Budowanie mięśni na domowych obiadach

Mimo, że we współczesnych realiach mało kto może sobie na co dzień pozwolić na spożywanie obiadów wraz z całą rodziną, to jednak często jest tak, że posiłek ten przygotowywany jest jeden dla wszystkich domowników. Choć na pierwszy rzut oka nie ma w tym absolutnie nic złego, to jednak osoby, które stosują dostosowany pod własne cele i wymagania model żywieniowy mogą mieć problem z pogodzeniem założeń diety „masowej” z preferencjami kulinarnymi pozostałych członków rodziny. Dotyczy to przede wszystkim osób młodych, uczniów i studentów mieszkających wspólnie z rodzicami i jedzących „domowe obiady”. Jak wybrnąć z tej sytuacji?

Najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście próba pogodzenia własnych preferencji z kuchennym repertuarem. Kompromis oczywiście odnosi się do wzajemnych ustępstw. Z własnych obserwacji wiem, że często osoby wprowadzające tzw. „sportową dietę”, podchodzą do kwestii kompozycji posiłków zbyt rygorystycznie uznając, że na obiad nadaje się tylko ryż i pierś z kurczaka. Logiczne jest, że nie ma raczej możliwości, by ten posiłek zagościł w domowym menu na stałe. Nie ma też powodów, by sportowa dieta opierała się głownie na tej potrawie. Proponuję więc zmienić swoje wyobrażenia na temat „kulturystycznego” obiadu.

Wbrew pozorom ziemniaki, kasze, makarony również mogą znaleźć się w diecie ukierunkowanej na wzrost masy mięśniowej. To samo tyczy się wieprzowiny, ryb czy rozmaitych zup, które często stanowią wygodny sposób na dostarczenie cennych składników zawartych w warzywach, a w jadłospisach sportowych są zazwyczaj pomijane. Warto oczywiście bazować na żywności niskoprzetworzonej, unikać potraw smażonych na głębokim tłuszczu, wystrzegać się ciężkich sosów, nie objadać się produktami z białej mąki, ale jeśli pojawią się raz na jakiś czas, a nie planujemy w najbliższym czasie startu w zawodach – nic złego się nie stanie. W wypadku osób z dużą tendencją do przyrostu tkanki tłuszczowej, zalecam jednak ostrożność.

Kolejnym ważnym aspektem jest próba modyfikacji przyzwyczajeń żywieniowych pozostałych domowników. Jeśli rodzice lub rodzeństwo mają w zwyczaju objadać się kluskami, sosami i smażonym, panierowanym mięsem warto poruszyć kwestię zdrowotności takiego sposobu odżywiania. W zanadrzu należy mieć jednak alternatywę. Zamiast smażonego – grillowane lub pieczone, zamiast ciężkich sosów – lekkie „dipy” na zimno. Zamiast śmietany – jogurt, zamiast oleju słonecznikowego czy sojowego używanych do smażenia – olej rzepakowy lub oliwa z oliwek. Modyfikacja domowego menu, o ile nie zostanie nacechowana fundamentalistycznym ekstremizmem nakazującym serwowanie tylko gotowanych na parze filetów i brokułów, oczywiście ma duże szanse na powodzenie. Zwłaszcza jeśli uda Ci się zaproponować kilka ciekawych i „dietetycznych” przepisów.

W ostateczności, gdyby pozostali domownicy okazali się niereformowalni, a domowe menu byłoby dla Ciebie nie do przyjęcia pozostaje Ci gotowanie samemu. Jeśli wydaje Ci się, że nie potrafisz, to uwierz mi, że wystarczy góra dwa razy garnek przypalić ,żeby nauczyć się gotować ryż, rybę czy mięso. Po kilku próbach Twoje kulinarne eksperymenty zapewne zaczną przypominać już jedzenie dla ludzi.