Zdrowa żywność – na co najczęściej dajemy się nabrać?

Wzrost świadomości dotyczącej wpływu odżywiania na zdrowie, wygląd i samopoczucie sprawia, że coraz więcej osób przykłada uwagę do jakości spożywanych produktów. Zakupy dokonywane bywają rozważniej, częściej interesujemy się zdrowym odżywianiem, nie mniej jednak zdarzają się spore nieporozumienia, na które dajemy się nabrać – czy to pod wpływem kampanii marketingowych czy też zawierzając za mocno własnej intuicji. Konsekwencją tego typu nieporozumień mogą być między innymi problemy z masą i składem ciała, a także niepotrzebne nadwyrężenie domowego budżetu. Oto, jak czasami wpadamy w pułapkę zdrowego odżywiania:

„Zdrowej” żywności jemy więcej

Jeżeli w naszej głowie pojawi się przekonanie, iż spożywanie danego produktu wiąże się z jakimiś pozytywnymi konsekwencjami zdrowotnymi lub został on wytworzony z najlepszej jakości surowców, to w głowie włącza się automatycznie zielone światło i jemy go w większych ilościach. I tak np. jeśli przeczytamy, że olej kokosowy jest zdrowy – dodajemy go w sporych ilościach do każdego posiłku, co sprawia, iż dość łatwo przekroczyć możemy dzienne zapotrzebowania na energię. Podobnie sytuacja wygląda z produktami, często ekologicznymi, charakteryzującymi się dużą smakowitością – słodyczami, wędlinami, przekąskami – po prostu zjadamy ich zbyt duże ilości.

Modne znaczy zdrowe?

Na rynku bardzo często pojawiają się egzotyczne super wartościowe produkty żywnościowe, których spożywanie promowane bywa przez różnych celebrytów czy gwiazdy sportu, aktorów, etc. Okazuje się, że w niektórych przypadkach po prostu przepłacamy – choć może nam się wydawać, że bez jagód goji, soku z jagód acai czy miodu manuka nasze zdrowie znacznie się pogorszy, to w rezultacie można się śmiało bez tego typu wynalazków obejść bez uszczerbku na zdrowiu, sylwetce i wyglądzie – planując po prostu rozsądny jadłospis, oparty na sezonowych i nisko przetworzonych produktach żywnościowych.

Droższe to zdrowsze?

Cena nie zawsze musi być wyznacznikiem jakości. Wiele żywieniowych bubli posiada cenę nieadekwatną do jakości – dopłacamy za markę czy tez dopisek w stylu fit lub light, a czasami nawet nie wiadomo do końca za co dopłacamy. Przykładem może być mleko – kosztuje kilka złotych, jednak ostatnimi czasy cieszy się z wielu powodów słabnąca popularnością, w związku z tym w zastępstwie kupowane bywają mleka roślinne, np. migdałowe o bardzo interesującym składzie (woda, migdały 2%, fosforan triwapniowy, sól,  stabilizatory – mączka chleba świętojańskiego, guma gellan, emulgatory, substancje wzbogacające). Cena jest równie interesująca, bo wynosi kilkanaście złotych za litrowy karton. Przepłacamy także za wędliny – te niby lepszej jakości kosztują nawet około 50zł za kg, a i tak stanowią źródło m.in.  konserwantów.

Bezmięsne – zdrowsze?

W mediach bardzo dużo mówi i pisze się o korzyściach wynikających z rezygnacji z produktów pochodzenia zwierzęcego. Stąd też bardzo często skłaniamy swoją uwagę w stronę sklepowych regałów dedykowanych właśnie weganom i wegetarianom. I tak dużym zainteresowaniem cieszą się bezmięsne parówki, wędliny, jogurty bezmleczne, wegańskie słodycze i dodatki. W rzeczywistości są to produkty faktycznie niezawierające mięsa, ale ich jakość i wartość odżywcza pozostawiają wiele do życzenia. Osoby pragnące urozmaicić swój jadłospis w bezmięsne dania – winny raczej zainteresować się warzywami, owocami, produktami pełnoziarnistymi, strączkami.

Podsumowanie

Wiara w prozdrowotne właściwości niektórych produktów żywieniowych może stanowić źródło wielu problemów – nie tylko zdrowotnych, ale i finansowych. Zanim ulegniemy modzie czy beztrosko uwierzymy marketingowym przekazom, zapoznajmy się z etykietą danego artykułu spożywczego – tylko w ten sposób możemy zweryfikować jego ewentualne walory odżywcze. Pamiętać należy także o umiarze i urozmaiceniu spożywanych pokarmów.