Wielkanoc, dieta i rozsądne świętowanie

Święta to czas, w którym zazwyczaj odpoczywamy, jemy i… tyjemy. Niestety, tak wyglądają realia. Widmo przyrostu dodatkowych kilogramów bywa stresujące. Z drugiej strony jednak perspektywa spędzenia świąt przy owsiance i piersi z kurczaka z ryżem i brokułami także do zachęcających nie należy. Czy jest więc sposób na to, by w okresie Wielkanocy nie przybyło nam kilogramów? Oczywiście jest. I wcale nie są konieczne do tego żadne, wielkie poświęcenia. Wystarczy kilka banalnie prostych tricków.

Przeczytaj koniecznie:

Jak nie przytyć w Wielkanoc?

Nie staraj się być „na diecie”

Gwarantuję Ci, że jeśli zaczniesz na siłę starać się odżywać wg wyśrubowanych standardów stosowanej przez Ciebie diety odchudzającej, to nie dość, że wyjdziesz na dziwaka i wywrotowca, to prawdopodobnie i tak w końcu albo złamiesz się i skończysz z blaszką sernika na kolanach, albo też będziesz mieć swój udział w zepsuciu rodzinnej atmosfery. Ciocia Klocia i Babcia Stasia pewnie nie będą chciały przyjąć do wiadomości, że chcesz pozbyć się nadmiaru tłuszczu nie tylko przekonując Cię namolnie, że nie masz się z czego odchudzać, ale jeszcze imputując Ci anoreksję lub przynajmniej – niedożywienie. Sprawę trzeba rozegrać delikatnie, w pełnej konspiracji, bez rozlewu krwi. Jeden fałszywy krok i będzie po Tobie…

Nastaw się na umiar

Chociaż wydawać by się mogło, że łakomstwo jest niezależną od naszej woli, spontaniczną reakcją organizmu na okoliczność świąt, to w rzeczywistości sytuacja wygląda inaczej. Łakomstwo zaczyna się w głowie niekiedy nawet kilka dni przed tym zanim zasiądziemy do stołu. Święta podświadomie kojarzą nam się z przejadaniem, niby obawiamy się skutków przejedzenia, ale nierzadko wręcz z niecierpliwością czekamy na moment, w którym rozpoczniemy nieograniczoną konsumpcję. Tymczasem świętowanie niekoniecznie musi polegać na  praktykowaniu – nie bójmy się użyć tego słowa - obżarstwa. Można oczywiście spróbować różnych potraw, ale wcale nie trzeba jeść tyle, by nie móc o własnych siłach wstać od stołu. Pomiędzy rezygnacją z konsumpcji, a niepohamowanym łakomstwem są jeszcze rozwiązania pośrednie, które można zdefiniować słowem „degustacja”. Jeśli potraw jest dużo, każdej można skosztować, starając się przy tym nie zachowywać tak, jakby były to ostatnie święta w życiu…

Dokonuj dobrych wyborów

Powiedzmy sobie szczerze, jeśli na co dzień odżywiamy się zdrowo, to porcja białej kiełbasy czy kawałek sernika podczas „świątecznego szaleństwa” nie wyrządzi krzywdy ani zdrowiu ani sylwetce. Mimo to jednak warto zwrócić uwagę na jakość spożywanej żywności, starając się bazować na nisko przetworzonej i wartościowej żywności. Jajka, warzywa, lekkie sałatki, chude wędliny, umiarkowane ilości pieczywa (najlepiej razowego), powinny stanowić podstawę świątecznego menu. Domowe wypieki i słodycze natomiast mogą być co najwyżej skromnym dodatkiem. Wiem doskonale, że jeśli sami nie jesteśmy gospodarzami spotkania, a święta spędzamy u bliskiej rodziny, to prawdopodobnie spotkamy się z sytuacją, w której babcia, ciocia lub teściowa nie dopuszczą do tego by ktokolwiek wstał od stołu głodny. Warto więc pilnować swojego talerza starając się by cały czas coś na nim było, tak by nie robić miejsca na niepożądane „podrzutki” ze strony gospodarza lub gospodyni. Dobrym pomysłem jest też spowolnienie konsumpcji. Ten kto zje pierwszy musi liczyć się z obowiązkową i niekiedy popisową dokładką.

Nie jedz pomiędzy posiłkami

Rezygnując z podjadania między posiłkami można zmniejszyć spożycie energii nawet o połowę. O tym fakcie warto pamiętać przechodząc obok tabliczki czekolady, talerzyka z ciastem czy pudełka z ciastkami. Nasz mózg często nie rejestruje kalorii dostarczonych „mimochodem” poza porami głównych posiłków, co oznacza, że nie tylko nie mamy pełnej świadomości dotyczącej tego ile tak naprawdę zjedliśmy, ale również – że mechanizmy kontroli łaknienia nie do końca zdają sobie z tego sprawę. W efekcie ogólne spożycie kalorii jest zdecydowanie większe niż być powinno, czego efektem jest niestrawność, dyskomfort oraz – no niestety - przyrost tkanki tłuszczowej. Tak więc jeśli masz ochotę na deser w postaci kawałka sernika, to zjedz go zaraz po posiłku. Zjesz mniej niż gdybyś go spożył dwie godziny później, między posiłkami.