Restart – sposób na przełamanie stagnacji w diecie odchudzającej

Zgodnie z tym, co mówi popularne powiedzenie „wszystko co dobre, kiedyś się kończy”. Podobnie sytuacja wygląda z dietami odchudzającymi, nawet najlepsze programy redukcyjne przynoszące przez pewien okres czasu pożądany spadek masy ciała, po jakimś okresie przestają być efektywne. Do pewnego momentu można co prawda przykręcać przysłowiową śrubę, pogłębiając kaloryczne restrykcje jednak przychodzi taka chwila, kiedy po prostu organizm mówi „dość”. Co w takiej sytuacji zrobić? Jak przełamać impas, uniknąć zniechęcenia i skutecznie kontynuować progres? Rozwiązanie jest prostsze niż mogłoby się wydawać!

Powiedz sobie „stop”

Tak naprawdę wszystko co musisz zrobić w sytuacji, kiedy Twoja dieta przestaje przynosić efekty to przerwać redukcję. Nie namawiam tutaj jednak do porzucenia swoich planów i rezygnacji z osiągnięcia wymarzonej sylwetki, a sugeruję jedynie krótką przerwę.  Prawda jest taka, że jakiejkolwiek czynności się nie poświęcamy, nawet jeśli sprawia nam ona początkowo radość i daje satysfakcję, to w pewnym momencie obserwujemy coś, co nazywane jest potocznie „zmęczeniem materiału” czy też „wypaleniem”. Niezależnie od tego czy pracujemy, uczymy się, czy trenujemy potrzebujemy przerw,  by działać efektywnie.

Schodami do wymarzonej sylwetki

Opisaną powyżej zależność można przyrównać do wchodzenia po schodach: nawet przy dość dobrej kondycji i tak po kilku kondygnacjach zauważamy, że każdy kolejny stopień pokonać jest trudniej, że poruszamy się coraz wolniej i powoli tracimy siły. Nie muszę chyba przekonywać, że wprowadzenie kilku przerw w trakcie trwania takiej wyprawy pozwoli w praktyce zajść dalej, niż gdybyśmy próbowali cały dystans pokonać za jednym razem. Z odchudzaniem jest podobnie. Odchudzanie to jak wyprawa na najwyższe piętro wieżowca, stanowiąca spore obciążenie dla organizmu, którego wytrzymałość ma pewne granice i który jest w stanie się zregenerować – o ile zapewnieni mu się odpowiednie warunki.

Co daje taki restart w praktyce?

Wraz z przedłużaniem się redukcji, przemiana materii zaczyna zwalniać, organizm przestawia się na tryb oszczędny i coraz trudniej jest nam go zmusić do wydatkowania energii, a wszelkie metody intensyfikacji wysiłku czy dodatkowe restrykcje energetyczne wydają się odbijać jedynie na naszym samopoczuciu i naszej kondycji psychofizycznej. Stres związany z długotrwałą restrykcją kaloryczną doprowadza do wzrostu poziomu kortyzolu, który może okazać się zabójczy dla tkanki mięśniowej i utrudnić utratę tłuszczu zapasowego. Planowana „przerwa w diecie” pozwala „odblokować” metabolizm, znieść napięcie psychiczne związane z dietą, a w przypadku osób, które dzięki dotychczasowym zabiegom zredukowały już sporo tłuszczu – może pomóc podnieść poziom leptyny – ważnego hormonu regulującego gospodarkę energetyczną organizmu.

Odpowiedni moment?

To, w którym momencie powinniśmy zafundować sobie przerwę ma charakter wysoce indywidualny. Zazwyczaj jednak po kilku, maksymalnie kilkunastu tygodniach od rozpoczęcia kuracji odchudzającej pojawia się kryzys. Nasz organizm zazwyczaj na wiele sposobów daje znać o tym, że ma już serdecznie dość tej redukcji i powoli łapie zadyszkę. Osoby regularnie trenujące zauważyć mogą zdecydowanie gorsza regenerację z treningu na trening, pojawić się także mogą: niestępujące po odpoczynku zmęczenie, zaburzenia snu, problemy z zapamiętywaniem i koncentracją uwagi, bóle mięśni, bóle głowy, napady wilczego głodu, no i oczywiście – brak postępów pomimo pogłębiania restrykcji kalorycznych i zwiększania intensywności wysiłku.

Jak taki restart powinien wyglądać?

Restart, to po prostu odpoczynek od reżimu diety odchudzającej. W czasie takiej przerwy jednak nie można pozwolić sobie na totalną samowolkę i zakwaterować się na tydzień w pizzerii czy pod budką z kebabem. Przez okres od 5 do 10 dni należy odżywiać się zdrowo, zgodnie z indywidualnym zapotrzebowaniem energetycznym, nie przejadając się nad to, uważając na niskojakościowe produkty żywnościowe. Czy można w tym czasie pozwolić sobie na kilka kostek czekolady, piwo czy nawet hamburgera, zapewne tak. Podstawą menu musi być jednak wysokowartościowe jedzenie. Podkreślam, restart to nie jest przedłużony cheat day, chociaż warto w jego ramach zadbać o relaks i odreagowanie stresu związanego z długotrwałą kuracją odchudzająca, to nie można przecież zaprzepaścić wypracowanych efektów.

Restart – a co potem?

Ważnym pytaniem, którego nie można pominąć jest: co zrobić po takim kilkudniowym odpoczynku’?  Od jakiego pułapu zacząć? Jak mocno dokręcić przysłowiową „śrubę” na starcie po przerwie? Tak naprawdę najlepiej jest zacząć ostrożnie. Organizm wstępnie się zregenerował, metabolizm wyraźnie przyspieszył, więc spalanie tłuszczu będzie przebiegać efektywnie mniejszym kosztem niż przed wprowadzeniem przerwy. Dobór obciążeń i restrykcji żywieniowych ma oczywiście charakter indywidualny, przestrzec chciałbym jedynie przed podejściem pt.: „teraz zadziałam ze zdwojoną siłą!” Poza nieliczną grupą osób, wskoczenie od razu na najwyższe obroty może się okazać po prostu zgubne.

Podsumowanie

Wprowadzanie planowanych, przemyślanych przerw podczas stosowania diet odchudzających jest znakomitym sposobem na podniesienie efektywności zabiegów redukcyjnych, pozytywnie wpływającym na gospodarkę hormonalną i tempo przemiany materii. Zazwyczaj już kilkudniowy restart wywiera korzystny wpływ na samopoczucie i zapał do pracy nad sylwetką, a dodatkowo umożliwia choć częściowe wyrównanie potencjalnych niedoborów pokarmowych będących skutkiem stosowania restrykcyjnej diety. Przerwy powinny być wprowadzane co kilka – kilkanaście tygodni i trwać od pięciu do dziesięciu dni, w czasie których zwiększeniu ulega podaż energii, przy jednoczesnym zachowaniu zasad zdrowego żywienia.