Wysiłek fizyczny – przyjaciel czy wróg?

Chociaż rozmaite kampanie społeczne, poradniki, książki i artykuły permanentnie namawiają nas do zwiększenia aktywności fizycznej, to ich treść niesie za sobą podprogowy komunikat, który skutecznie utwierdza nas w przekonaniu, że trening to „zło”, co prawda - konieczne, ale uciążliwe i dezorganizujące nasz plan dnia. Coraz większy nacisk kładziony jest na minimalizację czasu potrzebnego do „osiągnięcia efektu” wynikającego ze wzmożonej aktywności, tak jakby ruch sam w sobie nie mógł dawać frajdy. Tymczasem w praktyce może być zupełnie inaczej.

Przeczytaj koniecznie:

Czy przy uprawianiu sportów walki potrzebna jest dieta?

Wysiłek fizyczny kiedyś i dziś

Kiedy byliśmy dziećmi lubiliśmy biegać po dworze, nawet jeśli owo bieganie nie miało żadnego zamierzonego celu.  Graliśmy w piłkę nożną lub w kosza, bo dawało nam to frajdę, a gdy rodzice wołali nas do domu na obiad czy kolację, staraliśmy się wytargować choćby jeszcze kilka minut na świeżym powietrzu. Czy to możliwe byśmy przez kilka czy kilkanaście lat zmienili się do tego stopnia, że wysiłek fizyczny kojarzy nam się już jedynie ze smutną koniecznością? Odpowiedź brzmi: NIE! Mogę się założyć, że gdyby rodzice kupili mi na komunię rowerek stacjonarny i kazali na nim pedałować 3 razy w tygodniu po 30 minut to uznałbym to za rodzaj kary  za niepopełnione winy. Pamiętam natomiast, że kiedy dostałem BMX –a, spędzałem na nim po kilka godzin dziennie i nie wyobrażałem sobie przyjemniejszego zajęcia. Możliwe więc, że nasze podejście wcale się aż tak bardzo nie zmieniło, a w głębi nas ciągle tli się skrywany zapał i skłonność do czerpania przyjemności z fizycznego wysiłku.

Retoryczna pułapka

Zdecydowana większość osób, która podejmuje aktywność fizyczną w dorosłym życiu robi to po to by osiągnąć jakiś cel, a najczęściej chce po prostu schudnąć. Trening ukierunkowany na redukcję tkanki tłuszczowej utożsamiany jest zazwyczaj z nudnym jak flaki z olejem człapaniem czy to po parku czy po taśmie podłączonej do prądu bieżni. Wszelkie perspektywy skrócenia tej męczarni wydają się kuszące, stąd też rośnie zainteresowanie rozmaitymi programami treningowymi, które obiecują plażową formę w przysłowiowe „pięć minut”. Autorzy poradników treningowych prześcigają się w skracaniu sesji treningowych, dorabiając coraz to bardziej wyszukane teorie uzasadniające ich rzekomą skuteczność. W rzeczywistości poświęcanie na aktywność fizyczną kilku minut w ciągu dnia nigdy nie doprowadzi do uzyskania wymarzonej sylwetki. Podejmowanie prób tego typu w nadziei na powodzenie kończyć się będzie rozczarowaniem, a wysiłek który kiedyś kojarzył się z frajdą coraz bardziej kojarzyć się ze smutną koniecznością i przeżytymi niepowodzeniami.

Rozwiązanie problemu

Nawet jeśli do podjęcia aktywności fizycznej skłania nas jedynie chęć zmniejszenia masy ciała, to sam wysiłek powinien nam sprawiać radość i być źródłem pozytywnych wrażeń. Oczywiście trudno jest się zmusić do czerpania frajdy z czynności nudnych z natury, dlatego ostatnią rzeczą do jakiej namawiam jest zakup bieżni czy stacjonarnego rowerka, bo znając życie będą jedynie zawadzać i przypominać o nierealizowanych planach. W zamian proponuję zastanowić się jakiego typu aktywność sprawić może nam przyjemność lub jaka sprawiała na studiach, w czasach liceum czy jeszcze wcześniej? Być może warto zaplanować regularne wypady na basen ze znajomymi, albo rowerowe wycieczki z rodziną, co bardziej ambitnych i wytrenowanych wkręci być może ściana wspinaczkowa. Nic też nie stoi na przeszkodzie by iść pograć w piłkę na halę, czy na pobliskie boisko. Może uda się namówić kolegów z pracy albo reaktywować dawną drużynę z podwórka?

Podsumowanie

Traktowanie aktywności fizycznej jedynie jako niewygodnego narzędzia, które pomaga uzyskać wymarzoną sylwetkę może okazać się po prostu frustrujące. Warto więc spróbować potraktować sport jako dobrą zabawę, jeśli bowiem wysiłek będzie nam sprawiał przyjemność, to szybko „połkniemy bakcyla” i szukać będziemy kolejnych sposobności do tego by zmęczyć się i spocić. Kondycję i szczuplejszą sylwetkę otrzymamy jako gratis, cenniejsza i tak pewnie okaże się dawno zapomniana już frajda znana z okresu dzieciństwa…