Kilka słów dietetyka na temat napojów energetycznych

Kiedy przechadzam się z koszykiem alejkami supermarketów, to mam nieodparte wrażenie, że jednym z najbardziej dochodowych obszarów przemysłu spożywczego musi być produkcja i sprzedaż napojów energetycznych. Przynajmniej raz w miesiącu udaje mi się odkryć nową pozycję na rynku firmowaną zazwyczaj twarzą lub podpisem mniej czy bardziej znanej gwiazdy sportu bądź estrady. Co istotne stojące obok siebie na półkach „energetyki”, choć różnią się nazwą, firmą i kolorem puszki, składowo stanowią w zasadzie swoje wzajemne kopie: woda, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, aromaty, barwniki, no i „składniki aktywne”, czyli: kofeina, tauryna, inozytol i witaminy.

Przeczytaj koniecznie:

Woda źródlana „kałużanka”…

Dziś napoje energetyczne pijają niemal wszyscy. Charakterystyczny landrynkowy smak oraz szybko pojawiające się przyjemne pobudzenia przypadło do gustu nie tylko kierowcom tirów i pracownikom zmianowym, ale także studentom, młodzieży szkolnej, a nawet – dzieciom. Kilka dni temu przechodząc obok szkoły podstawowej widziałem małego chłopca, który siedząc na murku czekoladowego rogalika popijał znanym z reklam telewizyjnych energetykiem. Czy małym dzieciom potrzebne są kofeinowe skrzydła?

Ten beztroski rytuał picia napojów energetycznych może mieć swoje negatywne konsekwencje. Zwłaszcza osoby traktujące tego typu produkty jako podstawowe źródło płynów powinny mieć na uwadze, że ani wysokie dawki kofeiny, ani potężne dawki cukru stołowego zawarte w tych napojach nie przysługują się zdrowiu, a wręcz mogą doprowadzać do postępującej jego degrengolady.  Pomijam już kwestię barwników, aromatów, konserwantów, którymi zwykliśmy bombardować nasz organizm ze wszystkich stron.

Opijanie się energetykami nie tylko, że powodować może wzrost ciśnienia, zaburzenia rytmu serca, drażliwość, bezsenność i zaburzenia równowagi elektrolitowej i kwasowo-zasadowej, ale także przyczyniać się może do rozwoju insulinooporności oraz sprzyjać nadwadze, otyłości i miażdżycy. Głównym sprawcą jest oczywiście sacharoza i syropy glukozowo-fruktozowe, czyli śmieciowy cukier w rafinowanej postaci, który nie tylko, że nie niesie za sobą żadnej innej wartości niż energetyczna (i chętnie zamieniany jest na tłuszcz zapasowy zalegający wokół bioder i talii), ale także w dawkach większych niż symboliczne zaburza pracę hormonów i wrażliwość ważnych receptorów, upośledzając sprawność przemian metabolicznych.

Oczywiście są także napoje energetyczne pozbawione dodatku cukru, których nawet nadmierne spożycie nie będzie raczej przyczyniać się do nadwagi i otyłości. Chociaż faktycznie stanowić one mogą lepsze rozwiązanie niż konwencjonalne energetyki nafaszerowane cukrem, nie oznacza to jednak, że można popijać je sobie bezkarnie. Przede wszystkim należy pamiętać, że pomimo zerowej kaloryczności napój energetyczny dalej jest praktycznie bezwartościowym płynem pełnym syntetycznych dodatków nadających mu zapach, kolor i smak. Poza tym warto  zdać sobie sprawę, że zawartość kofeiny oraz brak ważnych elektrolitów raczej nie sprzyja wspieraniu równowagi wodno-elektrolitowej organizmu.

Napoje energetyczne są tanie, skuteczne, smaczne i proste w użyciu, stąd też w ciągu ostatnich lat zyskały sobie wyjątkową popularność. Niestety nie są one pozbawione wad, a już zwłaszcza nagminne ich stosowanie może okazać się zgubne zarówno dla zdrowia jak i dla sylwetki. Okazjonalne wypicie puszki energetyka oczywiście nie jest niczym złym. Osoby, które traktują tego typu napoje jako główne źródło płynów powinny poważnie rozważyć zmianę swoich nawyków. W praktyce mniejszym złem wydają się wersje pozbawione cukru, również jednak i one powinny być używane z umiarem. Osobom ceniącym sobie zdrowie, w ramach przyjemnej stymulacji polecałbym jednak kawę.