Czy można uzależnić się  od suplementów?

Chociaż literatura fachowa nie wyróżnia takiej jednostki chorobowej jak uzależnienie od suplementów diety, to nie ulega wątpliwości, że stosowanie tego typu środków w niektórych wypadkach przypominać może formę nałogu. I nie chodzi tutaj o sam fakt stosowania suplementów i odżywek, ale przede wszystkim o specyficzne do nich podejście, zakładające „przymus” stosowania pod rygorem utraty ciężko wypracowanych efektów lub wręcz pogorszenia stanu zdrowia.

Przeczytaj koniecznie:

Czy suplementy mogą zastąpić dietę?

Niedoceniana i przeceniana rola suplementów diety

Z suplementami diety jest ten problem, że tak naprawdę mało kto ma do nich zdroworozsądkowe podejście. Z jednej strony spotkać możemy zagorzałych przeciwników suplementacji, straszących zawartą w nich „chemią”, powodującą rozmaite problemy zdrowotne,  z drugiej natomiast zagorzałych entuzjastów, wierzących, iż to co wypisują w opracowaniach marketingowych producenci tego typu środków to szczere złoto i przekonujących, że bez odpowiedniego zestawu proszków i kapsułek nie ma możliwości zaspokojenia zapotrzebowania na wszystkie niezbędne składniki. Jedynie nieliczne jednostki postrzegają suplementy diety, jako opcjonalne dodatki, z których wybrane środki faktycznie ułatwiają, (ale nie warunkują) utrzymanie optymalnego stanu odżywienia organizmu i mogą potencjalnie pomóc poprawić wyniki sportowe oraz ułatwić pracę nad kompozycją sylwetki.

Jak łatwo się domyślić potencjalnymi „nałogowcami” stają się głównie osoby ślepo zapatrzone w cudowną moc suplementów diety, ale niekiedy ofiarami owego nałogu bywają także osoby przejawiające początkowo zdroworozsądkowe podejście.

Nie ruszam się nigdzie bez podręcznej apteczki

Do napisania niniejszego artykułu zainspirowała mnie rozmowa ze znajomym, który przyznał niby pół żartem, pół serio, że jest „uzależniony od supli”, gdyż od pewnego czasu nie tylko regularnie je stosuje, ale także nigdzie się bez nich nie rusza. Do pracy zabiera pudełko z kapsułkami zawierającymi guaranę (na pobudzenie), lecytynę (na poprawę koncentracji), magnez (na stres), porcję aminokwasów (przeciwko katabolizmowi), a w samochodzie ma zawsze kilka sampli  odżywki białkowej (gdyby zgłodniał stojąc w korku). To jednak nie wszystko, znajomy skrupulatnie wyliczając dodał także, że  gdy jedzie do restauracji zabiera ze sobą kwasy omega 3 i multiwitaminę (by „uzdrowić” spożywany posiłek), kiedy natomiast wybiera się na imprezę bierze witaminę C (przyspiesza metabolizm alkoholu) i „coś na wątrobę”…  Nawet podczas wakacyjnego wyjazdu towarzyszy mu potężna dawka suplementów i odżywek, które od pewnego czasu mają swoją, autonomiczną przegródkę w plecaku…

Niby całe wyznanie kolegi miało charakter prześmiewczej opowiastki, ale czuć było na końcu pewne zaniepokojenie, zwłaszcza gdy nie był on w stanie przypomnieć sobie choćby jednego dnia przeżytego bez szeroko zakrojonej suplementacji…

Lepsze wrogiem dobrego

Wspomniane przed chwilą wyznanie mojego kolegi nie jest przykładem odosobnionym, jedynym w swoim rodzaju. Specyficzny rodzaj „przywiązania” do suplementów diety ma charakter powszechny. Nie zawsze jest w tym coś złego. Trudno bowiem byłoby uznać, że niezachwiana wiara w fakt, iż codzienne przyjmowanie magnezu lub kwasów omega 3 nieść może za sobą jakieś negatywne konsekwencje. Z dużym prawdopodobieństwem można wręcz uznać, że taka praktyka raczej przysłuży się zdrowiu niż komukolwiek zaszkodzi. Z drugiej strony głębokie przekonanie, iż bez suplementów nie da się normalnie funkcjonować, żyć na 100%, zachować zdrowie czy też robić postępy na siłowni zdecydowanie budzić powinno niepokój. Takie podejście nie jest bowiem ani słuszne, ani też zdrowe.