Dieta a grupa krwi - przypowieść o Świętym Mikołaju

Pamiętam, że jak pierwszy raz przeczytałem o diecie zgodnej z grupą krwi to dość mocno się zdziwiłem. Stwierdziłem, że nie nigdy w życiu nie przyszło by mi do głowy by wpaść na pomysł by połączyć z kompleksem antygenów, które występują na powierzchni czerwonych krwinek. Pobieżnie zapoznałem się z założeniami diety, które wydały mi się dość niespotykane, w związku z czym postanowiłem poszukać naukowych podstaw tej dziwnej zależności.

Ponieważ autor teorii zgodnie z którą grupa krwi ma wpływ na reakcje naszego organizmu na rodzaj spożywanego pokarmu jest ponoć naukowcem postanowiłem poszukać prac naukowych jego autorstwa. Niestety, co się okazało największa ogólnoświatowa baza danych czasopiśmiennictwa z zakresu nauk biomedycznych na temat ewentualnych prac czy badań ów Szanownego Pana milczała. Peter J. D’Adamo w swoich książkach, przekonuje natomiast, że badania potwierdzające słuszność jego poglądów istnieją i ich wyniki są ogólnodostępne. Ciekaw wiec jak jeśli nie poprzez MEDLINE miałbym ich szukać.

Analizując treści wywodów wspomnianego powyżej autora doszedłem do wniosku, ze aby przyjąć za fakt niektóre rewelacje należałoby wysypać do rzeki elementarz z zakresu biologii ewolucyjnej czy fizjologii człowieka. Im dłużej czytałem, tym mniej wierzyłem własnym oczom.

Wg D’Adamo do poszczególnych grup krwi przypisane są odpowiednie typy metaboliczne w specyficzny sposób reagujące na określonego rodzaju żywność (i zawarte w niej tzw. „lektyny”). I tak posiadacze grupy „0” to „łowcy”, którzy powinni jeść mięso i tłuszcze zwierzęce, posiadacze grupy „A” to rolnicy, którzy dla których wskazana byłaby dieta jarska lub wegetariańska, i dalej posiadacze grupy B to „koczownicy”, i posiadacze grupy „AB” – czyli ludzie współcześni – Ci mają trochę więcej luzu i mogą odżywiać się dietą mieszaną z pewnymi zastrzeżeniami. Przy okazji wspomnę, że zdaniem autora grupa krwi AB wyodrębniła się ok. 2500 lat temu…

Cała teoria dotycząca relacji pomiędzy dietą a grupą krwi, wywodzi się zdaniem autora z czasu „powstania” i wyodrębnienia poszczególnych grup krwi. Tymczasem autor myli się co do kolejności wyodrębnienia się poszczególnych grup (przekonuje, że pierwszą była grupa „0” co jest po prostu nie możliwe, pierwszą grupą krwi była grupa „A”, łatwo sprawdzić w podręcznikach do genetyki)i czasu w jakim sie one wyodrębniły, przy czym w wypadku grupy „AB”, D’Adamo myli się o kilka milionów lat. Pomijam już kwestię sposobu dziedziczenia grupy krwi, bo ta przedstawiona przez autora również stanowi pewnego rodzaju kuriozum.

Istotnym niedociągnięciem tej teorii jest także fakt, że nie bierze ona pod uwagę iż grupy krwi istnieją również u innych zwierzą i nie mają one żadnego wpływu na sposób odżywiania. Czy widział ktoś wegetariańskiego kota? Albo mięsożerną krowę? Tymczasem gdyby świat wyglądał tak jak widzi go D’Adamo – musiałbyś takie zjawiska zobaczyć. Podobnych jak wspomniane powyżej ciekawostek w książkach D’Adamo jest znacznie więcej, żeby wspomnieć choćby kwestię jodu, którego zdaniem autora posiadacze grupy krwi „O” wytwarzają za mało… Autor nie zadał sobie trudu by sięgnąć do elementarza fizjologii człowieka i dowiedzieć się, ze organizm ludzki jodu w ogóle nie wytwarza…

Dieta zgodna z grupą krwi, ma tyle wspólnego z nauką, co astrologia z astronomią i często do astrologii jest przyrównywana. W dużej mierze jest to zbiór rozmaitych bajek, których "prawdziwość" można bez problemu zweryfikować, odnosząc się choćby do podstawowych informacji z zakresu genetyki, biologii ewolucyjnej czy fizjologii. Jak więc wytłumaczyć fakt, że są osoby które zaręczają, iż ta dieta „działa”? D’Adamo w swoich zaleceniach nieraz trafia w sedno i słusznie zwraca uwagę na możliwe implikacje zdrowotne związane ze spożywaniem niektórych składników żywności, jak choćby glutenu. Z tym, że tworzenie przez niego przełożenia i tłumaczenie go w odniesieniu do grup krwi jest grubym nieporozumieniem. Zauważyć też należy, że każdy, nawet najbardziej absurdalny sposób odżywiania ma swoich entuzjastów. Podobnie jak entuzjastów mają horoskopy, amulety i talizmany i są ludzie przekonani o ich mocy.

Swego czasu w kontekście wiary w słuszność założeń tej diety powoływałem się na casus Świętego Mikołaja, pozwolę więc sobie zacytować swoje własne słowa:

tak długo jak dzieci nie uświadomią sobie, ze fizycznie nie jest możliwe objechać saniami z reniferami po niebie wszystkie domki przez dziadka z brodą, tak długą będą wierzyć w jego istnienie, a jako dowód potwierdzający ich przekonanie - wskażą prawdziwe i namacalne... prezenty pod choinką.