Zajęcia w klubie fitness – obietnice (nie)możliwe do spełnienia?

Wiele pań, w trosce o zdrowie, figurę, chęć spalenia zbędnych kalorii i z zamiłowania do aktywności fizycznej, decyduje się na korzystanie z różnego rodzaju zajęć grupowych oferowanych przez kluby fitness. Wystarczyłoby zerknąć w klubowy grafik i zapoznać się z opisem zajęć, by śmiało stwierdzić, ze wystarczy kilka godzin spędzonych na ćwiczeniach a nasze ciała staną się smukłe, perfekcyjne, wyrzeźbione, tłuszcz zamieni się w mięśnie lub też zniknie bezpowrotnie… Dodatkowo klub oferuje możliwość wykupienia zajęć z trenerem personalnym gwarantując „efekty możliwe do uzyskania dwa razy szybciej niż w innych miejscach”… Z jakimi jeszcze obietnicami i gwarantami dawanymi przez klub należy się zmierzyć? Zapraszam do lektury.

Przeczytaj koniecznie:

Trening siłowy, a estetyka sylwetki kobiecej

Pupomania, fat killer, sexy line, pogromca tłuszczu, idealna sylwetka

te i wiele innych nazw zajęć można znaleźć w grafikach klubów. Zanim – zwłaszcza po przeczytaniu opisu zajęć – zwizualizujemy sobie własne boskie ciała i wykupimy karnet, należy zastanowić się, czy składane obietnice są rzeczywiście realne. Oczywiście, zwłaszcza, jeżeli do tej pory aktywność fizyczna nie była twoją najmocniejszą stroną, zajęcia przyczynią się do ogólnej poprawy kondycji, wytrzymałości, będą pomocne w „zmaganiach” o lepszą sylwetkę (zwłaszcza, gdy - odpowiednio dobrane - będą stanowiły uzupełnienie żywienia).

Między bajki należy jednak włożyć obietnic o spalaniu tkanki tłuszczowej tylko (tu do wyboru:) z okolic tylko samego brzucha czy też samych ud i pośladków. Miejscowe spalanie tłuszczu nie istnieje. Nie ma także fizycznej możliwości „wyrzeźbienia” sylwetki, gdy ciało, choć wizualnie szczupłe, składa się ze znikomej ilości mięśni, za to poziom tkanki tłuszczowej jest stosunkowo wysoki.

Najlepsze, bo niemożliwe do zweryfikowania, czyli… na tych zajęciach spalasz nawet do 800 kcal!

Nie wszystkie klientki zwabi „ujędrnianie, rzeźbienie i wysmuklanie”. Dla dużej część z nich bardzo istotna jest liczba kalorii, którą można spalić w ciągu jednych zajęć. I rzadko która z pań zastanawia się nad tym, w jaki sposób ową ilość straconych kalie zmierzyć można, liczy się się sam fakt spalania…

Osoba nieprzyzwyczajona do aktywności fizycznej, rozpoczynająca swoją przygodę z ruchem rzeczywiście będzie musiała włożyć więcej wysiłku w „przebrnięcie” przez zajęcia, w poradzenie sobie na nich. Jeżeli jednak stopień trudności/zaawansowania utrzymuje się na stałym poziomie, a kondycja ćwiczących uległa poprawie, to czy na pewno liczba straconych kalorii może być taka sama? Pamiętajmy, że nasz organizm adaptuje się do wysiłku i aby móc odnotowywać progres, należy stawiać przed nim coraz większe, nowe wyzwania.

Dzięki naszym zajęciom możesz osiągnąć sylwetkę instruktorki fitness!

Niejednokrotnie ciała instruktorek fitness są obiektem zachwytu i marzeń uczestniczek zajęć. Wysportowane, mocne, jędrne… zanim się jednak zdecydujemy na wykupienie karnetu OPEN, zanim zapiszemy się na zajęcia pięć razy w tygodniu po 2-3 godziny dziennie zapytajmy pani instruktor, czy jej obecna forma to zasługa samych zajęć fitness…

Z doświadczenia wiem, że „najlepsze” ciała mają instruktorki, które poza pracą, czyli prowadzeniem zajęć fitness, dodatkowo trenują – mogą to być ćwiczenia z wolnym obciążeniem na siłowni, sporty walki czy też nieamatorskie pływanie.

Należy mieć także na uwadze, że aby nie zniechęcać klientek do zajęć, nie wspomina im się o niebagatelnej roli odżywiania się w procesie redukowania/budowania sylwetki. Jakie są tego skutki? Gdy nadchodzi moment, że ciało przyzwyczaiło się do jednogodzinnych ćwiczeń 2-3 x w tygodniu panie zapisują się na coraz to większą liczbę zajęć, czyli… wykupują karnety droższe.. Niestety, idąc tym tropem myślenia, należałoby z czasem ćwiczyć coraz większą liczbę godzin dziennie, by osiągnąć wymarzone rezultaty…

Odpowiednie suplementy – szybsze efekty!

Duża część fitness klubów oferuje swoim klientkom możliwość zakupienia suplementów lub też np. wypicia przed- i potreningowego koktajlu, który w znaczny sposób wpłynie nie tylko na poprawę sylwetki i większą liczbę spalonych kalorii w trakcie treningu, ale oczywiści pozwoli „wysmuklić i ujędrnić”. Oczywiście odpowiednio dobrane suplementy diety mogą być pomocne, mogą przyczynić się do osiągnięcia wymarzonych celów, ale w momencie, gdy zastępuje się prawidłową dietę szejkami,
a l-karnitynę traktuje jako magiczną substancję, która wg zapewnień osoby sprzedającej, w znacznym stopniu przyczynia się do spalania tkanki tłuszczowej, niestety z góry skazuje się samego siebie na porażkę.

Warto wspomnieć, że zanim spożyjemy tak zachwalany przez sprzedawcę batonik proteinowy czy też nałogowo wypijać będziemy kilka butelek napojów izotonicznych w ciągu dnia, to dobrze byłoby zapoznać się ze składem konsumowanego produktu. Nie wszystko złoto…

Podsumowując…

W żadnym razie nie dążę do tego, by kogokolwiek zniechęcić do aktywnego uczestnictwa w zajęciach oferowanych przez fitness kluby, zwłaszcza jeżeli prowadzone są one przez doświadczonych i kompetentnych instruktorów. Należy pamiętać jednak, że kluby fitness, poza tym, że mogą przysłużyć się zdrowiu oraz wyglądowi swoich klientów, to przede wszystkim chcą… zarabiać. Bądźmy zatem klientami świadomymi, wybierajmy to, co rzeczywiście działa, co jest dla nas najlepsze, bo jak w każdym biznesie wiele obietnic to tylko „chwyt marketingowy”…