Trzy wakacyjne „pułapki  żywieniowe”, na które warto uważać

O tym, że podczas wakacji przytyć jest bardzo łatwo, chociaż raz w życiu przekonał się chyba każdy. Atmosfera beztroski i swobody, preferowany przez większość osób (niestety), bierny wypoczynek oraz przede wszystkim wszechobecne pokusy w postaci wysokokalorycznych potraw i deserów stanowią mieszankę wybuchową, która niemalże z dnia na dzień może zmienić kompozycję sylwetki, doprowadzając do szybkiego przyrostu tłuszczu. Co ciekawe, ryzyko niemile widzianej metamorfozy można byłoby istotnie zmniejszyć poprzez unikanie „wakacyjnych pułapek żywieniowych”, które czają się na każdym rogu w wakacyjnych kurortach. Na co więc w szczególności należy uważać?

Przeczytaj koniecznie:

Jak utrzymać dietę na wakacyjnym wyjeździe?

Kawa i ciastko do śniadania

Zazwyczaj gdy wyjeżdżając na wakacje wybieramy opcję z wyżywieniem, rano po przebudzeniu czeka nas szwedzki stół suto zastawiony różnymi produktami, z których możemy przyrządzić posiłek według własnego uznania. Oczywiście w takich okolicznościach śniadanie można skomponować na wiele sposobów, jednak w większości przypadków to nie meritum owego posiłku stanowi źródło problemu co dodatki, po które sięgamy zaraz po jego zjedzeniu. Wybieramy zazwyczaj wtedy ciasto i kawę, czyli połączenie idealnie sprzyjające tyciu. Chociaż kawa sama w sobie (o ile jej nie przesłodzimy i nie uzupełnimy śmietanką) nie jest groźna dla sylwetki, to znakomicie „resetuje” receptory smakowe sprawiając, że nawet zjadając duże ilości łakoci nie czujemy się „przesłodzeni”. W efekcie zdarzyć się może, że w ramach deseru dostarczymy nawet drugie tyle energii co udało się nam spożyć w czasie śniadania. Jednorazowy epizod oczywiście nie zrujnuje niczyjej figury, ale po tygodniu czy dwóch takiego „rozpasania” liczyć powinniśmy się z dodatkowym bagażem tłuszczowym…

A może gofra? A może hot-doga?

Dość dużym problemem okazują się być drobne przekąski, po które sięgamy przy każdej możliwej okazji, czy to idąc coś zwiedzać czy po prostu – udając się na plażę. Zjedzenie gdzieś między posiłkami „szybkiego hot-doga”, porcji lodów i gofra z bitą śmietaną może zasilić nasz organizm tak dużą dawką kalorii, że nie będzie on w stanie ich zużytkować na bieżąco i zostaną odłożone w postaci zapasów tłuszczowych. Najgorsze jest jednak to, że owe kalorie łatwo umykają naszej uwadze i na koniec dnia nawet nie pamiętamy o tym, że po tego typu przekąski sięgaliśmy. Jedna tylko porcja gofrów z bitą śmietaną i sosem owocowym może dostarczyć nawet 500kcal. Jak do damy do tego gdzieś przemycone frytki i lody szybko uzbieramy przynajmniej drugie tyle lub nawet dwa razy więcej. Przypomnijmy sobie jeszcze ciasto do śniadania i pamiętajmy o kaloriach dostarczanych w głównych posiłkach.

Alkohol i słodkie napoje

Szklanka zimnego soku do śniadania, na plaży litr lub dwa orzeźwiającej coli, w międzyczasie mrożona kawa, a na wieczór piwo lub… drinki. W ten oto sposób można schrupać astronomiczną dawkę cukru w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy. Żeby to zobrazować powiem tak: już w jednym litrze wspomnianej coli zawiera się pół szklanki sacharozy (400kcal). Jak ktoś ma zwyczaju w upalny dzień wychylić dwulitrową butelkę to niech sobie policzy – prosta arytmetyka. Dodajmy do tego jeszcze ze dwie butelki piwa (500kcal) wypite w ciągu dnia i na wieczór 2 – 3 słodkie drinki (400 – 600kcal). Fakty są takie, że przy braku odpowiedniej ostrożności, można dostarczyć nawet 2000kcal w postaci napojów. I praktyka pokazuje, że u niektórych osób tak się właśnie dzieje, że to głównie płynne kalorie odpowiedzialne są za nadwyżkę energetyczną gromadzoną w czasie wakacji w obrębie pasa.

Podsumowanie

Urlopowy wyjazd wiąże się ze zwiększonym ryzykiem przyrostu masy ciała. Żeby uchronić się przed tą niechcianą pamiątką z wojaży warto zwrócić uwagę na potencjalne „pułapki” czekające na każdym kroku  w wakacyjnych kurortach. Nie chodzi oczywiście o to by odmawiać sobie wszelkich uciech i przyjemności, a jedynie o to by mieć na uwadze, że jeśli nie zachowa się umiaru, to potem trzeba będzie nosić na własnych barkach (a właściwie na brzuchu) tego konsekwencje.