Gry wideo na stałe wpisały się w codzienność młodych ludzi. Dla jednych są formą relaksu, dla innych sposobem na kontakt ze znajomymi albo odreagowanie stresu. Przez lata toczyła się jednak dyskusja, czy granie samo w sobie szkodzi zdrowiu, czy raczej problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zajmuje zbyt dużo czasu. Najnowsze badania przynoszą w tej kwestii zaskakująco precyzyjną odpowiedź.
Nie granie jest problemem, tylko jego nadmiar
Zespół badaczy analizujących styl życia studentów zauważył bardzo wyraźną granicę. Do pewnego momentu granie nie wiązało się z żadnymi istotnymi różnicami zdrowotnymi. Osoby grające kilka godzin tygodniowo funkcjonowały podobnie jak ci, którzy w gry wideo w ogóle nie grali. Ich dieta, masa ciała i sen wyglądały niemal identycznie.
Zmiana następowała dopiero wtedy, gdy czas spędzany przy grach przekraczał około dziesięciu godzin tygodniowo. To właśnie w tym momencie zaczynały pojawiać się różnice, które z punktu widzenia zdrowia trudno uznać za obojętne.
Co zaczyna się psuć po przekroczeniu granicy?
U osób grających najwięcej zauważono wyraźne pogorszenie jakości diety. Osoby te częściej sięgały po produkty wysoko przetworzone, słodkie przekąski i napoje, a rzadziej po pełnowartościowe posiłki. Co istotne, nie chodziło tylko o większą liczbę kalorii, ale o gorszą jakość jedzenia jako całości.
Równolegle rosła masa ciała. Średnie wskaźniki masy ciała u intensywnych graczy wchodziły już w zakres nadwagi, podczas gdy osoby grające mniej utrzymywały się w normie wagowej. Naukowcy podkreślają, że ten efekt utrzymywał się nawet po uwzględnieniu poziomu aktywności fizycznej i stresu.
Problemy dotyczyły również snu. Im więcej godzin tygodniowo poświęcano na granie, tym częściej pojawiały się trudności z zasypianiem, gorsza jakość snu i nieregularny rytm dobowy. Szczególnie widoczne było granie w godzinach wieczornych i nocnych, które zaburzało naturalne mechanizmy regeneracji.
Dlaczego akurat 10 godzin?
Granica dziesięciu godzin nie jest magiczną liczbą, ale w badaniach wyraźnie zaznaczała moment, w którym granie zaczynało wypierać inne elementy stylu życia. Przy mniejszym zaangażowaniu gry pozostawały jedną z wielu aktywności. Po jej przekroczeniu zaczynały konkurować z czasem na sen, regularne posiłki, ruch czy odpoczynek psychiczny.
Z perspektywy trenera i osoby pracującej z ludźmi widzę tu klasyczny mechanizm. Problemem nie jest konkretna aktywność, tylko brak równowagi. Gdy jedna rzecz zaczyna dominować nad resztą, zdrowie prędzej czy później płaci za to cenę.
Co z tego wynika w praktyce?
Badania jasno pokazują, że nie ma potrzeby demonizowania gier wideo. Umiarkowane granie nie wiąże się z pogorszeniem zdrowia i może być normalnym elementem codziennego życia. Kluczowe staje się jednak pilnowanie proporcji.
Regularne przerwy, ograniczenie grania późnym wieczorem, świadome planowanie posiłków i dbanie o sen to strategie, które pozwalają czerpać przyjemność z gier bez negatywnych konsekwencji. Szczególnie u młodych osób ma to znaczenie długofalowe, bo nawyki wyniesione z okresu edukacji bardzo często zostają z nami na lata.
Równowaga zamiast zakazów
Wnioski płynące z badań są zaskakująco zdroworozsądkowe. To nie granie samo w sobie szkodzi, ale jego nadmiar i brak kontroli nad tym, co dzieje się wokół. Jeśli gry zaczynają zabierać czas na sen, regularne jedzenie i ruch, organizm prędzej czy później zacznie to sygnalizować.
Z punktu widzenia zdrowia i formy nie chodzi więc o całkowite rezygnowanie z grania, ale o świadome zarządzanie czasem. Równowaga okazuje się znacznie skuteczniejsza niż skrajności.
Treści prezentowane na naszej stronie mają charakter edukacyjny i informacyjny. Dokładamy wszelkich starań, aby były one merytorycznie poprawne. Pamiętaj jednak, że nie zastąpią one indywidualnej konsultacji ze specjalistą, która jest dostosowana do Twojej konkretnej sytuacji.