic zdaje sobie z tego sprawę, co więcej – zapewne wiele osób czytających ten artykuł skłonna jest uznać, że autor popłynął za daleko, że przesadza odmawiając dzieciom czekolady. Tyle, że tu nie chodzi o czekoladę, tylko o źródło globalnego problemu jakim jest nadwaga i otyłość, oraz o zdrowie, kondycję i samoocenę osób uszczęśliwianych w dzieciństwie przez bliskich łakociami. Warto mieć to na uwadze pocieszając swoje dziecko batonikiem, karmiąc chipsami, colą czy hamburgerem zamówionym w barze szybkiej obsługi.