Siła placebo

Na studiach pracowałem jakiś czas w sklepie z suplementami dla sportowców. W tym okresie miałem okazję spotkać się z wieloma rozmaitymi teoriami na temat działania czy niedziałania suplementów wygłaszanymi przez klientów, a także posłuchać o nietypowych koncepcjach żywieniowych i treningowych. Jest wiele historii, które mógłbym teraz opowiedzieć wieńcząc je morałem, jedna wydaje mi się jednak szczególnie pouczająca albo raczej – obrazująca pewien dość popularny schemat myślenia.

Przeczytaj koniecznie:

Czy droższe suplementy działają lepiej?

Pewnego wiosennego dnia do sklepu przyszedł mężczyzna, miał na oko około 40 – 45 lat, szczupły, porządnie ubrany, widać było też, że dba o formę fizyczną. Na wstępie przyznał, że przygotowuje się do maratonu i chciałby zacząć stosować suplementy. Poleciłem kilka preparatów mogących się przydać w czasie treningów oraz wspomniałem o wspomaganiu wysiłku w trakcie zawodów, o konieczności wyrównywania strat płynów, o potrzebie równoważenia strat energetycznych etc... Klient ów słuchał z zaangażowaniem, zadawał pytania i kiwał głową. Skończyło się na tym, że mężczyzna zakupił cztery półlitrowe butelki różnych napojów izotonicznych w czterech różnych smakach i oświadczył, że tego który mu podpasuje – kupi więcej.

Całe zdarzenie oczywiście nie miało w sobie niczego niezwykłego. Można by rzec, że było kwintesencją zwyczajności: oto przyszedł biegacz i zakupił „izotonik”, cóż w tym dziwnego? Otóż, powyższej historii intrygujący ciąg dalszy nastąpił kilka dni później. Wspomniany klient pojawił się w sklepie i stwierdził, że wszystkie napoje bardzo mu odpowiadały smakowo, dawały „powera” (!) i że dobrze się po nich czuł, ale przyznał także, że jeden okazał się dla niego chyba trochę „za mocny”. Wg jego relacji, gdy pewnego dnia poszedł biegać w godzinach wieczornych, a w trakcie aktywności wypił butelkę napoju izotonicznego firmy „X” to długo nie mógł zasnąć i obudził się przez to rano niewyspany. Klient także stwierdził, że chyba najlepszą opcją byłoby na czas treningów zakupić słabsze izotoniki, a ten które tak silnie na niego zadziałał – zastosować na dzień maratonu.

Naprawdę trudno było mi ukryć zdumienie, mężczyzna ów był przekonany, że doświadczył pobudzającego działania napoju, który przecież nie zawiera żadnych stymulantów! Izotoniki znakomicie uzupełniają płyny, jednak absolutnie nie pobudzają! Klient jednak zasugerował się moimi wzmiankami o potrzebie wyrównywania strat energetycznych i skojarzył użytą przeze mnie terminologię najprawdopodobniej z napojami energetyzującymi zawierającymi kofeinę. Na podstawie skojarzenia powstało przekonanie o pobudzającym działaniu napoju izotonicznego!

To doświadczenie uświadomiło mi, jak wielkie znaczenie ma siła sugestii. Trudno powiedzieć jaka była przyczyna bezsenności mojego klienta, możliwe że fakt iż trening był wykonywany tuż przed planowanym snem (wysiłek może bowiem chwilowo działać pobudzająco), a możliwe że przyczyna byłą zupełnie inna – z pewnością jednak nie był tutaj winny owy napój, który zaraz po jego wyjściu dla „testu” wypiłem. Jednak przekonanie klienta było silniejsze i nie tylko stanowiło dobitne wytłumaczenie owej zależności, ale w praktyce mogło się wręcz przyczynić do namacalnego efektu stymulującego.

Jakie wnioski można wyciągnąć z tej historii?

Chociaż nasze indywidualne odczucia są niezwykle ważne, to w przypadku niektórych zabiegów, które stosujemy (treningowych, żywieniowych, a zwłaszcza suplementacyjnych), warto zachować pewien dystans. Czasem wydaje nam się, ze kreatyna „X” jest lepsza od kreatyny „Y”, że aminokwasy w kapsułkach działają lepiej niż w proszku, że po gainerze jednej firmy mięsnie rosną szybciej niż po gainerze innego producenta. Często niestety – jest to jedynie siła sugestii i choć nie zawsze zależność pomiędzy przekonaniem, a odczuciem jest tak silna jak ta opisana w tym artykule, to jej istnienia nie sposób podważyć. Sam nie raz się o tym przekonałem.