Wszechobecne estrogeny

Jak powszechnie wiadomo estrogeny to żeńskie hormony płciowe. Choć ich obecność wykryć można również w organizmach mężczyzn, mało tego – pełnią tam dość doniosła rolę – to jednak nie ulega wątpliwości, że już niewielki ich nadmiar jest u panów wysoce niepożądany. Również kobiety ze zbyt wysokim poziomem estrogenu nie mają raczej powodów do radości. Tymczasem analizując dostępną literaturę naukową, łatwo dojść do wniosku, że nadmiar estrogenów i substancji im podobnych zagraża coraz większej części naszej populacji. Z czego to wynika i jakie są tego konsekwencje?

Przede wszystkim przyznać trzeba, że podstawowym źródłem substancji o działaniu estrogennym jest żywność, a przedostają się one do niej na wiele rozmaitych sposobów. Estrogeny są obecne już w surowcach, z których otrzymujemy finalne produkty w postaci konkretnych artykułów spożywczych. Mogą to być choćby pestycydy używane w rolnictwie i ich pozostałości (głównie wycofanego już oficjalnie, ale nadal stosowanego w krajach tropikalnych DDT) krążące ciągle w środowisku. Podobnie jak metabolity hormonów używanych do lat 90. w Europie w hodowli zwierząt rzeźnych, (co nadal praktykowane jest w wielu krajach spoza UE). Metabolity tych związków, które nie uległy skumulowaniu w tkankach dostały się wraz z odchodami zwierząt do gleby i wód, a następnie do tkanek innych organizmów takich jak jadane przez nas ryby.

Osobnym zagrożeniem są farmaceutyki, które albo bezpośrednio wywołują efekt estrogeny albo za pomocą metabolitów, które dostają się wraz ze ściekami komunalnymi do wód i podobnie jak wspomniane wcześniej DDT czy pozostałości hormonów stosowanych w hodowli zwierząt rzeźnych przenikają do tkanek roślin i zwierząt będących naszym pokarmem.

Przy okazji warto także wspomnieć, że nawet bez dodatkowej działalności człowieka żywność pochodzenia roślinnego często jest źródłem substancji o działaniu estrogennym (izoflawony, kumestany i lignany). Związki o takim potencjale nazywamy fitoestrogenami, a znaleźć je można choćby w nasionach soi czy koncentratach białkowych z niej pozyskanych). Co ciekawe w organizmach męskich niewielkie ilości większości fitoestrogenów mogą wręcz obniżyć aktywność estrogenów (zastępując je, jak i też blokując aromatyzację testosteronu do estrogenów), w większych natomiast – naśladują ich działanie i powodują niekorzystne skutki.

Istotne znaczenie ma obecność bisfenolu A czy nonylfenolu i oktylfenolu w plastikowych opakowaniach stosowanych w przemyśle spożywczym. Związki te przenikają do żywności, a wraz z nią dostają się do naszych organizmów, gdzie wykazując działanie estrogenne doprowadzają do rozmaitych zaburzeń. W ciągu ostatniej dekady pojawiło się sporo publikacji naukowych wskazujących na ryzyko związane ze stosowaniem wymienionych tutaj związków w przemyśle spożywczym, a kraje takie jak Japonia, Korea i Kanada wprowadziły już zakaz stosowania bisfenolu A. Sprawa jest bez wątpienia poważna i oczekuje się, iż w Unii Europejskiej również powstaną odpowiednie regulacje prawne.

Jakie są skutki nadmiaru estrogenów w żywności? Przede wszystkim pojawiają się zaburzenia hormonalne, które prowadzą do problemów z płodnością, samopoczuciem, zwiększają ryzyko wystąpienia nadwagi i otyłości, chorób układów: krążenia i nerwowego, nowotworów i wielu innych przypadłości. Niestety narażeni jesteśmy bezustannie na działanie związków będącymi pochodnymi estrogenów lub działającymi podobnie do nich, stąd też polecałbym położyć odpowiedni nacisk na unikanie produktów żywnościowych szczególnie w nie zasobnych. Lepiej więc kupować żywność pakowaną w szkło lub tworzywa takie jak polipropylen i polietylen. Unikać należy także pokarmów zasobnych w fitoestrogeny, takich jak produkty sojowe.