Czy odchudzając się bezwzględnie muszę unikać słodyczy?

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że objadanie się słodyczami nie sprzyja utrzymaniu estetycznej, szczupłej sylwetki. Słodkości są źródłem cukru oraz tłuszczu (często najgorszego z możliwych, zawierającego kwasy tłuszczowe „trans”), a poza tym powodują, że w niedługim czasie po ich spożyciu – znowu mamy na nie ochotę. Tak więc zwłaszcza w okresie prowadzenia diety odchudzającej, unikanie słodyczy wydaje się nie tyle nawet pożądane – co wręcz konieczne. Czy jednak kostka czekolady od czasu do czasu to faktycznie „śmiertelny grzech”? Czy osoby „na diecie” nie mogą zjeść przy jakiejś okazji kawałka sernika czy w chwili słabości – małego batonika?

Przeczytaj koniecznie:

Jeśli coś słodkiego to tylko z cynamonem

Niestety prawda jest taka, że jeśli zależy nam na poprawie estetyki ciała i pozbyciu się nadprogramowych kilogramów, to po słodycze sięgać nie powinniśmy. Z drugiej strony jednak przekonanie, zgodnie z którym zjedzenie raz w tygodniu kawałka sernika zrujnuje efektywność diety odchudzającej jest nieprawdziwe. Owszem – dodatkowa porcja cukru z pewnością nie przybliży nas do oczekiwanego efektu, ale nie można popadać w przesadę. Jeśli wiemy na 100%, że nie jesteśmy w stanie zupełnie wyeliminować słodkości z naszego menu i na aktualnym etapie możemy co najwyżej ograniczyć ich spożycie – trudno, niech i tak będzie.

Konieczne w takim razie jest jednak prowadzenie kilku zasad.

Po pierwsze warto nauczyć sie wybierać mniejsze zło. Niektóre łakocie są zdecydowanie mniej niepożądanym składnikiem diety niż inne. Przykładowo gorzka czekolada (zwłaszcza taka, która zawiera powyżej 70% kakao) nie wyrządzi nam takiej krzywdy, jak czekolada z nadzieniem owocowo-jogurtowym. Oprócz wspomnianej czekolady gorzkiej przyzwoitym rozwiązaniem są także ciastka owsiane z dodatkiem mąki pełnoziarnistej, otrębów oraz lody na bazie mleka bez polewy. Od biedy w miarę OK. są także batoniki muslli, pod warunkiem, że nie zawierają dodatku tłuszczów „trans”.  Z ciast najlepsze są drożdżowce, jednak nie te sklepowe, a pieczone samemu lub przez mamę, babcie, ciocie, etc.

Po drugie należy wiedzieć jakich produktów bezwzględnie trzeba się wystrzegać. Zdecydowanie unikać należy wszelkich czekolad nadziewanych, batoników z karmelem, ciastek z mąki pszennej z kremami różnych typów, lodów w polewie, tortów oraz ciast wszelkiego typu - poza wybranymi domowymi. Niepożądanym składnikiem diety są także cukierki (również te z witaminami), krówki, pralinki, lizaki i inne skondensowane źródła cukru – w tym słodzone napoje, bułki z nadzieniem, drożdżówki,  nie mówiąc już o pączkach.

Po trzecie warto wiedzieć, kiedy można sobie na coś słodkiego pozwolić. Otóż zdecydowanie najlepszą opcją jest okres po wysiłku fizycznym. W tym czasie organizm nastawiony jest na uzupełnianie energetycznych braków, tkanka mięśniowa jest „jak gąbka” i sprawnie wyłapuje krążącą we krwi glukozę, nawet jak ta pojawia się w dużych ilościach. Oczywiście słodycze nie powinny w takiej chwili zastąpić zbilansowanego posiłku, a mogą co najwyżej opcjonalnie stanowić jego uzupełnienie.

Ważna jest także ilość oraz częstotliwość spożywania słodkości. Nawet uznana za „prozdrowotną” gorzka czekolada może naszej sylwetce wyrządzić pewną krzywdę jeśli spożywana będzie zbyt często i w zbyt dużych ilościach. Podobnie sytuacja wygląda z ciasteczkami z pełnego ziarna czy ostatnio modnymi produktami „light”. Nigdy nie można zapominać o umiarze i zdrowym rozsądku, to te dwa czynniki bowiem zazwyczaj decydują o powodzeniu diety odchudzającej.