Dodatkowy kilogram pod choinkę?

Z racji tego, iż informacje dotyczące świąt, które przedstawiłem w jednym z poprzednich artykułów wzbudziły sporo kontrowersji i krytycznych uwag, postanowiłem iść dalej „tą drogą” i przytoczyć więcej ciekawych danych dotyczących tego jak okres bożonarodzeniowego łakomstwa wpływa na zdrowie i sylwetkę. Warto wiedzieć, iż zagadnienie to było przedmiotem badań naukowych, które doprowadziły do bardzo intrygujących wniosków…

Przeczytaj koniecznie:

Obżartuchy żyją krócej

Twój tłuszcz już podskakuje z radości na myśl o świętach!

Mnie to nie dotyczy

Oczywistym jest fakt, że problem „świątecznych kilogramów” nie dotyczy każdego, tym niemniej, istnieje spora grupa osób, która kończy świętowanie w nowym, większym rozmiarze. Pewna część z tych jednostek oczywiście podejmie odpowiednie działania i pozbędzie się zgromadzonych nadmiarów, ale większość prawdopodobnie tego osiągnąć nie zdoła. Mało tego, pewna część w ogóle się za ten problem nie weźmie. Po Nowym Roku oczywiście przyjdzie moment „zrywu”, ale – jak pokazuje praktyka – wyczerpie się on w ciągu najdalej kilku tygodni. Czy tak być musi? Oczywiście nie, ale niestety często tak bywa…

Tłuszczowe statystyki

Istnieją dane, które wskazują, że w pewnym wieku po prostu zaczynamy tyć. Dziać się to zaczyna najczęściej już w okolicy „trzydziestki” a niekiedy znacznie wcześniej! W przypadku niektórych, zachodnich populacji  przeciętny przyrost masy ciała sięga jednego kilograma rocznie. Niby kilogram to niewiele, ale kiedy spojrzymy na ten progres w szerszym ujęciu, to okaże się, że po dziesięciu latach takiego „wolnego” tycia przybywa już dziesięć kilogramów, po dwóch dekadach – dwadzieścia. Na początku nie widzimy w tym wielkiego problemu, ale po pewnym czasie patrzymy na dawne zdjęcia, stajemy przed lustrem i na głos stwierdzamy „to niemożliwe”… I zaczynamy zachodzić w głowę, jak mogło dojść do takiej sytuacji, skoro na co dzień przecież ani się nie objadamy, ani nie leżymy całymi dniami przed telewizorem, ani też nie bazujemy tylko na kiepskiej jakościowo żywności.. Odpowiedź może być zaskakująca…

Tyjemy przede wszystkim w święta

Święta odciskają wyraźne piętno na naszej sylwetce – to nie tylko laicka obserwacja, ale fakt potwierdzony naukowo. W 2013 roku w European Journal of Clinical Nutrition opublikowany został wynik jednego z badań, w ramach, którego autorzy (Stevenson i wsp.) oceniali zmiany w masie i składzie ciała zachodzące u osób dorosłych w okresie świątecznym. W studium badawczym trwającym od połowy listopada do początku stycznia wzięło udział 100 kobiet i 48 mężczyzn mieszkających w wieku od 18 do 65 lat. Wnioski okazały się wręcz zaskakujące.

Okazało się, że uczestnicy przytyli przeciętnie  0,78kg. Co istotne większe przyrosty notowano u osób z nadwaga i otyłością niż u osób z prawidłową masą ciała. Dodatkowo zaobserwowano również u wszystkich wzrost ciśnienia tętniczego krwi. Najciekawsze jednak było to, iż aktywność fizyczna – regularne treningi nie sprawdziły się jako element profilaktyczny. Osoby, które trenowały wcale nie przytyły mniej niż osoby nieaktywne fizycznie. Nie oznacza to oczywiście, że wysiłek fizyczny nie ma żadnego wpływu na masę i skład ciała, a jedynie – iż nie jest w stanie ochronić przed skutkami świątecznej żarłoczności.

Wnioski

Niby 0,78 kg to nie jest zatrważająca ilość tkanki tłuszczowej. Niemniej jednak pozbycie się nadbagażu może stanowić dla wielu osób problem. Warto więc wziąć pod uwagę możliwość, iż święta odcisną trudne do zniwelowania piętno na sylwetce przy okazji jeszcze – podnosząc ciśnienie tętnicze krwi. Oczywiście efekty te nie są nieuniknione. Mało tego, wcale nie trzeba odmawiać sobie wszelkich kulinarnych uciech. Warto jedynie do kwestii związanych z konsumpcją podejść w taki sposób, by nie dać się nadmiernie ponieść swojemu łakomstwu. Tu nie ma wielkiej filozofii, kluczem jest umiar i zdrowy rozsądek, ale umiar - przede wszystkim.