Masa bez „koksu” – czy to w ogóle możliwe?

Oprócz osób trenujących po to by pozbyć się nadmiaru tkanki tłuszczowej i wyrzeźbić sylwetkę jest też spora grupa bywalców siłowni, którzy mają zgoła inne priorytety. Ich celem jest duża, robiąca wrażenie masa mięśniowa, a nie „wychudzona sylwetka gruźlika”. Upowszechniło się takie przekonanie, że efektywna rozbudowa muskulatury możliwa jest jedynie z zastosowaniem środków dopingujących takich jak sterydy anaboliczno-androgenne, praca nad sylwetką bez „wspomagania” natomiast jest jałowa. Czy teoria ta faktycznie ma uzasadnienie i trenując bez „koksu” nie da się wypracować dużej masy mięśniowej?

Przeczytaj koniecznie:

Sterydy i wątroba

„Musisz wziąć bombę!”

Sam doskonale pamiętam swoje pierwsze zmagania ze sztangą. Kiedy w czasach liceum zacząłem trenować u kolegi w piwnicy, w której stały tylko ławka, sztanga i hantle - już na wstępie usłyszałem, że jeśli chcę jakoś wyglądać i widzieć efekty swoich starań, to muszę sięgnąć po odpowiednie wspomaganie, inaczej zrobię „rzeźbę”, ale nie „masę”. Było to dawno, dawno temu, ale dziś sytuacja wygląda bardzo podobnie, zwłaszcza na „osiedlowych pakerniach” panuje przekonanie, zgodnie z którym „na sucho nawet trawa rosnąć nie chce”, a bez odpowiednich dodatków farmakologicznych budowa muskulatury nigdy nie będzie zachodzić szybko i sprawnie. Wiele osób święcie wierzy w te słowa i niekiedy sięga po koks już w pierwszych tygodniach ćwiczeń. Czy takie praktyki uznać należy za korzystne, a już zwłaszcza – konieczne?

Brak efektów = zła metoda

Przekonanie, że bez zastosowania dopingu nie jest możliwe efektywne budowanie masy mięśniowej wywodzi się przede wszystkim z lenistwa i nieporadności. Teorie tego typu głoszą zazwyczaj osoby, dla których trenowanie na siłowni sprowadza się do „atakowania mięśni klatki piersiowej pod wszystkimi kątami”, a dieta – „do jedzenia dużych ilości białka”. Powiedzmy sobie szczerze, trening opierający się tylko na wyciskaniu na ławie i uginaniu ramion z hantlami oraz dieta sprowadzająca się do zapychania się twarogiem i jogurtami (bo przecież wszyscy wiedzą, że to co białe ma najwięcej białka) nie są najlepszym sposobem na to by zwiększyć swoją muskulaturę. Dodajmy do tego jeszcze co sobotnie wypady do klubu disco zalewane sporą dawką alkoholu, a niekiedy umilane także innymi używkami i mamy receptę na wieczną stagnację. W ten sposób nie zbuduje się mięśni. Receptą w takich przypadkach jest nie tyle doping, co zmiana trybu życia, dobrze zbilansowana dieta i obejmujący wszystkie główne partie mięśniowej plan treningowy.

Kulturystyka – tylko dla wytrwałych

Nie oszukujmy się:  jeśli ktoś liczy na to, że zbuduje 10kg czystej tkanki mięśniowej w miesiąc dzięki temu, że będzie więcej jadł i ciężej trenował – ten się po prostu zawiedzie. Rozbudowa muskulatury, w przeciwieństwie do gromadzenia tkanki tłuszczowej to proces żmudny i powolny, wymagający dużego zaangażowania i przede wszystkim cierpliwości. Nawet przy dobrym treningu i właściwie zbilansowanej diecie każdy dodatkowy kilogram na wadze i każdy kolejny centymetr w obwodzie ramienia wymagają po prostu czasu. Czy to oznacza jednak, że trening bez koksu jest jałowy? Odpowiedź brzmi – NIE! Istnieją namacalne dowody na to, że można uzyskać robiącą wrażenie formę bez zastosowania dopingu, wystarczy spojrzeć na przedstawicieli kulturystyki naturalnej czy też prześledzić wiele blogów i internetowych foto-relacji z postępów osób, które dopingu nie stosują, a robią systematyczne postępy.

