Wybierasz się na zakupy? Kilka słów o świątecznych promocjach!

W okresie przedświątecznym galerie handlowe i supermarkety przeżywają masowe oblężenie. Coraz trudniej jest przejechać z koszykiem między regałami nie trącając przypadkiem innego „przechodnia”, coraz dłużej też stoi się w kolejce do kasy. Oprócz prezentów dla najbliższych na potęgę kupujemy także rozmaite artykuły żywnościowe, zwłaszcza, że z każdej strony kuszeni jesteśmy rozmaitymi promocjami. Niestety ogarnięci zakupowym szałem zapominamy często przyjrzeć się bliżej etykietom wkładanych do koszyków produktów, przez co bardzo często nabywamy buble, które nie są tym na co wyglądają. Jakie pułapki zastawili na nas w tym roku specjaliści od marketingu?

Przeczytaj koniecznie:

Dietetyk na zakupach, czyli „ile jest mięsa w mięsie”

 

Połowa promocji to kit

 Niestety okazuje się, że około 50% wszystkich „okazji” z jakimi się spotykamy na co dzień w rzeczywistości tylko stwarza wrażenie korzystnych. Ostatnie badania pokazały, że z niemal 800 skontrolowanych promocyjnych produktów ponad 400 naruszało przepisy dotyczące ustanawiania promocji, przy czym najwięcej uchybień stwierdzono w przypadku artykułów spożywczych, choć nie były od nich wolne również: odzież, obuwie, kosmetyki, środki czyszczące i ozdoby świąteczne. Co się okazuje jesteśmy oszukiwani podwójnie, zarówno bowiem producenci jak i właściciele sklepów używają mniej lub bardziej wyrafinowanych sztuczek, by zachęcić podstępem do zrobienia większych zakupów.

 

50% taniej z podniesionej ceny

 Jednym z popularniejszych zabiegów promocyjnych jest „głośne i wyraźne” przecenianie produktów, nierzadko nawet o połowę. Kolorowe ramki, przekreślone stare ceny, bijące po oczach liczby przekonujące nas o tym jak wiele oszczędzamy, jeśli tylko zakupimy wyróżniony produkt, to standard stosowany na co dzień w supermarketach i galeriach handlowych. Mało kto jednak wie, że często taka promocja poprzedzana jest chwilowym podwyższeniem ceny produktu. Innymi słowy właściciele sklepów na 1 - 2 tygodnie przed ogłoszeniem przedświątecznej wyprzedaży czy innego rodzaju super-okazji podnoszą cenę, po to tylko by następnie ją obniżyć i ogłosić promocję. Dotyczy to zarówno odzieży, sprzętu RTV jak i artykułów spożywczych.

 

50% gratis

 Kilka tygodni temu w na jednej ze stron internetowych pojawiło się zdjęcie, na którym autor zestawiał ze sobą dwa tej samej wielkości batony, przy czym opakowanie jednego z nich opatrzone było wielkim napisem „50% więcej”.  Ta fotografia znakomicie obrazuje (choć w trochę przerysowany sposób) pewien popularny zabieg stosowany przez producentów, który można nazwać „powiększaniem rzekomym”. Otóż produkt rzekomo-powiększony jest zazwyczaj tych samych rozmiarów co standardowej wielkości odpowiednik, różni się natomiast jedynie opakowaniem. Alternatywną metodą jest „powiększanie właściwe”, przy czym wtedy wraz ze wzrostem samego towaru wrasta również jego cena.

 

Świąteczne zestawy

 Kolejnym popularnym zabiegiem marketingowym jest tworzenie „promocyjnych” zestawów, których opłacalność polega na tym, że płacimy za nie mniej niż gdybyśmy kupowali każdy artykuł z osobna. Niestety nie dość, że nierzadko wcale nie jest to prawdą, to jeszcze takowe zestawy oprócz jednego czy dwóch faktycznie atrakcyjnych produktów zawierają również trudne do wycenienia „dodatki” (jak choćby świeczka świąteczna, maskotka z Mikołajem, mini-kosmetyczka, łopatka do mięsa, etc), których normalnie nigdy nie wsadzilibyśmy do koszyka.

