Pompowana żywność w super cenie

W czasach systematycznie drożejącej żywności coraz częściej poszukujemy okazji, promocji czy też tańszych zamienników markowych produktów. Faktycznie, w praktyce okazuje się, że nierzadko artykuły spożywcze firmowane logiem jakiegoś supermarketu, to tak naprawdę produkty znanej i cenionej firmy, różniące się od swoich „lepszych” odpowiedników jedynie ceną i opakowaniem. Niestety często zdarza się również, że produkty szczególnie tanie to produkty niskojakościowe, napakowane bezwartościowymi rozmaitymi wypełniaczami, dającymi złudzenie opłacalności produktu.

Przeczytaj koniecznie:

Jak kupować ryby?

Przykładem wybitnie słabej jakości artykułów żywnościowych są niektóre tanie wędliny. Jakiś czas temu opisywaliśmy na łamach PoTreningu.pl, zaskoczenie widokiem, jaki ukazał się moim oczom, kiedy będąc w jednym z supermarketów przez uchylone drzwi zerknąłem na zaplecze i zobaczyłem co się dzieje z „szynką” po jej przekrojeniu. Otóż byłem świadkiem potopu. Oto z przekrajanej przez pracownika wędliny wydobyły się przepastne połacie wody - tfu! – wydzieliny, która następnie wylała się na blat i podłogę i skąd została, jak gdyby nigdy nic, zebrana szmatą. Pogratulowałem sobie wtedy, że od jakiegoś czasu praktycznie nie kupuję wędlin, bo wiem, że za dobrą szynkę musiałbym zapłacić minimum 40zł za kilogram.

Kilka dni przed napisaniem tego artykułu skusiłem się na najtańsze jaja. Zazwyczaj staram się kupować te od kur z wolnego wybiegu, jednak tym razem ich nie było  i stwierdziłem, że jak mam kupić tzw. „trójki” (od kur z chowu klatkowego), to wezmę najtaniej wypadające. Jakie było moje zdziwienie, gdy jedno z jaj pękło mi w dłoni, kiedy przekładałem je do lodówki. Skorupki kolejnych jaj również były wyjątkowo kruche. Niby to szczegół, ale stanowi pewną informację na temat sposobu żywienia kur, dokuczał im bowiem najprawdopodobniej niedobór wapnia, a więc niewykluczone, że i innych składników mineralnych, a może i witamin (np. D), przez co jaja są mniej wartościowe.

Podobne rozczarowanie mnie spotkało, kiedy swego czasu zakupiłem marketową oliwę z oliwek extra virgin w cenie 8,99zł za 750ml. Znam smak dobrej oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia, bo używam od lat, tymczasem produkt, który zakupiłem okazał się być czymś zupełnie innym. Nie byłem jakoś specjalnie nastawiony na przeprowadzenie testów jakościowych zakupionego tłuszczu, jednak zauważyłem, że sos winegret, który zwykłem dodawać do sałatki smakuje jakoś inaczej, tak jakby czegoś w nim brakowało. Spróbowałem więc oliwy na łyżkę i ku zdziwieniu stwierdziłem, że nie ma smaku! Mało tego – nawet specjalnie intensywnie nie pachnie. Oliwa extra virgin powinna mieć lekko cierpki smak i szczypać w język, ta była łagodna jak „olej kujawski”, w zasadzie można byłoby popijać z butelki. Specyficzny, lekko trawiasty smak oliwy związany jest z obecnością korzystnie wpływających na nasze zdrowie przeciwutleniaczy, a brak owego smaku – oznacza deficyt tych związków. Cóż, kolejny raz się naciąłem…

Mógłbym opisać wiele podobnych sytuacji, w których przekonałem się, że często nie warto oszczędzać na jakości produktów żywnościowych. Nie chodzi tutaj o to, że jestem snobem, że lansuję tutaj modę na kawior i szampana, etc. Osobiście uważam po prostu, iż lepiej kupić mniej – ale mieć lepszej jakości artykuł lub rozejrzeć się za zupełnie innym produktem. Przykładowo, zamiast wędlin od dawna już kupuję surowe mięso, nadziewam śliwką i piekę, a jajek wolę zjeść pięć zamiast ośmiu- dostarczając tym samym mniej białka, ale za to pełen pakiet innych składników odżywczych. Zamiast taniej oliwy natomiast mogłem kupić lepszej jakości olej rzepakowy, za który pewnie i tak zapłaciłbym mniej, a korzyści – miałbym więcej. Ot, taką mam z tego nauczkę.