Idealnie nieidealna - pozwól sobie na niedoskonałość

Przez wiele miesięcy, czasami nawet lat, funkcjonujesz jako zdeklarowana przeciwniczka aktywności ruchowej oraz wielbicielka wszystkiego, co niezdrowe, tuczące, nieustannie trwa tryb “impreza”, “studia”, “nie mam czasu na nic”. I w pewnym momencie, ze zdumieniem przeglądając się w lustrze dostrzegasz brutalną rzeczywistość - wyglądasz fatalnie! Zwierciadełko i zrzucone ubranie obnażyło to, czego nie ukryje nawet najlepszy makijaż - zaniedbane, zwiotczałe (niekoniecznie w rozmiarze xxl) ciało. Doznajesz olśnienia i …

Przeczytaj koniecznie:

Błędy popełniane przez kobiety w dążeniu do idealnej sylwetki

Zmieniasz swój styl życia o 180 stopni!

Jeszcze kilka tygodni wcześniej nienawidziłaś sportu, w szkole bez wyrzutów sumienia “organizowałaś” sobie zwolnienia z wychowania fizycznego, a teraz uczęszczasz na zajęcia fitness 6 razy w tygodniu, okazuje się, że “miłością prawdziwą” pokochałaś treningi na siłowni, a bez endorfinek po porannej przebieżce nie możesz żyć. Prowadzisz dzienniczek treningowy, notujesz obciążenia/osiągnięcia

Z twojego menu zniknęły wszystkie niezdrowe, wysoko przetworzone, “śmieciowe” produkty, obecnie żywność kupujesz tylko ekologiczną, mięso od “rolnika”, absolutnie nie skonsumujesz kurczaka (wiadomo, hormony!), nie zjesz w restauracji, gdyż nie wiesz, z jakich produktów zostało przygotowane danie i (co jest równie straszne) nie znasz wartości kalorycznej oraz rozkładu makroskładników posiłku i pouczasz wszystkich znajomych, że nie należy łączyć ogórka z pomidorem w jednej sałatce. Dokładnie.

Próbujesz “nawracać” innych

Nagle zaczynasz dostrzegać jak wielkie błędy - zarówno treningowe jak i dietetyczne - popełniają twoi znajomi, rodzina. Niepytana i nieproszona zaczynasz doradzać, pouczać, wytykać, poprawiać i uszczęśliwiać na siłę. Nie dość, że twoja “pomoc” w żaden sposób nie wpływa na zmianę ich nawyków, to znajomi zaczynają cię po prostu unikać lub ze wszystkich sił starają się nie poruszać przy tobie tematów związanych z odżywianie oraz ćwiczeniami.

Nijak nie potrafisz zrozumieć, że do pewnych zmian trzeba po prostu dojrzeć, dorosnąć, nie ma możliwości wprowadzania ich na siłę. Powoli zaczynasz ich unikać, rezygnujesz ze spotkań towarzyskich, a jeżeli już się na nie wybierasz, to zawsze masz ze sobą pojemnik z własnym jedzeniem. Oczywiście wszystko - czyli białko, tłuszcze i węglowodany - wyliczone są w nim co do grama… Na myśl o tym, że miałabyś zjeść coś na mieście zaczynasz wariować - przecież, o zgrozo!, na pewno do sałatki dodali tam cukier lub majonez - i wszystkie twoje wyliczenia i “idealne” zaplanowana miska ległyby w gruzach. Na pewno wtedy cię “zaleje”, mięśnie sflaczeją i cała praca nad sobą pójdzie na zmarnowanie. Przestajesz cieszyć się życiem, przestajesz z niego korzystać.

Czy to nadal zdrowy tryb życia czy już obsesja?

Choć rzeczywiście wyglądasz o wiele lepiej, to zmiany, które wprowadziłaś do swojego życia zaczynają cię osaczać. Czujesz, że tracisz wolność, rośnie liczba wyrzeczeń, coraz większej ilości rzeczy nie możesz lub też boisz się zrobić. W momencie, gdy twoją najlepszą przyjaciółka stała się waga do żywności, gdy zamiast fantastycznej wycieczki wybierzesz trening, a na przyjęciu urodzinowym przyjaciółki ostentacyjnie odmówisz skonsumowania małego kawałka tortu lub zjedzenia czegokolwiek, to masz poważny problem!