Jesteś gruby – czy to na pewno „wina społeczeństwa”?

Zapewne wiele osób oburzy się od razu po przeczytaniu tytułu. Część poczuje się urażona użyciem słowa „gruby” – przecież można zastąpić je milszymi określeniami, inni przypomną, że nadwaga i otyłość mogą być wynikiem chorób… Oczywiście, że mogą i tego nie neguje nikt. Zastanówmy się tylko jak często noszenie na sobie bagażu nadprogramowych kilogramów jest wynikiem problemów zdrowotnych, a w ilu przypadkach pogorszenie stanu zdrowia jest efektem zwykłego lenistwa, wygodnictwa i objadania się ponad normę jedzeniem o znikomej wartości?

Przeczytaj koniecznie:

Facebook sprawia, że czujesz się gruby

Kompleksy, narzekanie, użalanie się nad sobą, zakładanie coraz większych ubrań, które tylko pozornie maskują wylewającą się tkankę tłuszczową – to znają wszyscy ci, którzy są niezadowoleni ze swojego wyglądu. Do tego dochodzi zrzucanie winy: na stres, na mnogość obowiązków, na słabą silną wolę, na geny i “grube kości”… niezmiernie rzadko zdarza się, że potrafimy się przyznać i powiedzieć sobie szczerze „jestem gruby, bo jestem leniwy”, „wylewają mi się „boczki”, bo żywię się tylko słodyczami i nienawidzę aktywności fizycznej”.

Można, niczym Prosiaczek - jeden z bohaterów powieści o Kubusiu Puchatku, próbować zrzucić odpowiedzialność na innych i trzymać się wersji „to wina społeczeństwalub też spróbować zmierzyć się z problemem.

Uczyń pierwszy krok: wypowiedz kilogramom wojnę - przygotuj plan działania!

Jeżeli chcesz rozpocząć walkę z nadwagą/otyłością zacznij od sporządzenia kilku punktowego planu. Może on być skonstruowany na zasadzie stawiania sobie małych celów.

Np.: 
tydzień 1, jem tylko jedną niezdrową przekąskę w ciągu dnia, 2 razy w tygodniu ćwiczę po 30 minut; 

tydzień 2, spożywam 3 posiłki, przynajmniej do jednego dodaję warzywa (plus założenia z tygodnia 1);

tydzień 3, w każdym posiłku będzie źródło białka (mięso, ryba, strączki, jajka) (plus założenia z 1 i 2 tyg.), itd…

Stawiaj przed sobą cele, które są możliwe do zrealizowania i obowiązkowo sam się z nich rozliczaj (świetnie sprawdza się przygotowanie tabeli i odhaczenie lub też prowadzenie dziennika żywieniowego i/lub treningowego).

Oczywiście możesz założyć, że już od pierwszego tygodnia trenował będziesz co drugi dzień, do tego odżywiał się regularnie i zdrowo całkowicie odstawiając łakocie i kaloryczne przekąski. Jednak najprawdopodobniej już po kilku dniach poczujesz się przytłoczony ilością ograniczeń i rzucisz się na “lodówkę”.

Krok drugi: suplementy, pigułki, magiczne proszki… tu nie szukaj ratunku

Niestety stale szukamy sposobów umożliwiających uzyskanie szczupłej sylwetki, które nie będą wymagały jakichkolwiek nakładów pracy. Żadna, choćby najbardziej rozreklamowana, tabletka nie pomoże w walce z kilogramami, kiedy i dieta i aktywność fizyczna nie są dopięte na ostatni guzik. Oczywiście możesz wydać fortunę na to, by sprawdzić prawdziwość tej teorii… I gdy się przekonasz, że niestety magicznych środków nie ma, za to jest efekt jo-jo, to wróć do lektury i “kroku pierwszego”.

Krok trzeci: kaloria kalorii nie równa - ułóż plan posiłków

Prawdopodobnie założyłeś w swoim planie, że spożywał będziesz określoną ilość kalorii, dzięki czemu łatwiej będzie przygotować plan jedzenia. O ile założenie limitu kalorycznego (unikając głodówek) ma uzasadnienie, o tyle warto skupić się nie tylko na kaloryczności potraw, lecz także na jakości pożywienia i makroskładnikach (białko, tłuszcze, węglowodany) w nim występujących.

Zadbaj o to, by tak komponować menu, by posiłki były smaczne i zawierały niezbędne wartości odżywcze. Nie unikaj węglowodanów, nie bój się tłuszczów i pamiętaj, że nabiał to nie to samo, co białko. Unikaj korzystania z diet ekstremalnych (np. wysokobiałkowa).

Bądź zorganizowany, rozliczaj się z założeń, kontroluj postępy, ale nie zapomnij by – w tym całym zdyscyplinowaniu – nie zapędzić się za daleko. Jeżeli na co dzień w 100% trzymasz się planu, to ustal sam ze sobą, że raz w tygodniu/raz na dwa tygodnie zjadasz taki posiłek, na jaki masz ochotę. Nie rób sobie z tego powodu wyrzutów sumienia, nie panikuj, nie wymyślaj kar – ciesz się smakiem i … kontynuuj dietę.

Podsumowując…

Winę za nadwagę i otyłość możesz zrzucić na wszystko i wszystkich. Tyle tylko, że nie zyskasz nic poza chwilowym uciszeniem kompleksów i wyrzutów sumienia. Przyznanie się przed samym sobą do własnych słabości będzie trudniejsze, będzie wymagało charakteru, jednak otworzy drogę na „nowe”, pomoże zmierzyć się z własnymi słabościami i da siłę do zawalczenia o siebie.

Pamiętaj: cel, plan, działanie. Sukces.