Czy to prawda, że „lody nie tuczą” (a wręcz „odchudzają”)?

W ostatnim czasie kilkukrotnie natknąłem się na obiegową teorię, która głosi, iż lody można jeść niemal bezkarnie, ponieważ „nie są tuczące”. Mało tego, spotkać się można ze stwierdzeniami, wedle których w lodach obecne są „ujemne kalorie”. Innymi słowy – jedząc lody spalamy więcej energii niż one dostarczają. Założenia te już na pierwszy rzut oka wydają się mało prawdopodobne, ale warto się nad nimi na chwilę pochylić i zastanowić, czy może zawarte jest w nich „ziarnko prawdy”...

Przeczytaj koniecznie:

Woda źródlana „kałużanka”…


Lody spożywamy w dosyć niskiej temperaturze. Nasz organizm, żeby przetrawić taką gałkę lodów, musi ją najpierw podgrzać do temperatury panującej w naszym żołądku, czyli do 38 st. C czyli musi zainwestować dużo kalorii. Ogrzewanie lodów kosztuje nasz organizm około 52 - 54 kcal. A gałka lodów ma około 50 kcal – czyli jemy – i chudniemy...”

Tutaj pojawiają się już nie tylko ogólnikowe zapewnienia, ale konkretne dane liczbowe. Jedna gałka lodów – 50kcal, a na jej ogrzanie potrzeba 52 – 54kcal. Innymi słowy lody to – używając obiegowe języka – ujemne kalorie. Jeśli jedlibyśmy w dużych ilościach tego typu smakołyki tego typu nie tylko byśmy nie przytyli, ale wręcz schudli. Co więcej, opierając swoje menu jedynie na lodach w końcu doprowadzilibyśmy do zagłodzenia i to szybciej niż w przypadku całkowitej głodówki! Gdybyśmy natomiast chcieli przyspieszyć efekt, to Pani Dietetyk proponuje zamiast konwencjonalnych lodów sięgnąć po sorbety.

Jeszcze lepszym wyborem są sorbety - w jednej kulce kryje się bowiem niewiele więcej niż 20 kcal.”

Zjadając 30 gałek lodów sorbetowych nie tylko, że nie dostarczamy do organizmu energii, ale dodatkowo spalamy jeszcze około 1000kcal czyli tyle ile wydatkujemy w ciągu 2- 3 godzin treningu aerobowego! Może zamiast biegać czy dreptać po bieżni lepiej po prostu iść na lody? Zgodnie z tym co sugeruje Pnia Dietetyk - im więcej ich zjemy tym głębszy będzie deficyt energetyczny!

Komentarz sceptyka

W tym momencie chyba powinienem uciąć szyderę i zdobyć się na odrobinę powagi podkreślając, iż teorie, które głoszą, iż na ogrzanie lodów organizm wydatkuje więcej energii niż same dostarczają, to wynik radosnej twórczości raczej niż chłodnej kalkulacji. Tak naprawdę, wydatki energetyczne na ogrzanie gałki lodów (około 50g) są symboliczne. Gdyby proces produkcji ciepła przez nasz organizm był aż tak energochłonny, umarlibyśmy z wycieńczenia przy pierwszym powiewach zimy, a seria piętnastominutowych kąpieli w zimnym Bałtyku, uwieńczonych dobrze schłodzonym piwkiem, wystarczyłaby by mieć kratę na brzuchu. Niestety – tak nie jest. Każdy kto chce – może się przekonać, oczywiście na własną odpowiedzialność.