Sery pleśniowe dobre dla zdrowia?

O ile o unikalnych walorach zdrowotnych wielu warzyw, owoców, orzechów, nasion, zbóż, ryb a niekiedy nawet jajek oraz mięsa pisze się i mówi bardzo dużo, o tyle o serach próżno szukać takich wzmianek. Tymczasem sery, a zwłaszcza te pleśniowe stanowić mogą wartościowy element diety. Dostarczają związki korzystnie wpływające na nasze zdrowie i chroniące przed rozwojem niektórych chorób układu krążenia.

Przeczytaj koniecznie:

Ser czy wyrób seropodobny?

Sery pleśniowe na cenzurowanym

Sery pleśniowe postrzegane są głównie przez pryzmat zawartego w nich tłuszczu, w którym - jak wiadomo - dominują kwasy nasycone obarczane winą za to, iż przyczyniają się do powstawania miażdżycy.

Badania naukowe jednak, niekoniecznie jednogłośnie potwierdzają ten związek. Przykładowo, na przekór przyjętym twierdzeniom, rodowici Francuzi nie szczędzą sobie tłustych dań, uwzględniając w nich spore ilości serów zasobnych w kwasy nasycone. Pomimo to, stosunkowo rzadko na tle innych Europejczyków zapadają na miażdżycę. Rzadko także umierają z powodu nagłych zdarzeń sercowych. Zjawisko to bywa nazywane “francuskim paradoksem”, traktowanym często jako „wyjątek potwierdzający regułę”. W odniesieniu do omawianego zagadnienia, warto głębiej zastanowić się nad przyczyną tej nietuzinkowej zależności.

“Francuski paradoks” od podszewki

Termin „francuski paradoks”, został wprowadzony przez francuskich epidemiologów w roku 1980 i odnosił się do zaskakujących wniosków wyciągniętych z prowadzonych obserwacji.

Wykonane badania pokazały bowiem, że Francuzi rzadziej niż mieszkańcy innych krajów europejskich zapadają na choroby układu krążenia, pomimo takich czynników jak:

  • wysokie spożycie tłuszczu (wynosiło ono wówczas ponad 35 - 40% dziennej podaży energii),
  • znaczący udział kwasów nasyconych (15% dziennej podaży energii, kiedy za górny limit, bezpieczeństwa uznawany był próg 10%),
  • duże spożycia cholesterolu.

Różnice w spożyciu tłuszczu, kwasów nasyconych i cholesterolu w stosunku do krajów takich jak: Finlandia czy Wielka Brytania, okazały się być po prostu drastyczne. Powtórzono badania, ale wyniki opublikowane w latach 90 doprowadziły do podobnych wniosków: Francuzi są zdrowsi pomimo tego, że jedzą dużo tłuszczów zwierzęcych. Zakłopotanie autorów badań było tym większe, że w owych czasach tłuszcze zwierzęce były uważane za definitywnie złe (dziś częściej pojawiają się publikacje wskazujące, że niekoniecznie są one tak straszne jak się powszechnie sądzi).

To wszystko zasługa wina

Fakt, iż Francuzi spożywają duże ilości alkoholu, początkowo raczej nie był uznawany za okoliczność będącą wytłumaczeniem “francuskiego paradoksu”, a raczej go jeszcze pogłębiał. W końcu przecież, alkohol uznawany był i jest za czynnik szkodliwy. Dość szybko jednak odkryto, że wino w przeciwieństwie np. do wódki  zawiera szereg substancji mogących pozytywnie wpływać na organizm ludzki. Szczególnie ciekawe, okazały się walory rezweratrolu, któremu nawet przez pewien czas przypisywano zdolność do “wydłużania życia”. I tak oto, powstała hipoteza jakoby regularna konsumpcja umiarkowanych ilości wina, równoważyła potencjalnie negatywne następstwa , wynikające ze spożywania dużej ilości tłuszczów nasyconych i cholesterolu. Faktycznie istnieją pewne dowody na to, że związki obecne w winie, wpływają pozytywnie na profil lipidowy, zmniejszają podatność lipoprotein o niskiej gęstości na utlenianie oraz działają przeciwzapalnie.

Cały problem z przedstawionym powyżej wytłumaczeniem “francuskiego paradoksu” polega na tym, że rzekomo “ochronne działanie wina”, ujawnia się jedynie na terenie Francji. Poza tym dziś już wiadomo, że wiele prozdrowotnych właściwości rezweratrolu było po prostu mrzonką. W związku z tym, zaczęto szukać innych wyjaśnień.