Trener bez profilu na facebooku – trener gorszy (?)

Ostatnimi czasy nastała moda, ba – mam wrażenie nawet, że swego rodzaju obowiązek, by osoba pracująca i realizująca się jako trener personalny posiadała swój fanpage na portalach społecznościowych, przede wszystkim na faceboook`u. Słuchając instruktorów i obserwując ich poczynania wydaje mi się nawet, że wielu z nich myśli „nie mam profilu – nie istnieję”. Warto się jednak zastanowić, czy posiadanie trenerskiego konta na fb „robi” trenera? Czy dodaje mu rangi? Pomyślmy i każdy z nas sam wyciągnie wnioski.

Przeczytaj koniecznie:

Partner treningowy, pomoc, mobilizacja, rywalizacja

Trenerzy “wyrastają” niczym grzyby po deszczu...

Byłoby idealnie, gdyby osoby pracujące z ludźmi i dla ludzi - bo na tym polega praca z klientem, były rzeczywiście wysoko wykwalifikowane, kompetentne, posiadały wiedzę i doświadczenie z zakresu treningu oraz przynajmniej miały pojęcie o odżywianiu się i suplementacji. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to ogrom z nich - zwłaszcza tych robiących wokół siebie największy szum czy to na siłowni czy też na fb - w kwestiach treningu zatrzymało się na “na schudnięcie to tylko dużo powtórzeń z małym obciążeniem”, najlepsza dieta “ryż, kurczak, brokuł, oliwa”...   

Niestety wiele osób zajmujących się taką działalnością nastawionych jest przede wszystkim na agresywną reklamę samego siebie i szybki zysk. Nie ulega jakiejkolwiek wątpliwości, że założenie swojej strony - przy takim podejściu do pracy - może rzeczywiście przynieść oczekiwane rezultaty.

Treści na przeciętnym profilu jeszcze bardziej przeciętnego trenera

Muszę się przyznać, że - choć mam wielu znajomych trenerów - to rzeczywiście i z zainteresowaniem śledzę może 3 lub 4 profile, bo znajdują się na nich materiały ciekawe, unikatowe. Widać, że autor wie, co robi i po co to robi; te fanpage'e ociekają wiedzą i doświadczeniem - i z tego bardzo chętnie i z ogromną przyjemnością korzystam.

Co jednak najczęściej można zobaczyć na “ścianie” bardzo przeciętnego trenera? Oto moje spostrzeżenia:

  • setki zdjęć prezentujących jego fantastyczną formę (warto podkreślić, że to, że ktoś wygląda dobrze niekoniecznie oznacza, że  jest dobrym trenerem dla innych)
  • wszelkiego rodzaju sentencje i motywatory - skopiowane z innych stron
  • artykuły merytoryczne - jeżeli się pojawiają, to nie są jego autorstwa (czyli mam kolejny copy - past)
  • zdjęcia jedzenia - jeżeli śledzicie kilka profilów trenerskich, to z pewnością zaobserwowaliście, że o poranku macie możliwość oglądania omleta w setkach wersji… Podobnie jest z obiadem, ale wtedy króluje kurczak z ryżem ;)
  • fotki cheat meal`i - słodycze, fastfoody, alkohol - jeżeli pojawiają się od wielkiego dzwonu, to ok, każdy może pozwolić sobie na luz w diecie. Jednak kiedy takie świętowanie odbywa się np. raz w tygodniu i zawsze jest z niego pełna relacja na fb… - moim zdaniem demotywuje i nie stawia trenera w korzystnym świetle
  • filmiki z treningów dokumentujące osiągnięcia i poczynania własne - to akurat cenny materiał, bo na jego podstawie można zweryfikować np. technikę ćwiczeń instruktora. Warto mieć też świadomość, że fakt, że to, że wyciska on 150 kg na płaskiej ławce wcale nie znaczy, że będzie potrafił otoczyć kogoś opieką trenerską na wysokim poziomie. Bycie dobrym zawodnikiem nie jest równoznaczne z byciem dobrym trenerem - to trzeba mieć na uwadze.

Kilka słów na koniec...

I teraz przemyślenia i wnioski moje. Własne. Wartość trenera nie jest mierzona tym, czy posiada konto na fb i nie zależy od tego, jak wiele osób ją “zalajkowało” i śledzi. Zastanówcie się, jak często sami klikacie w “lubię to” tylko dlatego, że dana strona jest polecona wam przez znajomych lub też dlatego, że to właśnie profil bliskiej wam osoby. Pomyślcie, jak często dajecie “lajka” tylko dlatego, że jakieś zdjęcie jest po prostu ładne, ciekawe. Kochamy fotki wysportowanych sylwetek, przemian “przed - po”, jedzenia… Ale żeby komuś zaufać, żeby zweryfikować jego wiedzę - naprawdę potrzeba znacznie więcej. Profil, na którym większość materiałów znajduje się na zasadzie “kopiuj - wklej” nie ma żadnej wartości, nie daje absolutnie żadnego poglądu na pracę, kompetencje i umiejętności danego trenera. Oczywiście są także wykwalifikowani trenerzy, którzy także publikują treści na fb - z nich warto brać przykład, na nich należy się wzorować.

Znaczna większość naprawdę dobrych instruktorów nie tylko nie posiada fanpage`a, lecz także dodatkowo nie musi uprawiać agresywnej polityki i naciągania, żeby “zwabić” do siebie klienta. Do takiego trenera klient przychodzi “sam” - czy to z polecenia, czy też po zaobserwowaniu w jaki sposób pracuje i jakie rezultaty jego działanie przynosi. Co więcej… instruktor posiadający wiedzę i doświadczenie nie jest i nigdy nie będzie tani - to jego zaleta, nie wada; nie traktuje swojej stawki jako podstawowego “wabika” - nie musi. Zna swoją wartość, inwestuje w siebie i to przekłada się na efekty jego podopiecznych.