Moda na zdrowy tryb życia – dlaczego nie widać jej rezultatów?

Chociaż ostatnio coraz więcej mówi się i pisze o modzie na zdrowy tryb życia, obejmujący regularną aktywność i dbałość o jakościowy i ilościowy dobór pokarmów, to niestety jakoś brakuje namacalnych efektów wynikających z owych trendów. Przeprowadzone w ostatnich czasach badania wskazują wręcz, że ciągle nie dbamy wystarczająco o własne zdrowie i kondycję fizyczną. Jesteśmy za to zestresowani, przepracowani i pesymistyczni w swoim usposobieniu. I tu pojawia się pytanie – czy można coś z tym zrobić?

Przeczytaj koniecznie:

Aktywny tryb życia - co to właściwie znaczy?

Pomiędzy teorią a praktyką

Nie ulega wątpliwości, ze powszechna świadomość dotycząca tego co służy, a co nie sprzyja zdrowiu w ostatnich latach uległa istotnej poprawie. Zmieniły się też trendy i dziś bycie „fit” jest po prostu modne. Systematycznie przybywa klubów fitness, gabinetów dietetycznych, sklepów z ekologiczna żywnością, rosnącym zainteresowaniem cieszą się portale poruszające zagadnienia zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej i promujące zdrowy tryb życia. Mimo to jednak problem nadwagi i otyłości nie tylko, że nie zbliża się do rozwiązania, ale wręcz ulega nasileniu. Mówiąc wprost, pomimo tak optymistycznych trendów kondycja zdrowotna społeczeństwa nie ulega poprawie. Niestety.

Oszukiwani przez samych siebie

Moglibyśmy sobie spekulować na temat szeregu czynniku zewnętrznych, które nie sprzyjają prowadzeniu zdrowego trybu życia, ale korzystniej jest skoncentrować  się na aspektach, na które mamy realny wpływ. Takim czynnikiem jest nasza skłonność do samooszukiwania. Niestety wielu inicjatywom, które są przez nas podejmowane towarzyszy jedynie powierzchowne zaangażowanie, którego zadaniem jest jedynie „uspokajanie sumienia”. Innymi słowy zapisujemy się do klubu fitness nie po to by ciężko trenować i zmienić swoją sylwetkę, ale po to by do niego chodzić i by zrzucić z siebie odpowiedzialność i móc sobie powiedzieć w chwili kryzysu: „przecież się staram, płacę, a mimo to nie ma efektów – to nie jest moja wina”. To samo tyczy się kwestii odżywiania. Jako dietetyk regularnie spotykam się z osobami, które przekonują że mało jedzą (albo że jedzą chudo), i że nie przynosi to żadnych efektów. Dopiero po dłuższym wywiadzie okazuje się, że popełniane są elementarne błędy wynikające ze zbyt słabego zaangażowania.

Co ciekawe wypunktowania błędów niekoniecznie prowadzi do zmiany podejścia, istnieje bowiem kolejna zapora – wymówki w postaci „ważniejszych spraw na głowie”. Praca, szkoła, obowiązki domowe, ciężki okres w życiu, to najczęstsze powody przez które – rzekomo – „nic więcej nie da się zrobić”. W praktyce natomiast sytuacja wygląda inaczej. To właśnie skłonność do działania po najmniejszej linii oporu sprawia, że podejmowane działania są nieefektywne.  Często problemem nie jest brak czasu, tylko zbyt słabe zaangażowanie, brak wkładu własnego, brak inicjatywy, brak chęci robienia czegoś na 100%. Czyli – nie oszukujmy się – źródłem problemu jest po prostu lenistwo.

Wnioski

Podejmując jakiekolwiek działania mające na celu poprawę czy to estetyki sylwetki czy też zdrowia czy choćby samopoczucia, warto zadać sobie pytanie: „czy naprawdę tego chcę i czy jestem gotów się temu poświęcić”. Robić coś po to by po prostu mieć czyste sumienie, ze się „coś robiło” nigdy nie rozwiąże żadnego problemu. Na siłownie nie wystarczy chodzić, trzeba jeszcze na niej z zaangażowaniem ćwiczyć. Podobnie też zdrowe odżywianie nie polega na jedzeniu musli, produktów „light” i batoników zbożowych, a sięga daleko głębiej. Póki świadomość dotycząca tych prostych zależności nie stanie się powszechna, tak długo „moda na zdrowy tryb życia” będzie tylko grą pozorów, która nic praktycznego za sobą nie niesie.