Cała prawda o pasztecie

Pasztetem nazywamy, zgodnie z obwiązującą definicją, produkt lub potrawę przygotowywaną z masy o jednolitej konsystencji, otrzymanej z surowego, bądź też poddanego obróbce termicznej mięsa i podrobów. Na pierwszy rzut oka więc może się wydawać, że jest to produkt wysokojakościowy, który warto włączyć do zdrowej diety. Niestety prawda wygląda inaczej, współczesny pasztet w istocie rzeczy jest zaprzeczeniem własnej definicji, gdyż w skrajnych przypadkach może w ogólnie nie zawierać mięsa! Jeśli nie wyobrażasz sobie życia bez kanapki z pasztetem, to nie czytaj tego artykułu…

Przeczytaj koniecznie:

Czy żeby rosnąć muszę jeść mięso?

Pasztet czyli MOM

Jeśli do tej pory nie specjalnie interesowało Cię to co wypisane jest drobnym drukiem na etykiecie Twojego ulubionego pasztetu, to gdy już zechcesz to zrobić, może przeżyć szok. Prawdopodobnie w rubryce „skład” trudno będzie znaleźć mięso. No chyba, że mówimy o mięsie oddzielonym mechanicznie (MOM), które w istocie rzeczy mięsem nie jest.  MOM to rozdrobniona masa mięsno-tłuszczowa, skład której tworzą elementy tkanki łącznej, chrząstki, a nawet pewne ilości tkanki kostnej! Komponent ten stanowić może nawet 40% składu rynkowych pasztetów, w niektórych, lepszych jakościowo produktach jest go mniej, ale trudno znaleźć pasztet, który nie zawierałby tego dodatku.

Co jeszcze kryje się w pasztecie?

Oprócz wspomnianego wyżej mięsa oddzielonego mechanicznie, recepturę rynkowych pasztetów tworzą także inne wysokojakościowe składniki, np. skóry z kurcząt, stanowiące niekiedy nawet ¼ masy produktu. Ciekawymi dodatkami są także: kasza manna, glukoza, maltodekstryna (tak, ta sama co w odżywkach typu „carbo”), no i oczywiście wszechobecne białko sojowe. Resztę składu stanowią stabilizatory, wzmacniacze smaku, przyprawy, podroby (nieraz jedynie 2 – 3%), a niekiedy także – mięso, choć nie zawsze.

Pasztet bezmięsny

Jeśli komuś wydawać się może naciąganą plotką stwierdzenie, iż pasztet może nie zawierać mięsa, to poniżej przedstawiam skład jednego z rynkowych produktów, który dostać można m.in. w supermarketach. Jego receptura wygląda następująco: MOM - 19,4%, skóry z kurcząt - 26,6%, wątroba kurza - 2,4%, woda, kasza manna, białko i skrobia sojowe, sól, przyprawy i ekstrakty z przypraw, cebula suszona, aromaty, emulgatory, białka mleka, glukoza, maltodekstryna, wzmacniacz smaku i stabilizator. Tymczasem niektóre mamy smarują nim kanapki serwowane swoim pociechom wierząc, że to po prostu „zmielone mięsko”…

Z dzika, ale bez dziczyzny

Uważna lektura etykiet pasztetów dostępnych w sklepach, może zdziwić również tym, że często same nazwy produktów niewiele maja wspólnego z ich składem. Przykładowo pasztet z dzika może zawierać jedynie kilkunastoprocentowy dodatek dziczyzny, podobnie wygląda sytuacja z pasztetem z bażanta. Dość głośnym echem kilka lat temu odbiła się sytuacja, kiedy po tym gdy inspektor jakości towarów rolno-spożywczych zakwestionował nazwę „pasztet z zająca” jednego z rynkowych produktów ze względu na fakt, iż mięso zajęcze stanowiło jedynie śladowy dodatek, producent oświadczył, iż nazwa wywodzi się od nazwiska autora receptury. Skorygowana lekko nazwa brzmiała „pasztet Zająca”…

Podsumowanie

Czy współczesne pasztety dostępne w supermarketach powinny stanowić integralny element zdrowej diety? Myślę, że odpowiedź na to pytanie nie wymaga mojego komentarza.