Ciemna strona mocy

Zastosowanie środków dopingowych w postaci sterydów anaboliczno androgennych pozwala wyraźnie przyspieszyć proces zwiększania beztłuszczowej masy ciała. Przy odpowiednim zapleczu farmakologicznym wystarczy niekiedy po prostu „dużo jeść i ciężko trenować” by zauważyć szybkie efekty swojej pracy. Niestety stosowanie „koksu” ma swoje wady, wiele sięgających po nie osób zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy, co w dłuższej perspektywie może mieć naprawdę fatalne konsekwencje.

Po pierwsze stosowanie sterydów wiąże się z szeregiem komplikacji zdrowotnych, które obejmują zaburzenie pracy wielu układów i narządów (wątroby, serca, nerek, jąder) i co może prowadzić do groźnych  i uciążliwych skutków ubocznych, takich jak choćby impotencja posterydowa czy w skrajnych przypadkach - depresja. Po drugie bardzo często zdarza się, że znaczna część zdobytej podczas cyklu masy ma charakter doraźny i znika po odstawieniu „towaru”. Spadki są tym większe im w mniej przemyślny sposób dobiera się środki dopingowe i im mniej uwagi poświęca się „terapii po-cyklowej”,  mającej na celu przywrócenie równowagi hormonalnej zaburzonej przez podawanie testosteronu i jego analogów z zewnątrz (niestety wciąż wiele osób nie zawraca sobie tym głowy). Po trzecie powrót do treningów „bez koksu” zazwyczaj okazuje się trudny. Nawet przy rozsądnym doborze środków, dobrze przeprowadzonym „odbloku”  trudno jest przestawić się na tryb „trenowania na sucho”, tak więc szybko po zakończeniu cyklu pojawia się pomysł by sięgnąć po kolejną „bombę”.

Warto także pamiętać, że stosowanie dopingu wiąże się z wysokimi kosztami, które obejmują nie tylko zakup sterydów, ale również środków mających na celu zmniejszać ryzyko niekorzystnych następstw wynikających z ich stosowania. Ten aspekt także należy wziąć pod uwagę. Ostatecznego rozrachunku każdy dokonać musi sam, na własny użytek, każdy bowiem ryzykuje  własnym zdrowiem.

Koks na start

Osoby zaczynające swoją przygodę z treningami z obciążeniem są w stanie w pierwszych miesiącach ćwiczeń notować spektakularne postępy bez zastosowaniu jakiegokolwiek wspomagania. W późniejszych okresach dobre efekty przynosi intensyfikacja treningu, konsekwentna modyfikacja diety oraz włączenie suplementów zawierających substancje takie jak kreatyna. Doping hormonalny może okazać się zasadny wtedy gdy mamy już dobrze ugruntowane podstawy i doszliśmy już do granic fizjologicznych możliwości. Przypomnę jednak, że uzyskanie 40 cm w obwodzie ramienia nie jest fizjologiczną barierą, której nie dałoby się przekroczyć przy zastosowaniu konwencjonalnych zabiegów żywieniowych i treningowych!

Wnioski

Budowanie masy mięśniowej bez zastosowania środków dopingujących takich jak sterydy anaboliczno-androgenne jest jak najbardziej możliwe. Warunkiem jest zaplanowanie treningu w taki sposób by obejmował on wszystkie główne partie mięśniowej, a także odpowiednie dopasowanie diety i zapewnienie czasu na regenerację. Zwłaszcza osoby rozpoczynające dopiero treningi nie powinny zaprzątać sobie głowy sterydami, gdyż w ich przypadku postępy w budowie masy mięśniowej przy właściwym podejściu mogą okazać się wręcz spektakularne.