 

Drugi za połowę ceny

 Stosunkowo niedawno nabyłem dwa opakowania przyprawy, z których drugie – jak głosiła reklama – miało być połowę tańsze.  Żeby nie oszukać jedna paczuszka kosztowała 1,79 zł, tak więc jak można policzyć za dwie zapłaciłem 2,69. Zgadza się jak byk, 1,79zł + 0,9zł = 2,69zł. Co więc jest nie tak? Otóż kilka dni później ta sama przyprawa, w tym samym sklepie, już bez promocji okazała się kosztować 1,39zł. Faktycznie kupując dwie – oszczędziłem, ale jedynie 9 groszy… Podobnych przykładów oczywiście można mnożyć dziesiątki.

 

Promocja „na ostatnią chwilę”

 Kolejny przykład z życia wzięty: robiąc niedawno w pośpiechu zakupy w jednym z pobliskich supermarketów zobaczyłem, że w promocji jest mozarella. Faktycznie cena była niższa o około 30% od dotychczasowej (wiem, bo systematycznie kupuję ten produkt), więc bez wahania wziąłem trzy opakowania. Mój błąd, że nie spojrzałem na datę ważności. Produkt okazał się być zdatny do spożycia „do dzisiaj”. Chociaż na upartego miałem szansę spożyć wszystkie trzy zakupione opakowania tego samego dnia, to pierwszą paczkę otworzyłem dopiero dnia następnego i oczom moim ukazał się piękny, zielonkawy grzyb. Straciłem nie tylko pieniądze, ale i apetyt. Cóż, nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.

 

„Niewinne pomyłki”

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że gdy przyszło do płacenia za zakupy okazało się, że co najmniej jeden z produktów wydaje się kosztować więcej niż wskazywała cena na półce? Zapytana o ten fakt ekspedientka zawsze jest zdziwiona i zawsze sugeruje, że to Twój wzrok i pamięć są zawodne, ewentualnie - że jakiś złośliwiec poprzestawiał towar na półkach. Oczywiście dochodzenie swoich racji w takim przypadku oznacza zator w kolejce do kasy i presję ze strony innych stojących w niej za Tobą klientów, przecież w takiej sytuacji nie będziesz spierać się o kilka złotych, może faktycznie źle sprawdziłeś, albo ktoś zamienił ceny… Tylko dlaczego za każdym razem ilekroć zdarza się taka sytuacja kwota do zapłaty okazuje się być wyższa, a nie niższa od spodziewanej?

 

Udawane produkty

 Jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, bardzo często zdarza się, że produkty które kupujemy nie są tym na co wyglądają. I tak oto kupić można napój UHT, który przypomina wyglądem mleko, a w składzie zawiera m.in. tani tłuszcz roślinny, podobnie nabyć możemy takie wynalazki jak pasztet „wieprzowy  oczywiście z indyka” , dżem truskawkowy z pektyny jabłkowej, napój, udający sok 100%  (tak naprawdę pokrywa 100% zapotrzebowania na witaminę C, co dopisane jest drobnym druczkiem)  i wiele innych cudownych produktów spożywczych, których etykiety i receptury zostały zaprojektowane przez marketingowych surrealistów.

 

Podsumowanie

Chociaż Państwowa Inspekcja Handlowa zapowiada zmasowane kontrole marketów, galerii handlowych i osiedlowych sklepów w przedświątecznym okresie, to liczyć się należy z tym, że jeśli sami nie będziemy zwracać uwagi na to co wkładamy do koszyka – to nikt tego za nas nie zrobi. Kary za nadużycia i nieprawidłowości są na tyle niskie, a zyski z podkoloryzowanych promocji na tyle wysokie, że niestety niewiele wskazuje na to, że cokolwiek w najbliższym czasie się zmieni. Tak więc zakupy trzeba robić z głową, by nie obudzić się potem z ręką w koszyku, tfu! w nocniku…