I nie wódź mnie na pokuszenie...

Dzień zwany „tłustym czwartkiem” ma w naszej kulturze długą i dobrze ugruntowaną pozycję. Wg starego przesądu, każdy kto chce cieszyć się pomyślnością losu przez najbliższy rok, musi zjeść choć jednego pączka. Tak więc jest pewna presja, nie tylko z resztą kulturowa. Zarówno małe sklepy jak i wielkie supermarkety kuszą promocjami typu „weź trzy, a czwarty otrzymasz gratis”, co dodatkowo „wodzi na pokuszenie” . W pracy, w szkole, w domu – wszyscy zajadają się pączkami i pomimo szczerych chęci trudno jest odmówić sobie tego smakołyku.

W tym artykule nie będę jednak do tego namawiał.

Jeżeli jesteś na diecie, odchudzasz się, pracujesz nad estetyką ciała to musisz zachować umiar i ostrożność. Jeden symboliczny pączek nie zrujnuje Twojej sylwetki, warto byłoby jednak na jednym - poprzestać. Osoby, które akurat się nie odchudzają, okazjonalnie mogą pozwolić sobie na trochę więcej. Niestety zjedzenie pięciu, siedmiu czy dziewięciu pączków w ciągu dnia – czym nieraz chwalą się co po niektórzy na forach – nie jest ani zdrowe, ani w konsekwencji przyjemne, doprowadzić bowiem może do problemów ze strony układu pokarmowego. Nie tylko ilość zjedzonych pączków ma tutaj jednak znaczenie.

Udając się na zakupy warto wiedzieć, że „pączek pączkowi nierówny”. Innymi słowy, można trafić na mniej lub bardziej napakowanego pustymi kaloriami „konia trojańskiego”. Jeśli planujemy zjeść nie więcej niż „X” pączków dzisiejszego dnia, to z wiadomych przyczyn lepiej jest wybierać te mniejsze. Najprawdopodobniej są one także mniej kaloryczne, choć nie musi to być regułą. Liczy się farsz i widoczne gołym okiem dodatki. Na pewno bardziej kaloryczny jest pączek polany lukrem, rozsądnym więc wydaje się wybieranie tych, które słodkiej polewy są pozbawione. To może pozwolić ‘oszczędzić” około 50 dodatkowych kilokalorii na jednej zjedzonej sztuce.

Wiele osób pozwala sobie na niekontrolowane łakomstwo tego dnia, nadrabiając je później dodatkową aktywnością fizyczną. Jest to pomysł jak najbardziej rozsądny (trening, a nie obżarstwo), ale warto wcześniej dokonać pewnego rachunku i ocenić swoje możliwości. Jeden pączek to przeciętnie około 200 – 300kcal, czyli ilość jaką spalić można po przebiegnięciu około 3 – 4km. Zjedzenie dwóch nadprogramowych pączków nie powinno stanowić dla wytrenowanych osób problemu, jednak zjedzenie ośmiu w przekonaniu, że nadmiar kilokalorii się „wypoci” pozostawiam bez komentarza.

Żeby było jasne: nie namawiam, żeby w tym dniu, który z definicji związany jest z łakomstwem i „popuszczaniem pasa” liczyć każdą kalorię. Nie namawiam by w tłusty czwartek odmawiać sobie wszelkich kulinarnych przyjemności zaszywając się w domu z ryżowym  waflem posmarowanych cienko bezcukrowym dżemem. Nie można popadać bowiem w paranoję. Zwracam jednak uwagę na potrzebę zachowania pewnego umiaru i świadomość ewentualnych konsekwencji. Osoby, które są w trakcie redukcji nie powinny absolutnie „wycinać sobie dnia z życiorysu”, przejadając się za wszystkie, bo jutro i tak obudzą się z kacem. Natomiast jeden pączek zjedzony okazjonalnie w dobrym towarzystwie nie jest zagrożeniem ani dla zdrowia, ani samopoczucia, ani dla sylwetki.