Kontrowersje wokół konserwowego tuńczyka

Tuńczyk konserwowy bardzo często stanowi stały element menu osób aktywnych fizycznie, przywiązujących dużą wagę do kwestii właściwego odżywienia organizmu. Na pierwszy rzut oka produkty tego typu wydają się posiadać stosunkowo wiele walorów: dostarczają dużo białka, mało tłuszczu i są w zasadzie gotowe do spożycia. Z drugiej strony jednak coraz częściej można się spotkać z zaleceniem, by ich raczej unikać. Warto się więc zastanowić nad tym skąd biorą się te sprzeczne opinie i jakie mają uzasadnienie.

Przeczytaj koniecznie:

Czy ryby są zdrowe?

Domniemane walory tuńczyka

Zarówno organizacje zajmujące się zdrowiem publicznym jak i sami dietetycy i lekarze konsekwentnie apelują o zwiększenie spożycia ryb, zwłaszcza - morskich. Fakty niestety są takie, ze Polacy jedzą ich bowiem zbyt mało, przez co rośnie wyraźnie ryzyko niedoborów witaminy D, kwasów omega 3 i selenu. Wydawać by się mogło, że włączenie do diety konserwowego tuńczyka jest dobrym i zarazem prostym sposobem by wzbogacić dietę w deficytowe składniki. W końcu tuńczyk to ryba morska (zawiera więc kwasy omega 3 i witaminę D), a przy okazji stosunkowo niskokaloryczna i zarazem dostarczająca sporej dawki białka. Za tuńczykiem z puszki przemawia także wygoda, wystarczy kupić, otworzyć i dodać do sałatki lub nawet  na upartego – zjeść widelcem w podróży czy w czasie krótkiej przerwy w szkole lub pracy. Niestety taki sposób myślenia okazuje się mylny, prawda bowiem wygląda inaczej.

Tuńczyk z puszki - fakty

Należy zdać sobie na wstępie sprawę, że tuńczyk przecież sam do puszki nie wskakuje, trzeba go najpierw odpowiednio spreparować. Zanim to nastąpi surowiec poddawany jest długotrwałemu podgrzewaniu, które przyczynia się do zmiany właściwości zawartych w nim składników, a zwłaszcza – lipidów. Pod wpływem czynników takich jak wysoka temperatura i tlen dochodzi do utraty i zmiany właściwości cennych kwasów omega 3. Utlenieniu ulega także obecny w mięsie ryby cholesterol w wyniku czego powstają toksyczne jego pochodne takie jak hydroksycholesterole i 7-ketocholesterol. Po wniknięciu do naszego organizmu wywołują one szereg niekorzystnych konsekwencji.

Warto pamiętać także, iż tuńczyk sam w sobie jest dość obfitym źródłem  rtęci. Przy okazjonalnym jego spożywaniu ten fakt nie ma istotnego znaczenia, ale osoby które zajadają się nim codziennie lub kilka razy w tygodniu powinny mieć tę informację na uwadze. Osobnym problemem jest natomiast bisfenol A – związek chemiczny mogący przenikać do pokarmów z opakowań takich właśnie jak puszki, w które pakuje się tuńczyka. Ta szkodliwa substancja łączy się w naszym organizmie z tzw. sierocymi receptorami estrogenowymi (EER) i zaburza pracę układu hormonalnego.

Tuńczyk niejedno ma imię

Produkty żywnościowe sprzedawane pod wspólną nazwą „tuńczyk konserwowy” mogą istotnie różnić się pomiędzy sobą jakością. W praktyce niestety skuszeni niższą ceną zazwyczaj kupujemy najmniej wartościową wersję tuńczyka, czyli w postaci „sałatkowej” i co gorsza – w oleju. W efekcie konsumujemy resztkowe „ścinki”, coś co można byłoby przyrównać do „rybnej parówki” zamoczone w tłuszczu roślinnym będącym znakomitym nośnikiem dla zawartego w elementach opakowania bisfenolu i być może także zawierającego utlenione pochodne nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jeśli już mamy ochotę na tuńczyka, to niech to będzie filet z wody, cały lub w kawałkach, ale nie w wersji sałatkowej.

Podsumowanie

Tuńczyk konserwowy nie jest tak zdrowym i wartościowym produktem żywnościowym jak się wielu osobom wydaje. Oczywiście zjedzenie porcji tej ryby dwa  razy w miesiącu nikomu krzywdy nie zrobi, ale warto dbać o to by nie stałą się ona integralnym elementem codziennego menu, gdyż może to nieść za sobą negatywne konsekwencje.