Cztery powody, które sprawiają, że dieta odchudzająca staje się udręką

Odchudzanie raczej nie kojarzy się z niczym przyjemnym. Już sam fakt, iż proces ten powiązany jest ze zmniejszeniem spożycia energii okazuje się być bolesny. Nie oznacza to jednak wcale, że dieta ukierunkowana na redukcję tkanki tłuszczowej musi być forma udręki. Niestety w praktyce bardzo często sami komplikujemy sobie życie wprowadzając zabiegi żywieniowe trudne na dłuższą metę do zniesienia. Oto cztery najważniejsze powody, które sprawiają, że odchudzanie staje się prawdziwą udręką.

Przeczytaj koniecznie:

Bez silnej motywacji nie schudniesz!

Zbyt głęboki deficyt kaloryczny

Nie ulega wątpliwości, że proces odchudzania powiązany jest z koniecznością wprowadzenie deficytu kalorycznego. Innymi słowy, żeby zmusić organizm do sięgnięcia do rezerw tłuszczowych konieczne jest zmniejszenie spożycia energii do tego stopnia, by nie starczało jej na pokrycie bieżących potrzeb. Absolutnie nie jest jednak tak, że im głębsze restrykcje wprowadzimy tym efekty będą lepsze. Sytuacja wygląda zgoła inaczej. Zbyt duży deficyt kaloryczny może tak naprawdę skomplikować proces redukcji tkanki tłuszczowej z jednej strony powodując szereg zmian adaptacyjnych ze strony organizmu (co prowadzi do spowolnienia metabolizmu), a z drugiej czyniąc realizację diety trudną do realizacji. O ile bowiem delikatny niedobór energii jesteśmy w stanie w sposób mało uciążliwy znosić przez wiele dni, tygodni, a nawet miesięcy, o tyle daleko posunięty deficyt wiążę się z rosnącym systematycznie uczuciem głodu, które w końcu staje się nie do zniesienia.

Rada: wyznaczając pułap spożycia energii warto zacząć od umiarkowanego deficytu mieszczącego się w przedziale od 10 do maksymalnie 30% całkowitego zapotrzebowania kalorycznego. Więcej na ten temat w artykule dostępnym pod poniższym likiem:

http://potreningu.pl/articles/1871/odchudzam-sie-jak-ustalic-deficyt-energetyczny-

Jedzenie w kółko tego samego

W świecie fitness upowszechniła się moda na jedzenie każdego dnia dokładnie tego samego. W praktyce wygląda to najczęściej tak, że na śniadanie przypada każdego dnia omlet z białek jaj lub owsianka, na drugie śniadanie kanapka z mięsem lub danie obiadowe, takie samo jak to jedzone w ramach jednego lub dwóch kolejnych posiłków. Po wysiłku fizycznym przypada koktajl składający się z porcji białka. Kolacja to natomiast potrawa białkowa, np. twaróg lub puszka tuńczyka. Już kilka dnia tak zaplanowanego menu może okazać się uciążliwe. Po kilku tygodniach realizacja założeń takiej diety okazuje się być po prostu udręką. Finalnie dochodzi do sytuacji w której konsumpcja posiłków staje się niemal niemożliwa, gdyż wiąże się z uczuciem obrzydzenia. Potrzeba zjedzenia czegoś smakowitego, np. pizzy, kebabu czy hamburgera staje się nie do zniesienia.

Rada: warto zadbać o pewną różnorodność w diecie chociażby po to by uniknąć zniechęcenia i znudzenia. Dzięki temu łatwiej będzie wytrwać w założeniach diety. Więcej na temat urozmaicania posiłków poczytać można w poniższym opracowaniu:

http://potreningu.pl/articles/2782/przelam-rutyne-w-swojej-diecie

Zbyt niska smakowitość posiłków

Zmuszanie się do konsumpcji niesmacznych posiłków powiązane jest w zasadzie ze zjawiskiem, które występuje w przypadku opisanej przed chwila rutyny, a mianowicie staje się uciążliwe i prowadzi do zniechęcenia. Tego typu potraw po prostu jeść się nie chce, w zamian pojawia się w pewnym momencie i systematycznie rośnie ochota na dania o bardzo wysokiej smakowitości, zwłaszcza te serwowane w barach szybkiej obsługi. Apetyt na nie staje się w końcu nie do zniesienia i co najgorsze – trudny do poskromienia. Skutkiem tego jest nielimitowane łakomstwo polegające na objadaniu się śmieciowym jedzeniem.