Twój tłuszcz już podskakuje z radości na myśl o świętach!

Możesz sobie myśleć, że to tylko żart albo beztroska personifikacja, ale dobrze wiesz, że ten prześmiewczy tytuł w sposób obrazowy i tak naprawdę brutalny pokazuje to, co dzieje się w Twoim organizmie. Przyznaj przed samym sobą, że choć wylewasz wiadra potu na siłowni, odmawiasz sobie rozmaitych kulinarnych pokus, po to by lepiej wyglądać, to jakaś cząstka Twojego „ja” już zaciera te swoje tłuste łapki na myśl o tym, że dosłownie za kilka dni zasiądziesz do stołu i będziesz – nazywajmy rzeczy po imieniu – po prostu się obżerać.

Przeczytaj koniecznie:

Dieta a grupa krwi - przypowieść o Świętym Mikołaju

 

Wesołe adipocyty

Może trudno to sobie wyobrazić, ale tkanka tłuszczowa to takie stworzenie żyjące trochę wg własnych zasad. Zbudowana jest z komórek zwanych adipocytami, posiadającymi nietuzinkowe umiejętności. Otóż adipocyty nie tylko są w stanie zgromadzić niewyobrażalne ilości energii, ale dodatkowo – potrafią wydzielać różnego rodzaju substancje, za pośrednictwem których umożliwiają swój własny rozwój. Póki zachowujemy umiar w jedzeniu, jesteśmy aktywni fizycznie i prowadzimy zdrowy tryb życia, tkanka tłuszczowa siedzi potulnie i się za bardzo nie wtrąca. Ale jak tylko zaczynamy ulegać własnym słabościom i zaczynamy się objadać, to włączamy mechanizmy odpowiedzialne za deregulację kontroli uczucia głodu i sytości. W efekcie apetyt zaczyna rosnąć w miarę jedzenia. Wystarczą zaledwie 1 – 2 dni obżarstwa by doprowadzić do insulinooporności i wzrostu czynników zapalnych. Może to być oczywiście stan chwilowy, ale może też nieść za sobą długofalowe konsekwencje. Osoby zainteresowane tym tematem zachęcam też do przeczytania artykułu dostępnego pod poniższym linkiem:

http://potreningu.pl/articles/4289/cheat-day--czym-jest-i-jak-wplywa-na-organizm/page/1

Świąteczna biochemia

Leptyna jest jednym z hormonów wydzielanych przez adipocyty. Jej zadanie polega na ochronie przed zagłodzeniem: gdy poziom zapasów tłuszczowych się obniża, adipocyty produkują mniej leptyny, co m.in. nasila uczucie głodu. Podobny wpływ na leptynę ma spożycie pokarmu (jego zwiększenie podnosi jej poziom, a głodowania – obniża). Teoretycznie więc przy dużym spożyciu energii i przy wzroście zapasów tłuszczowych powinien rosnąć poziom leptyny, zmniejszając łaknienie. Tak się niestety nie dzieje, co jest związane ze wspomnianą insulinoopornością, która prowadzi do hiperglikemii i hiperinsulinemi, co powoduje obniżenie wrażliwości leptynowej, a także ze wspomnianym wzrostem produkcji cytokin zapalnych, które także obniżają wrażliwość leptynową. W efekcie mózg nie widzi że jedzenia jest dużo i że rośnie ilość zapasów tłuszczowych. Łaknienie się nie zmniejsza. Czujemy się pełni, ale nie ma stanu wyłączającego ochotę na jedzenie. W efekcie objadamy się dalej.

Wystarczą ledwie dwa dni by do takiej patologii doprowadzić. Później błędne koło jest zatrzymać trudno. Oczywiście święta się skończą, trzeba będzie wrócić do realiów dnia codziennego, możliwe że tych najbardziej brutalnych, mających postać owsianki, piersi z kurczaka z brokułami i twarogu polanego oliwą. W Nowy Rok wejdziesz z dodatkowym bagażem doświadczeń i… kilogramów. Na własne życzenie.

Podsumowanie

Cieszysz się na nadchodzące święta? Świetnie, Twoja adipocyty także nerwowo „przebierają nóżkami”, w  końcu przecież nadejdzie ten dzień, w którym zaczną swoją ekspansję i poszerzą swój zasięg, a może nawet – kto wie – rozpoczną jakiś proces chorobotwórczy za pomocą wydzielanych przez siebie cytokin. Świętuj więc zatem czas przedświąteczny, możliwe że to ostatnie dni w takiej formie i w takim rozmiarze…