Gluten – trucizna XXI wieku?

Gdyby zrobić ankietę wśród przypadkowych osób, zadając im pytanie o najbardziej groźny składnik zawarty w pożywieniu, prawdopodobnie większość badanych wskazałaby na… gluten. Faktycznie przyznać trzeba, że w ostatnim czasie sporo złego pisze i mówi się na temat wpływu glutenu na ludzki organizm. Konsumpcja produktów zawierających ten składnik wiązana jest z rozwojem wielu chorób i zaburzeń, a nawet – z problemem nadwagi i otyłości. Mało tego, pojawiają się postulaty mówiące, iż każdy, kto chce zachować zdrowie powinien glutenu unikać. Czy jednak takie zalecenia i powszechny lęk przed tym składnikiem mają rzetelne uzasadnienie?

Przeczytaj koniecznie:

Gluten a masa i skład ciała – ciekawa zależność

 

Tak więc, obserwowana zależność jest co najmniej prawdopodobna no i… bywa wykorzystywana jako argument na rzecz całkowitej eliminacji glutenu również u osób zdrowych. Skoro bowiem gluten postrzegany jest przez nasz układ immunologiczny jako intruz, to przecież oczywistym wydaje się, że trzeba tego intruza z diety usunąć. Cóż, takie postawienie sprawy wydaje się logiczne, ale traci na mocy, gdy osadzi się je w bardziej życiowym kontekście i stworzy pewną analogię. Otóż warto wspomnieć, że nasz układ immunologiczny codziennie styka się z niezliczoną ilością czynników, które traktuje (najczęściej słusznie) jako zagrożenie. Nasze komórki odpornościowe toczą bezustannie potyczki z rozmaitymi drobnoustrojami, które unoszą się w powietrzu, obecne są w wypijanych przez nas płynach i spożywanych pokarmach. Czy to samo w sobie jest przesłanką do tego, by przed konsumpcją jabłka, moczyć je w jodynie? By myć co kwadrans ręce Domestosem i wycierać w jałową szmatkę?

Gdyby istniała pełna konieczność wyręczania naszego układu immunologicznego przed kontaktem z czynnikiem, który skłonny jest on uznać za zagrożenie, to integralnym elementem wyposażenia każdego mieszkania byłby sterylizator, a garderoby – chirurgiczna maska. Oczywiście, przesadna ekspozycja na działanie niektórych szkodliwych czynników może stanowić szkodę dla zdrowia, ale nie musimy przesadzać z podejmowanymi środkami ostrożności, bo praktyka pokazuje, że nadmiar higieny – jakkolwiek to nie zabrzmi – też może nieść za sobą pewne ryzyko, czyniąc z naszego układu immunologicznego inwalidę. Jak jest w przypadku glutenu – tego do końca nie wiemy, ale póki co nie ma dowodów na to, że szkodzi on każdemu. Nawet jeśli wywołuje pewną reakcje ze strony układu immunologicznego, to nie zawsze prowadzi to do jakichkolwiek negatywnych następstw. Mało tego – w zdecydowanej części przypadków – nie prowadzi.

Warto wiedzieć, że reakcje immunologiczne mogą mieć różną postać (inne są w celiakii, inne w NCGS) i różne nasilenie, co doskonale obrazują badania, do których linki zamieściłem powyżej w niniejszym artykule (są to tylko abstrakty, ale co bardziej dociekliwi znajdą pełne teksty publikacji). Zaskakujące jest to, że to właśnie zacytowane badania przedstawiane bywają nierzadko jako referencje, potwierdzające konieczność eliminacji glutenu z diety osób zdrowych, a tak naprawdę przecież takie wnioski wcale nie są w nich zawarte! Zdecydowana większość z nas jest w stanie doskonale radzić sobie z glutenem w diecie, co pokazuje choćby to badanie:

http://www.uchospitals.edu/news/2003/20030210-celiac.html

Co na to Alessio Fasano?

Z racji tego, iż to głównie od badań, których współautorem był dr Alessio Fasano, zaczęła się moda na dietę bezglutenową, warto zastanowić się, co sam naukowiec ma do powiedzenia w tej materii. Trzeba dodać, że to m.in. jego badania wykazały, że gluten może zaburzać integralność bariery jelitowej, to on wielokrotnie wspominał o tym, że gluten traktowany jest przez nasz układ immunologiczny jak intruz – również wtedy, gdy nie mamy alergii, celiakii i NCGS. Cóż, okazuje się, że wspomniany specjalista nie podziela poglądów „antyglutenowych guru”, którzy – uwaga – dla uwiarygodnienia swoich przekonań i zaleceń, posługują się jego dorobkiem naukowym. Czyżby ironia losu?

Oto słowa samego dr Fasano opublikowane na łamach The Washington Post:

“It is true that our bodies do not have the proper enzymes to break down the complex proteins found in gluten. The immune system spots gluten as an invader and goes into battle mode to get rid of it. But here’s the key: In most people, the immune system is able to “clean up” the gluten invasion, and then it’s back to business as usual.”

Co na to inni naukowcy?

Chociaż w dobie antyglutenowej histerii wydawać by się mogło, że wyważony pogląd Alessio Fasano jest tak naprawdę przesadnie zachowawczy i że na pewno większość naukowców zajmujących się opisanym tutaj zagadnieniem prezentuje bardziej daleko idące wnioski, to w praktyce wcale tak nie jest. Podobnie nie jest też tak, że przytoczone tutaj dane są „przestarzałe”. Jako ciekawostkę chciałbym zaproponować zapoznanie się z najnowszym przeglądem wyników badań naukowych, którego autorem jest specjalistka w omawianej dziedzinie:  Norelle R. Reilly. Autorka przeanalizowała 58 badań i doszła do ciekawych wniosków, a wśród nich znalazła się i odpowiedź na pytanie zawarte w tytule niniejszego opracowania… Więcej pod poniższym linkiem:

http://www.jpeds.com/article/S0022-3476%2816%2930062-2/pdf

Wnioski

Chociaż gluten szkodzić może nie tylko osobom z celiakią, to tak naprawdę brakuje dowodów na to, że wszyscy powinni się go obawiać i unikać jak ognia. Bez wątpienia jest to kontrowersyjny składnik diety, ale nie ma podstaw naukowych by zalecać jego eliminację z diety bez uzasadnionych wskazań. Oczywiście, „na wszelki wypadek”, można wykluczyć z menu produkty będące źródłem glutenu (podobnie jak wykluczać można spożycie jajek lub mleka), ale takie postępowanie rozumiane jako rutynowe działanie ukierunkowane na ochronę czy też poprawę zdrowia, nie ma dobrego wsparcia w literaturze fachowej i jest działaniem mocno na wyrost.