Czy zachowanie umiaru to klucz do sukcesu?

Jak pisał Horacy, „Kto złoty sobie upodobał umiar, ten się uchroni przed nikczemną nędzą i przed zawiścią, która zawsze ściga bogate dwory.” Wielokrotnie powtarzamy, że wszystko jest dla ludzi, ważne jest, aby zachować umiar. Czy ktoś jednak wie, jak wygląda złoty umiar? Czy zachowanie umiaru, faktycznie działa?

Przeczytaj koniecznie:

Suplementy, które pomogą Ci pozbyć się nadmiaru kilogramów

Nasuwa się pytanie, czym właściwie jest umiar? Jaka ilość śmieciowego jedzenia jest umiarkowana? Czy dla każdego umiar, znaczy to samo?

Umiar, powściągliwość, brak przesady. Nie ma jednoznacznej definicji słowa umiar. To czym będzie umiar dla Kowalskiego, niekoniecznie wpisze się w Twoje rozumienie braku przesady.

Zalecany przez lekarzy, dietetyków umiar, jest trochę jak yeti. Wszyscy znają, nikt nie widział. Bardzo chętnie jednak akceptujemy i dajemy innym takie zalecenia. Dlaczego? Skoro nikt nie wie, czym tak naprawdę jest umiar, to znaczy, że niejako dajemy sobie przyzwolenie na spożywanie niezdrowych produktów, w ilości jaką sami uznamy za słuszną. Ot tak, po prostu. Przecież wszystko jest dla ludzi. Wystarczy zachować umiar. Bardzo wygodne rozwiązanie. Pytanie tylko czy słuszne i skuteczne?

Tak oto mamy obraz Kowalskiego odżywiającego się zdrowo, pozwalającego sobie z umiarem na to i owo. Każdy z was prawdopodobnie pomyślał sobie teraz, jak jego zdaniem odżywia się taki Kowalski.

Z bardzo dużym prawdopodobieństwem, każdy wyobraził sobie zupełnie co innego.

Dla jednego umiar, to okazyjne (powiedzmy nie częściej niż raz w miesiącu) odstępstwo. Poczęstowanie się kawałkiem ciasta na urodzinach cioci.

Inna osoba uzna jednak, że właściwie jeden cukierek każdego dnia.

Jak w rzeczywistości kończy się kierowanie stosowanie zasady umiaru?

W poniedziałek nie zdążyłeś przygotować sobie śniadania, więc lecąc do pracy kupujesz w biegu muffinkę pełnoziarnistą. Łudząc się, że jest zdrowa i pożywna, a na śniadanie przecież można sobie pozwolić na coś słodkiego.

We wtorek wypijasz dietetyczny napój gazowany. Tylko jedną małą puszkę. Zachowujesz umiar.

W środę musisz zostać dłużej w pracy. Nie masz czasu nic zjeść. Zamawiasz pizzę, bo to lepiej niż głodować. Zjadasz kawałek. Zachowujesz umiar.

W czwartek koleżanka z pracy ma urodziny. Nie wypada odmówić, więc częstujesz się kawałkiem ciasta. Wybierasz mały kawałek, zachowujesz umiar.

W piątek.... uf w końcu można odsapnąć po pracy i napić się piwa. Tylko jedno. Bez szaleństw.

Weekend, to weekend, raz w tygodniu można sobie pozwolić na coś słodkiego. Przecież każdy z nas jest tylko człowiekiem.

Niby małe odstępstwa, ale zmienić mogą wiele.

Nie jesz zdrowo. Zachowujesz umiar. Tylko, czym właściwie jest umiar?

Potem przychodzi moment, w którym Twoje ciało przestaje działać prawidłowo. Często czujesz się zmęczony, niewyspany, twoja skóra nie jest świeża i lśniąca. Dopadają Cię alergie, przeziębienia, wzdęcia, psują się zęby.

I z wielkim zdziwieniem zadajesz sobie pytanie, dlaczego to przytrafia się Tobie? Przecież zawsze odżywiałeś się zdrowo i zachowywałeś umiar.

Nie twierdzę, że istnieje jedna właściwa droga. Nie twierdzę, że nigdy nie można pozwolić sobie na alkohol czy ciastko.

Czy warto jednak oszukiwać siebie samego? Tworzyć teorie zachowania umiaru? Głęboko wierzyć, że wszystko jest dla ludzi? Że można jeść wszystkiego po trochu zachowując pełne zdrowie?

Nie bez powodu mówi się, że jak coś jest od wszystkiego, to jest do niczego. Ludzkie ciało nie jest workiem, do którego można wrzucać po trochu różnych śmieci, a ono będzie działało sprawnie na pełnych obrotach.

Jeśli z umiarem karmimy się śmieciowym jedzeniem, liczy się z tym, że mogą nas nękać różne choroby i dolegliwości.

Tak długo jak ludzie nie zrozumieją, że największym i najważniejszym lekarstwem jest jedzenie i aktywność fizyczna, a nie magiczna tabletka czy suplement, który odmieni ich życie i zabierze choroby, tak długo będą chorować i cierpieć.