Rozmawianie o sobie działa jak seks!

Zauważyłeś, że mówienie o tym, co czujesz, czego chcesz, jakie masz plany i co robisz, sprawia ci ogromną przyjemność? Wolisz opowiadać o sobie niż o innych? Nie tylko ty. Najnowsze badania wykazały, że mówienie o nas samych działa na mózg podobnie jak seks

Niektórzy są bardziej skryci inni mniej. Jednak nawet ci, którzy niekoniecznie lubią się dzielić intymnymi szczegółami z własnego życia, odczuwają przyjemność, gdy przychodzi czas na rozmowy o hobby czy zainteresowaniach. Tak naprawdę każdy z nas lubi mówić o sobie, a badania potwierdzają, że odczuwamy wówczas przyjemność zbliżoną do tej, jaką odczuwamy podczas seksu Brzmi mało wiarygodnie? Naukowcy, podczas licznych testów, stosowali takie metody jak tomografia. Obserwowano reakcję mózgu w tym czasie, kiedy opowiadamy o sobie oraz wtedy, gdy mówimy o innych.

Nie pomoże łapówka

Okazuje się, że tak bardzo lubimy mówić o swoim życiu, że nie nawet nagroda pieniężna niewiele tutaj pomoże. Jeden z elementów eksperymentu wyglądał następująco: uczestnicy dostali wynagrodzenie w zamian za to, by opowiadać o innych osobach. Po pewnym czasie większość z nich rezygnowała z nagrody, tylko po to, by zmienić temat i mówić o swoich sprawach. Nie było to byle jakie wynagrodzenie, bo wynosiło ok. 17% zarobków. Co ciekawe, nawet w sytuacji, gdy można było zarobić równowartość pensji, uczestnicy i tak przez 2/3 czasu woleli opowiadać o sobie.

- Tak jak studenci są w stanie zrezygnować z wynagrodzenia pieniężnego na rzecz przyglądania się atrakcyjnym koleżankom, tak większość z nas nie przyjmie nagrody tylko dlatego, że woli mówić o sobie niż o innych - potwierdzają naukowcy, którzy prowadzili badania. Dokładne wyniki opublikowali w Proceedings of the National Academy of Sciences.

Lubimy mieć publiczność

Ale na tym nie koniec. Bardziej szczegółowe testy wykazały, że mówienie o sobie to przyjemna czynność, jednak najchętniej oddajemy się jej wtedy, gdy mamy pewność, że inni nas słuchają. Kolejne ćwiczenia wiążą się z następującymi wnioskami: jesteśmy w stanie oddać nagrodę w wysokości nawet 25% zarobków po to, by słuchano o naszych sprawach.

To by wyjaśniało popularność Twiterra, Facebooka i innych „społeczności”. W końcu kto nie lubi bawić się własnym statusem i dzielić się tym, co wydarzyło się w jego życiu z innymi?

 Artykłuł pochodzi z serwisu: fitness.sport.pl