Jedzenie posiłków poza domem sprzyja nadwadze i otyłości

W ostatnich latach można zauważyć pewną tendencję polegającą na tym, że coraz więcej posiłków jadamy poza domem. Intensywny tryb życia, natłok obowiązków zawodowych, nauka, a także weekendowe wypady do galerii handlowych, wszystko to nie sprzyja celebrowaniu wspólnych, domowych posiłków. Alternatywą stają się bary szybkiej obsługi i restauracje. Tymczasem jak się okazuje, im częściej stołujemy się w takich miejscach – tym łatwiej tyjemy, zależność tę potwierdza raport WHO opublikowany w roku 2003.

Gdyby się głębiej zastanowić, to powodów, dla których spożywanie posiłków w popularnych punktach gastronomicznych negatywnie wpływa na naszą sylwetkę jest przynajmniej kilka. Zdecydowana większość serwowanych tam potraw charakteryzuje się wysoką kalorycznością przy relatywnie niskiej wartości odżywczej. Najchętniej w barach szybkiej obsługi zamawiamy frytki, hamburgery, colę i lody z polewą. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że na jednym posiedzeniu spożywamy 1000kcal, a nie rzadko znacznie więcej. Nawet potrawy, które wydają nam się lekkie i dietetyczne, takie jak choćby sałatki warzywne, naszpikowane są pustymi kaloriami pochodzącymi najczęściej z sosów majonezowych.

Co więcej, ze względu na wysoki stopień przetworzenia użytych surowców, a także sporą ilość cukru i soli oraz rozmaitych dodatków smakowych, jesteśmy w stanie w naszych żołądkach zmieścić znacznie więcej niż w przypadku spożywania większości konwencjonalnych potraw przygotowywanych w domu. Mocno przyprawiona, niskojakościowa, wysoko przetworzona żywność zaburza naturalne mechanizmy regulujące pobór pokarmu i sprawia, że jemy nawet wówczas, gdy już tak naprawdę nie jesteśmy głodni. Co więcej specyficznie walory smakowe jednych potraw sprawiają, że mamy apetyt na inne i tak przykładowo po spożyciu porcji słonych frytek i tortilli z sosem czosnkowym nabieramy ochoty na lody, shake’a lub ciastko francuskie.

Najbardziej zatrważające jednak jest to, że „im częściej jadamy poza domem – tym częściej jadamy poza domem”. Innymi słowy, pojawia się coś, co trochę przypomina uzależnienie. Po kilku wizytach w barze szybkiej obsługi nagle łapiemy się na tym, iż przez pół dnia „chodzi za nami” ochota na ulubionego hamburgera. Ulegając po raz kolejny sprawiamy, że zależność ulega nasileniu. Nagle okazuje się, że połowę naszego menu stanowią fast-food’y, refleksje pojawiają się natomiast dopiero wtedy, gdy spodnie zaczynają robić się ciasne…

Niestety spożywanie posiłków w barach szybkiej obsługi stało się pewnego rodzaju rekreacją, którą fundujemy sobie w ramach relaksu po ciężkim dniu w pracy czy też jako ukoronowanie weekendu. Paradoksalnie w rozmaitych placówkach gastronomicznych zazwyczaj marnujemy czas, który moglibyśmy poświęcić na przygotowanie smacznej i zdrowej potrawy lub – na aktywność fizyczną. I żeby było jasne, nie staram się nikogo przekonać, że zjedzenie od czasu do czasu hamburgera jest definitywne złe i na pewno zrujnuje sylwetkę, kondycję i zdrowie; jednak bez wątpienia tendencja polegająca na coraz częstszym stołowaniu się w barach szybkiej obsługi, prędzej czy później nieuchronnie do takich konsekwencji prowadzi.

Źródła: WHO (2003): Diet, Nutrition and the Prevention of Chronic Disease. WHO Technical ReportSeries 916, Geneva 2003.