Dlaczego pośpiech nie sprzyja odchudzaniu?

Odchudzanie to proces, który nie kojarzy się z niczym przyjemnym. Kto bowiem lubi odmawiać sobie ulubionych smakołyków, chodzić ciągle głodnym i zmuszać się do dodatkowych sesji aerobowych czy wykańczających interwałów. Powiedzmy sobie szczerze: zdecydowana większość osób chciałaby mieć ten trudny okres jak najprędzej za sobą. Nic więc dziwnego, że tak dużym zainteresowaniem cieszą się wszelkie sposoby przyspieszające proces redukcji nadmiernej masy ciała: treningi topowych sportowców i gwiazd Hollywood, cudowne diety i magiczne pigułki od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. Niestety, gdyby się pokusić o głębszą refleksję okazałby się, że im bardziej chcemy przyspieszyć proces odchudzania, tym jak na złość trudniej o zadowalające efekty. Skąd ta dziwna zależność?

Matematyczna pułapka

W obiegowym ujęciu, żeby schudnąć wystarczy po prostu „mniej jeść i więcej się ruszać”, stąd też wielu osobom wydaje się, że tempo utraty niepożądanych kilogramów jest wprost proporcjonalne do deficytu energetycznego wywołanego restrykcyjną dietą i dodatkową aktywnością fizyczną. Innymi słowy skoro obniżając podaż energii o 10 – 15% i wprowadzając dodatkowo jedną czy dwie sesje aerobów w tygodniu można stracić około 2 – 4kg w ciągu miesiąca, to analogicznie też, zmniejszając kaloryczność diety o połowę i spędzając codziennie godzinę czy dwie na rowerku stacjonarnym lub bieżni można schudnąć  10 - 15kg, a może i więcej w tym samym czasie.

Niestety posługiwanie się taką „matematyką” w oderwaniu od realiów zazwyczaj prowadzi do głębokiego rozczarowania. W praktyce okazuje się bowiem, że pogłębianie kalorycznych restrykcji wcale nie prowadzi do przyspieszenia utraty tkanki tłuszczowej, a związane jest to z przynajmniej kilkoma uwarunkowaniami.

Im większa presja – tym większy bunt

Wiele osób wydaje się zapominać, że ich organizm posiada odpowiednie narzędzia ku temu, by pokrzyżować plany dotyczące wprowadzenia zbyt głębokich restrykcji kalorycznych. W praktyce wygląda to tak, że im większy deficyt energetyczny próbujemy wprowadzić do diety – tym bardziej dokuczliwe i trudniejsze do opanowania staje się uczucie głodu. O ile przez pierwszych kilka dni co bardziej wytrwałym jednostkom udaje się utrzymać dzienną podaż energii na głodowym poziomie, o tyle najdalej po tygodniu (a często zdecydowanie wcześniej) przychodzi moment wyraźnego załamania, któremu towarzyszy niepohamowane obżarstwo. I tak to co udało się stracić w ciągu krótkiej głodówki, zyskuje się po chwili z powrotem z nawiązką.

Powrót do restrykcyjnej diety powoduje, że sytuacja się powtarza, a po kilku takich cyklach dochodzi do metabolicznego załamania, co skutkuje tym, że organizm przestaje być wrażliwy na konwencjonalne zabiegi odchudzające.

Spowolnienie metabolizmu

Ludzki organizm, żeby prawidłowo funkcjonować potrzebuje określonej dawki substratów energetycznych wykorzystywanych bezustannie przez wszystkie komórki naszego ciała w toku rozmaitych przemian metabolicznych. Jak łatwo się domyślić, w czasach odległych dostępność pożywienia nie była tak wysoka jak ma to miejsce współcześnie, a ówcześni ludzie regularnie targani byli okresami mniejszego i większego głodu oraz mniejszego i większego dostatku. W toku ewolucji nasz organizm nabył pewnych zdolności przystosowawczych, które sprawiły, że w sytuacji mniejszej dostępności pokarmu jest on w stanie obniżyć swoje zapotrzebowanie energetyczne, funkcjonując na trybie oszczędnym. Innymi słowy zmniejszenie podaży energii z pożywienia skutkuje zmniejszeniem jej wydatkowania.

Niestety to, co kiedyś pozwalało nam przetrwać okresu głodu, dziś stało się przekleństwem osób borykających się z nadwagą i otyłością. Wprowadzenie daleko posuniętych restrykcji kalorycznych w ramach kuracji odchudzającej skutkuje bowiem spowolnieniem metabolizmu i zmniejszeniem wydatku energetycznego. Innymi słowy – im mniej jemy – tym mniej energii spalamy. Co więcej spowo0lnione tempo metabolizmu może utrzymywać się jeszcze pewien czas po zakończeniu „diety”, nasilając gromadzenie tłuszczu.

Efekt jo-jo

Praktyka pokazuje, że nawet jeśli „błyskawiczne” metody odchudzające przyniosą zamierzony efekt w postaci utraty masy ciała, to niestety zazwyczaj nie jest on specjalnie trwały. Nierzadko już po stosunkowo niedługim czasie zgubione w pośpiechu kilogramy wracają i to – z nawiązką. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że w trakcie drastycznej kuracji odchudzającej dochodzi nie tylko do strat tkanki tłuszczowej, ale również i mięśniowej, powracające kilogramy natomiast – to przede wszystkim tkanka tłuszczowa. I tak oto, ważąc tyle samo co przed kuracją odchudzającą wyglądamy jednocześnie gorzej, nasze ciało w większym stopniu składa się bowiem z tkanki tłuszczowej, a w mniejszym – z mięśniowej.

Efekt ten zwany jest efektem jo-jo i dotyka 99% osób stosujących nierozsądne, „błyskawiczne” programy odchudzające.

Wnioski

Jeśli chcesz schudnąć skutecznie nie możesz się śpieszyć. W innym wypadku albo wcale nie osiągniesz zamierzonego efektu, albo będzie on jedynie chwilowy, a Ty nabawisz się niepożądanych konsekwencji zdrowotnych. Pamiętaj, że ubytek 2 – 4kg w ciągu miesiąca to wynik bardzo dobry i należy się z niego cieszyć, zamiast „dokręcać śrubę” i pogłębiać żywieniowe restrykcje. W razie jakichkolwiek wątpliwości czy pojawiających się problemów zasięgnij porady dietetyka.