Biorę "spalacz tłuszczu", a efektów nie widać – dlaczego?

W dzisiejszych czasach rynek suplementów diety oferuje nam nieograniczony wręcz wybór preparatów wspomagających odchudzanie. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się tzw. "spalacze tłuszczu" o działaniu termogennym, które przyspieszają metabolizm i w ten sposób ułatwiają pracę nad sylwetką – przynajmniej w teorii. W praktyce opinie na ich temat są podzielone, z jednej strony można spotkać się z entuzjastycznymi relacjami, a z drugiej wiele osób skarży się, że stosowanie tego typu wynalazków nie przynosi żadnego efektu. Warto zastanowić się czemu tak się dzieje.

Przeczytaj koniecznie:

Clenbuterol – spalacz wysokiego ryzyka.

Spalacz tłuszczu to nie magiczna pigułka

Na wstępie warto zdać sobie sprawę z tego, że suplementy odchudzające to nie są środki o spektakularnym działaniu. Ich wpływ na tempo utraty masy ciała jest niewielkie, a niekiedy – żadne. Preparaty tego typu zawierają co prawda substancje o działaniu termogennym (nasilającym uwalnianie energii w postaci ciepła), ale nie oznacza to, że po ich włączeniu nagle zacznie nam w zawrotnym tempie ubywać centymetrów i kilogramów. Finalny wkład termogeników można oszacować na poziomie kilku marnych procentów uzyskanego efektu.

Podstawą jest dieta i trening

Jakiś czas temu spotkałem się ze stwierdzeniem, zgodnie z którym "dobry spalacz tłuszczu powinien pozwalać na utratę kilogramów bez żadnej diety". Stwierdzenie to jest raczej mocno życzeniowe choćby dlatego, iż nie istnieje coś takiego jak "brak diety". Dieta to po prostu sposób odżywiania, każdy więc jakąś dietę posiada, problem jednak polega na dostosowaniu jej do celu i potrzeb organizmu. Choćby nawet dzięki zastosowaniu specjalnego suplementu udało się spalić o 100 czy 200 kcal więcej w ciągu dnia, to jeśli poprzez zły dobór pokarmów przekroczymy nasze zapotrzebowanie energetyczne o 500 kcal w żadnym wypadku nie schudniemy. Mało tego – przybierzemy na wadze i to pomimo stosowania suplementu!

Nie wszystkie środki są efektywne

To, że dany środek nazywany jest przez producenta "super skutecznym termogenikiem" wcale nie oznacza, że jego zastosowanie będzie nieść za sobą jakieś pozytywne skutki. Niekiedy preparaty tego typu opierają się albo na nieefektywnych składnikach, albo – na ich zbyt małych dawkach. Trudno oczekiwać silnego działania termogennego (i stymulującego) po środkach zawierających mniej niż 100 – 200 mg kofeiny w porcji dziennej. Dawka tej substancji przyjmowana w skali dobowej powinna wynosić od 3 do 6 mg na kg masy ciała (chyba że wrażliwość na działanie tego alkaloidu jest wysoka, wtedy ilość należy zmniejszyć). Podobnie wygląda sytuacja w przypadku ekstraktu z zielonej herbaty, gorzkiej pomarańczy czy imbiru. Ilości tych komponentów wynoszące kilka miligramów nie mają żadnego znaczenia dla naszej fizjologii. Warto kupować sprawdzone środki, cieszące się dobrymi opiniami.

Tolerancja szybko się zwiększa

Preparaty o właściwościach termogennych działają jedynie przez określony czas. Po kilku tygodniach przyjmowania trzeba albo zwiększyć dawkę albo – odstawić i zrobić przerwę w przyjmowaniu (minimum 2 tygodnie). W innym wypadku nie odnotujemy żadnych korzyści z kontynuowania suplementacji. Spalacze najlepiej jest włączać na ostatni szlif w redukcji lub na przełamywanie impasów. Najbardziej preferowane są cykle trwające albo 3 – 4 tygodni (stała dawka), albo 7 – 8 tygodni (progresja dawki). Rozsądnym rozwiązaniem jest też zmienianie środków na inne. Niekiedy takie rozwiązania pozwala wygenerować nowe bodźce skłaniające organizm do intensywniejszego spalania tłuszczu zapasowego.

Podsumowanie

Stosowanie preparatów o działaniu termogennym może, ale nie musi, być pomocne w redukcji tkanki tłuszczowej. Środki tego typu mają jedynie charakter wspomagający, kluczem do sukcesu są: dobra dieta i przemyślany trening.