Jemy coraz mniej izomerów trans

Trochę na przekór tendencjom jakie panują w „świecie internetu” przyszedł czas na dobre informacje. Otóż niedawno opublikowane dane wskazują, że jemy coraz mniej szkodliwych izomerów trans nienasyconych kwasów tłuszczowych pochodzenia przemysłowego. Warto przyjrzeć się bliżej temu zjawisku i zastanowić – co ono de facto oznacza?

Przeczytaj koniecznie:

Tłuszcze trans i kurczący się mózg

 

Jest lepiej, ale wiele pozostało do zrobienia

Fakt, że podaż izomerów trans sukcesywnie się obniża w naszej diecie nie oznacza, że powinniśmy popadać w samozachwyt. Ciągle bowiem wspomniane lipidy są obecne w naszym menu. Żeby je usunąć najlepiej jest wykluczyć wszystkie produkty zawierające w składzie:

  • utwardzone tłuszcze roślinne,
  • uwodornione oleje roślinne,
  • tłuszcz cukierniczy.

Unikać także warto dań smażonych w barach szybkiej obsługi. W warunkach domowych do smażenia potraw należy używać tłuszczów ubogich w kwasy wielonienasycone bo z nich właśnie łatwo powstają izomery trans (choć proces izomeryzacji zachodzi z dużym natężeniem we względnie wysokich temperaturach, nieosiągalnych podczas zwykłego podsmażania potraw). Smażyć najlepiej na maśle klarowanym, oleju kokosowym, oliwie z oliwek extra virgin, smalcu lub łoju.

Kwestia kosmetyków

Należy pamiętać, iż szkodliwe lipidy mogą też ulegać wchłanianiu przez skórę. Dlatego warto unikać komercyjnych kosmetyków zasobnych w wielonienasycone kwasy tłuszczowe pochodzące z olejów roślinnych, zwłaszcza jeśli wiemy, iż przechowywane były one w niewłaściwych warunkach (np. zabierane były na plażę i poddawane ekspozycji na działanie wysokiej temperatury). Podobnie sytuacja wyglądać może w przypadku kosmetyków po terminie przydatności do użycia. Wspominam o tym, gdyż wiele osób w ogóle nie bierze tego typu aspektów pod uwagę.

Podsumowanie

Od pewnego czasu można zaobserwować optymistyczną tendencję polegającą na wyraźnym spadku spożycia izomerów trans nienasyconych kwasów tłuszczowych pochodzenia przemysłowego. To dobrze wróży i dowodzi, że producenci żywności jak i konsumenci – czyli my, przynajmniej w pewnej materii robimy postępy jeśli chodzi o świadomość dotyczącą zdrowotnych aspektów konsumpcji pokarmu. Nie osiadajmy jednak na laurach, bo naprawdę sporo zostało do zrobienia.