Czy warzywa faktycznie możemy jeść „do oporu”?

Warzywa bez wątpienia stanowią z jednej strony mocno zróżnicowany, a z drugiej – niezwykle wartościowy element zdrowej diety. Oprócz tego, że dostarczają wielu cennych substancji, to są także (w większości) niskokaloryczne. W efekcie upowszechnił się pogląd, który mówi, iż dawki spożywanych warzyw nie trzeba limitować i można jeść je w nieograniczonych ilościach. Mało tego, niektóre osoby sądzą, że im więcej warzyw konsumują – tym większą przysługę czynią zdrowiu i sylwetce. Czy jednak tego typu przekonania są słuszne?

Przeczytaj koniecznie:

Owoce i warzywa a zakwaszenie organizmu

Skąd pomysł na taki artykuł?

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że podejmowanie tematu „braku umiaru w spożyciu warzyw” nie jest szczególnie fortunne, biorąc pod uwagę fakt, iż powszechnym problemem jest dziś zbyt niska ich konsumpcja. Faktycznie wielu polaków spożywa zbyt mało warzyw, co nie jest dobre ani dla kondycji fizycznej, ani tez – psychicznej. Z drugiej strony jednak, wśród osób chcących się zdrowo odżywiać rozpowszechnił się pogląd, zgodnie z którym nie istnieje coś takiego jak „nadmierne spożycie warzyw”, a zwiększenia ich konsumpcji zawsze służy zdrowiu. Mając ten fakt na uwadze warto się zatrzymać nad pytaniem zawartym w tytule i po przeanalizowaniu tematu spróbować udzielić rzetelnej odpowiedzi.

Co dobrego w warzywach?

Warzywa to dość zróżnicowana grupa pokarmów. Zaliczamy do nich bowiem zarówno części podziemne(korzenie i kłącza), jak i naziemne (liście, łodygi, a nawet owoce), różnych gatunków roślin roślin. Tak więc, jak można się domyślić nie tylko wygląd i smak, ale również wartość odżywcza poszczególnych warzyw bywa zróżnicowana. Niemniej jednak można wyróżnić pewne cechy wspólne większości pokarmów zaliczanych do tejże grupy. Użyłem słowa „większość”, gdyż są takie warzywa, które charakteryzują się zupełnie innymi właściwościami, a przede wszystkim – różnią się od pozostałych kalorycznością, mowa tutaj przede wszystkim o strączkach, batatach, ziemniakach, których wartość energetyczna jest relatywnie wysoka (na tle innych warzyw), i których w niniejszym opracowaniu omawiać nie będę choćby z racji tego, iż popularny pogląd, który można zawrzeć w słowach „więcej = lepiej”, tych produktów programowo już nie dotyczy. W niniejszym artykule skoncentruję się więc na warzywach, które umownie nazwać możemy „sałatkowymi” i których cechami wspólnymi są:

  •     niska wartość energetyczna, która rzadko przekracza 30 – 40kcal na 100g,
  •     obecność błonnika,
  •     spora zawartość pierwiastków zasadotwórczych takich jak potas,
  •     obecność witaminy C, kwasu foliowego, prowitaminy A,
  •     wysoka zawartość przeciwutleniaczy.

Wszystkie powyższe cechy uznać można za istotne walory. Czy jednak stanowią wystarczający powód by jeść warzywa „do oporu”?

Warzywa „no limit” - opis przypadku

Pod koniec maja trafił do mnie młody mężczyzna, który skarżył się na różnego typu problemy ze strony przewodu pokarmowego. Dolegliwości obejmowały:

  •     uczucie ciężkości w podbrzuszu,
  •     przelewanie w brzuchu,
  •     wzdęcia i gazy,
  •     sporadyczne napady bólowe i biegunki.