Wartość energetyczna „pic na wodę”?

Uważna lektura informacji zamieszczanych na etykietach produktów żywnościowych, to w dzisiejszych czasach ważna umiejętność pozwalająca lepiej „zapanować” nad dietą, eliminując z niej produkty mało wartościowe. Umożliwia także staranne dobieranie ilości pokarmu do indywidualnych potrzeb. Niestety problem polega na tym, że to co producenci deklarują w postaci wartości energetycznej produktu, nie zawsze w pełni odpowiada rzeczywistości. Dotyczy to produktów mocno przetworzonych technologicznie i dań serwowanych w barach szybkiej obsługi.

Przeczytaj koniecznie:

Wartość odżywcza białka

Kaloryczne malwersacje

Nieścisłości dotyczące wartości energetycznej potraw i produktów żywnościowych, to wbrew pozorom całkiem poważny problem. Przynajmniej potencjalnie, bo nie wiemy jak sytuacja wygląda na naszym rynku. Znamy jednak dane z rynku amerykańskiego. W 2010 roku w prestiżowym periodyku naukowym - Journal of the American Dietetic Association, opublikowane zostały wyniki badania, w którym zweryfikowano deklaracje zawarte na etykiecie z realną kalorycznością 40 produktów i potraw zakupionych w supermarketach i restauracjach. Jak można było się spodziewać, „pomyłki” wcale nie były rzadkie. Szczególnie interesujące okazało się to, że miały one zawsze jednokierunkowy charakter. Oznaczona wartość energetyczna badanych pokarmów, konsekwentnie przewyższała kaloryczność deklarowaną przez producentów i sprzedawców. Przeciętne różnice wynosiły około 8%, jest to jednak wartość uśredniona. Trzeba zwrócić uwagę na to, że w przypadku wybranych produktów rozbieżności były o wiele wyższe.

Konsumenckie badanie...

Temat jest niezwykle ciekawy, mimo to jednak brakuje podmiotów zainteresowanych jego dogłębnym i regularnym badaniem. Na szczęście są osoby takie jak Casey Neistat, którego film: „Calorie Detective: The Real Math Behind Food Labels” z pewnością jest wart obejrzenia. Materiał w nim zawarty idealnie obrazuje, jak daleko posunięte mogą być niedoszacowania wartości energetycznej wybranych pokarmów. Casey Neistat zakupił zaledwie pięć produktów, które jadał niemal codziennie i  następnie postanowił przekazać je naukowcom z Uniwersytetu Columbia,  prosząc o dokładne oznaczenie ich kaloryczności. Efekt tego „eksperymentu” okazał się nie tylko zaskakujący, ale wręcz bulwersujący. Gdyby autor w ciągu jednego dnia zjadł wszystkie zakupione produkty to realnie dostarczyłby 550kcal więcej niż sugerują deklaracje zamieszczone na ich etykietach!

Wnioski

Niestety nie wiemy, czy zafałszowania podobne do tych opisanych powyżej, występują również na naszym rodzimym rynku produktów spożywczych. Należy jednak brać pod uwagę, iż jest to prawdopodobne. W związku z tym, istnieje ryzyko, że bazowanie na zawartych w etykietach danych dotyczących wartości energetycznej spożywanych pokarmów, o ile są to produkty mocno przetworzone technologicznie, może być błędem prowadzącym do niedoszacowania dziennej podaży energii.

 

Źródła: Źródła: Urban LE i wsp. The accuracy of stated energy contents of reduced-energy, commercially prepared foods. J Am Diet Assoc. 2010 Jan;110(1):116-23.