Zgubne konsekwencje późnego śniadania…

W konwencjonalnej dietetyce istnieje taka zasada, która mówi, iż pierwszy posiłek należy skonsumować „niezwłocznie po przebudzeniu”. W innym wypadku grozi nam szereg negatywnych konsekwencji. Jakich? No i właśnie tutaj zaczynają się „schody”, bo nie wszystkie informacje dotyczące rzekomych negatywnych skutków wynikających z odwlekania śniadania w czasie mają rzetelne uzasadnienie. Tymczasem ustalenie choćby przybliżonych ram czasowych określających optymalny okres w którym należy zjeść pierwszy posiłek po przebudzeniu jest nadal aktualne.

 

Analiza nr 2: brak energii do pracy i nauki

Faktycznie pokarm jest źródłem energii i bez niego na dłuższą metę nie jesteśmy w stanie nie tylko prawidłowo funkcjonować, ale nawet wegetować. Rezygnacja ze spożywania żywności oznacza niedobór energii – to nie ulega wątpliwości, ale na boga, stan ten nie ma miejsca w sytuacji gdy odsuwamy o jedną, dwie czy nawet trzy godziny w czasie pierwszy posiłek jedzony w ciągu dnia. Mało tego, jak łatwo się przekonać, przesunięcie w czasie posiłku czy też jego ominięcie nie koniecznie sprawia, że jesteśmy ospali i zniechęceni. Niekiedy bywa wręcz odwrotnie. W stanie lekkiego głodu robimy się nadpobudliwi, energiczni, nieraz – trochę bardziej drażliwi (co już oczywiście zaletą nie jest). Owszem, jeśli  mamy ciężka pracę fizyczną lub naprawdę wymagającą umysłową, to warto dbać o to by mięśnie i mózg miały zapewniony dowóz wszystkich niezbędnych składników bo ich brak nie służy optymalizacji nauki i pracy. Ale nie oznacza to, że zjedzenie śniadania zaraz po przebudzeniu będzie nieść za sobą jakieś szczególne korzyści. Osobiście znam osoby (i sam do nich należę), którym dobrze pracuje się umysłowo „na czczo”. Poposiłkowe uczucie odprężenia natomiast nie koniecznie musi służyć poprawie funkcji poznawczych.

Analiza nr 3: spowolnienie metabolizmu

O tym, że „niejedzenie” spowalnia metabolizm mówi i pisze się od dawna. Niekiedy mamy do czynienia z tak daleko posuniętymi manipulacjami, iż sugeruje się, że już odwlekanie konsumpcji posiłku i dwa kwadranse prowadzi do spowolnienia przemiany materii. To jest oczywiście bujda na resorach. Mało tego, nawet ominięcie dwóch lub trzech posiłków nie będzie powodować zwolnienia tempa przemiany materii. Badania naukowe pokazują, że w pierwszych godzinach postu przemiana materii nie tylko nie zwalnia, ale wręcz ulega przyspieszeniu. Związane jest to z nasilonym uwalnianiem katecholamin takich jak noradrenalina. Noradrenalina natomiast pobudza do działania, podkręca też tempo metabolizmu i nasila mobilizację i spalanie tłuszczu zapasowego (organizm za ich pośrednictwem próbuje zmusić nas do tego byśmy „zdobyli” coś do jedzenia).  Dopiero po 2 – 3 dobach niejedzenia lub niskiej podaży energii organizm zaczyna „oszczędzać” energię. Powoływanie się na tę zależność w przypadku odsunięcia w czasie o jedna czy dwie godziny śniadania jest grubym nieporozumieniem.

Analiza nr 4: wejście w tryb głodu

Z włączeniem „trybu głodu” mającym być skutkiem wydłużania przerw między posiłkami wiąże się wiele intrygujących teorii. Jedna z nich mówi, iż w sytuacji, w której organizm nie otrzyma porcji składników odżywczych o wymaganej porze, uruchamia „tryb oszczędzania energii”, który polega na zachowawczym wykorzystywaniu posiadanych zasobów. Skutkuje to m.in. tym, że w momencie, w którym już zjemy spóźniony posiłek, ulegnie on zachłannemu zachomikowaniu, czyli odłożeniu w postaci rezerw tłuszczowych. Powyższa teoria powiązana jest trochę z założeniami omówionymi w poprzednich akapitach (głównie z rzekomym spowolnieniem metabolizmu), tak więc już na tej podstawie można mieć pewne wątpliwości co do jej słuszności. Najważniejsze jest jednak to, iż przedstawiona tutaj hipoteza totalnie przeczy logice. Nawet gdyby organizm faktycznie wchodził w tryb oszczędny po kilkugodzinnej obsuwie czasowej w spożyciu posiłku, to byłoby po prostu głupie by zamiast zużyć dostarczone z opóźnieniem składniki na bieżące i nie zaspokojone przez pewien czas potrzeby zaczął je odkładać. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pracodawca wypłaca nam wynagrodzenie z pewnym opóźnieniem – czy w sytuacji gdy je w końcu otrzymamy, wpłacamy kasę na konto oszczędnościowe mając np. nieopłacone rachunki?