Uwaga! Może zawierać śladowe ilości mięsa!

Jeśli wśród czytelników niniejszego artykułu są niestrudzeni miłośnicy wędlin, którzy konsumują je w przekonaniu, iż „jedzą mięso”, nie zawracając sobie głowy lustracją etykiet, to uprzedzam, że nie mam dobrych wiadomości. Chociaż teoretycznie, na rynku pojawia się coraz więcej produktów opatrzonych budzącymi zaufanie nazwami takimi jak „szynka chłopska”, „kiełbasa z gór”, „parówka jak dawniej”, to w istocie rzeczy bardzo często produkty te nie prezentują sobą żadnych nadzwyczajnych właściwości. Niestety, znaczna część dostępnych wędlin jedynie w części składa się z mięsa, a są na runku takie, które – uwaga – w ogóle mięsa nie zawierają!

Przeczytaj koniecznie:

Ile mięsa jest w szynce?

Co siedzi w wędlinach i i innych wyrobach garmażeryjnych?

Produkty takie jak szynka, polędwica, kiełbasa – kojarzą się nam z mięsem poddanym obróbce technologicznej i termicznej. Cóż, owo skojarzenie jedynie po części jest prawdziwe, a w przypadku niektórych artykułów okazuje się totalnie błędne. W praktyce bowiem mięso stanowi jedynie jeden z wielu składników wędlin i to nie zawsze ten najważniejszy. Spory procent udziału w całkowitej masie produktów tego typu mają natomiast składniki takie jak białka kolagenowe, białka sojowe, woda oraz oczywiście MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie, które pomimo nazwy tak naprawdę mięsem wcale nie jest. Oprócz tego w wędlinach znajdziemy także sól peklującą, azotyn sodu, przeciwutleniacze, cukier lub syrop glukozowo-fruktozowy, glutaminian sodu, skrobię i wiele innych dodatków.

Ile mięsa w wędlinach?

Procentowy udział mięsa w wędlinach bywa skrajnie różny. Czynnikiem różnicującym najczęściej jest cena. Co istotne, nawet tak dumnie brzmiące nazwy jak „polędwica sopocka” niekoniecznie muszą stanowić wyznacznik jakości rozumianej jako wysoki, procentowy udział mięsa. W istocie rzeczy o szczęściu możemy mówić jak tego składnika jest więcej niż 75%. Dla porównania są też na rynku produkty, które mięsa zawierają mniej niż 50%, a znaleźć można też wynalazki, które w ogóle go nie mają w składzie (niektóre parówki) , a w zamian opierają się na dużej dawce MOM-u, skórek drobiowych, skrobi, białek kolagenowych i sojowych. Wystarczy uważnie zlustrować etykiety dostępnych produktów by przekonać się, że wiele wędlin nie ma z mięsem wiele wspólnego…

Sami sobie winni

Kiedy po przeczytaniu informacji zawartych na etykiecie orientujemy się, że kiełbasa „jak u babci”, którą przed chwilą nabyliśmy w sklepie, jedynie w 30% składa się z mięsa, rośnie w nas złość i poczucie krzywdy. To naturalne, ale – niesłuszne. Tak naprawdę bowiem sami jesteśmy sobie winni. Paradoksalnie producenci wędlin starają się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, którzy dokonują wyborów kierując się przede wszystkim ceną i niezbyt zwracają uwagę na to, co znajduje się w środku. Mówiąc wprost – sami pokazujemy, że takie produkty nas zadowalają. Pomyślmy rozsądnie, czy kupując szynkę, której kilogram kosztuje mniej niż kilogram mięsa z jakiej - rzekomo – została otrzymana, możemy w ogóle liczyć, że będzie to produkt wysokiej jakości? Przecież producent musiałby dokładać do interesu…

Wnioski

Zdecydowana większość współczesnych wędlin to niestety produkty, które jedynie w niewielkiej części składają się z mięsa. Z tego faktu należy zdać sobie sprawę. Chcąc kupić dobrą jakościowo szynkę trzeba niestety liczyć się z większym wydatkiem. Dlatego też najlepiej jest sięgać po świeże mięso i samodzielnie przygotowywać zeń potrawy. Wyjdzie to taniej, zdrowiej i nie koniecznie – mniej smacznie.