E-papieros też truje

E-papierosy cieszą się rosnącą popularnością przede wszystkim jako „zdrowsza alternatywa” dla konwencjonalnych wyrobów tytoniowych. Pojawiają się wręcz głosy mówiące, iż używanie e-papierosów w ogóle nie niesie za sobą negatywnych konsekwencji dla zdrowia, ponieważ nie zawierają one szkodliwych substancji smolistych obecnych dymie tytoniowym. Czy tak jest w istocie?

Skąd pomysł na e-papierosy?

Chociaż spopularyzowała się plotka mówiąca, iż e-papierosa wymyślili chińczycy zaledwie dziesięć lat temu, to fakty są zgoła inne. Okazuje się, że protoplasta dzisiejszych „dymiących długopisów” ma ponad pół wieku. Pierwszy e-papieros powstał w roku 1963 z inicjatywy amerykańskiego inżyniera Herberta A. Gilberta. Podobnie jak współczesne odpowiedniki, urządzenie posiadało baterię, grzałkę i zbiorniczek z aromatyzowanym roztworem nikotyny i nie uwalniało dymu,. W owych czasach jednak nikt się nim nie zainteresował, gdyż nie zawracano sobie głowy poszukiwaniami „zdrowszej alternatywy” dla konwencjonalnych wyrobów tytoniowych. Aktualnie sytuacja się zmieniła, wiemy już ponad wszelką wątpliwość, że palenie papierosów zwiększa ryzyko wystąpienia wielu chorób, w tym również tych śmiertelnych jak rak płuc. E-papieros w ciągu ostatniej dekady zyskał wielu entuzjastów wierzących, że nie tylko stanowi on mniej szkodliwą alternatywę dla popularnych „fajek”, ale wręcz – jest całkowicie bezpieczny dla zdrowia! Niestety tego typu rewelacje nie mają uzasadnienia.

E-papieros: szkodzi czy pomaga?

E-papieros faktycznie stanowić może „mniejsze zło” w przypadku osób uzależnionych od nikotyny. Nie zawiera substancji smolistych i wielu innych rakotwórczych związków obecnych w tytoniowym dymie. Wiara w to jednak, że zaciąganie się emitowaną przez niego “chmurką” nie niesie za sobą żadnego zagrożenia dla zdrowia jest po prostu naiwna. E-papieros jest bowiem źródłem nikotyny, substancji o silnie kancerogennych właściwościach. Ekspozycja na jej działanie jest po prostu niebezpieczna i nie zmienią tego żadne spekulacje czy argumenty typu „a ja palę e-papierosa i czuję się dobrze”… Na ten fakt coraz częściej zwracają uwagę lekarze i specjaliści zajmujący się promocją zdrowia. Ciekawych wniosków dostarczają także najnowsze badania naukowe.

Podczas odbywającego się niedawno spotkania Amerykańskiego Towarzystwa do spraw Badań Nad Rakiem przedstawione zostały wyniki jednego z pierwszych badań dotyczących wpływu e-papierosów na ekspresję genów zaangażowanych w rozwój nowotworów. Badanie zostało przeprowadzone na hodowlach komórek oskrzeli pobranych od osób z potwierdzonymi predyspozycjami genetycznymi do zachorowania na raka płuc. Komórki zostały poddane działaniu albo dymu nikotynowego pochodzącego z konwencjonalnych papierosów, albo jego odpowiednika wydzielanego przez papierosy elektroniczne. Co się okazało? Badacze zaobserwowali, że ekspresja genów pro-nowotworowych była zbliżona w obu przypadkach. Oznacza to, że „e-chmurka” w niemal takim samym stopniu stymulowała rozwój komórek nowotworowych jak dym pochodzący ze zwykłych „szlugów”.

Wnioski

Przytoczone przed chwilą badanie oczywiście nie jest rozstrzygające, ale w sposób wyrywkowy wskazuje na możliwość występowania podobnych, niekorzystnych następstw zdrowotnych w przypadku palenia zwykłych papierosów i papierosów elektronicznych. Ewentualność tą powinny wziąć pod uwagę przede wszystkim osoby, które beztrosko oddają się wdychaniu oparów wydzielanych przez e-papierosy wierząc, że praktyka ta nie jest szkodliwa dla zdrowia. Niestety, nawet jeśli zgodzimy się, że papierosy elektroniczne to „mniejsze zło” w porównaniu do konwencjonalnych wyrobów tytoniowych, to ze względu na obecność sporych dawek nikotyny, zagrożenie zdrowotne nadal występuje i nie wolno go lekceważyć.