Najdziwniejsze teorie kobiet dotyczące siłowni. CZ. I

Do napisania niniejszego artykułu, skłoniła mnie wypowiedź na temat ćwiczeń siłowych pani aktywnej fizycznie, która posiada wyższe wykształcenie. Jak widać zdobycie tytułu magistra i doświadczenie treningowe, wcale nie gwarantuje posiadania odpowiedniego zasobu wiedzy na temat treningu oporowego.

Przeczytaj koniecznie:

Pięć powodów, dla których kobiety powinny ćwiczyć na siłowni

Niestety, współczesny Internet jest raczej zagrożeniem niż skarbnicą wiedzy, gdyż większość informacji jest powielana przez osoby, które nie mają pojęcia o treningu, farmakologii czy fizjologii człowieka. Polecam zamiast blogów i for dyskusyjnych - tradycyjne książki, encyklopedie oraz samodzielną weryfikację informacji np. poprzez badania naukowe.

Hit nr 1: „podciąganie na drążku jest szkodliwe dla kobiety”

Wspomniana pani argumentowała, że podciąganie na drążku jest szkodliwe dla kobiety, gdyż w tajemniczy sposób może zaszkodzić zachodzeniu w ciążę. Nadal nie rozumiem fenomenu tego zjawiska, gdyż w żadnej literaturze medycznej czy też dotyczącej ćwiczeń dla pań, nie spotkałem się z podobnym stwierdzeniem. Na nic zdały się argumenty – przecież podciąganie na drążku angażuje tylko i wyłącznie górną część ciała (może minimalnie nogi, gdy są używane, jako wahadło, ale tylko w podciąganiu technicznym). Jak poprawa szerokości i grubości mięśni grzbietu ma wpływać na płodność? Tego już nie udało mi się ustalić. Zapewne podobne mity są tworzone z powodu skali trudności tego ćwiczenia. W jakiś sposób kobieta musi uzasadnić, czemu nie da rady ani razu podciągnąć się na drążku. Co ciekawe, wyczynowe pływaczki czy zawodniczki rzucające dyskiem w NRD były faszerowane farmakologią (np. oral-turinabolem, testosteronem, nandrolonem; stosowano również amfetaminę) od 12-14 roku życia (kryptonim: „program badawczy nr 08” lub „program 14.25”), nierzadko przerzucały dziesiątki ton na siłowni – wykonując rwania, podrzuty i przysiady [1]. Niejedna wyczynowa dyskobolka z NRD ważyła od 80 do 120 kg – wahania wagi były spowodowane ingerencją hormonalną. Przykładowo dyskobolka Brigitte Michel mimo farmakologii oraz treningu siłowego godnego strongmana urodziła zdrowego syna. Skoro tak drakońska ingerencja w organizm nie spowodowała katastrofy, to jakim cudem podciąganie na drążku ma wpłynąć na płodność? Owszem, w doniesieniach z programu dopingowego NRD, można wyczytać o nieregularnych miesiączkach (15% zawodniczek) oraz zaburzeniach płodności i libido (8%) – ale w warunkach podawania od 8 do 21 tabletek oral-turinabolu tygodniowo oraz dodatkowych iniekcjach testosteronu czy nandrolonu– czego nie powstydziłby się stosujący doping mężczyzna.

Hit nr 2: „kobieta wskutek treningu siłowego zmienia się w babo-chłopa i przestaje być atrakcyjna”

Kolejne przekonanie znów stanowi obronę psychologiczną – „jestem słaba, krucha, wątła, stosuję małe ciężary i tylko tonizuję mięśnie”. Drogie panie – granica przerostu mięśni, która zaczyna być rażąca dla mężczyzny leży bardzo daleko i jest nieosiągalna dla większości populacji z powodów hormonalnych (mała ilość testosteronu, DHT, zbyt dużo estrogenów, wahania hormonalne w cyklu, proporcje tkanki tłuszczowej i mięśni w ustroju – kompozycja sylwetki, wpływ miostatyny na „blokowanie” procesu rozwoju tkanki mięśniowej). Póki nie zaczniecie regularnie brać 20-40 mg metanabolu dziennie, wbijać testosteronu, nandrolonu czy innych silnych sterydów anaboliczno-androgennych, wasze mięśnie nie rozrosną się w sposób niekontrolowany, bo nie są do tego stworzone. Istnieje zbyt wiele barier fizjologicznych. Powiem więcej – nawet niewielkie dawki pochodnych DHT (winstrol, oxandrolone) nie wywołują znaczących skutków ubocznych u pań. Niszczące i drastyczne efekty może mieć testosteron, trenbolone, metanabol czy anapolon. Istnieją też badania naukowe, które polegały na podawaniu dziewczynkom przez wiele lat jednego z najcięższych znanych człowiekowi sterydów anaboliczno-androgennych – anapolonu (leczenie aplastycznej anemii; badanie do wglądu tutaj: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10905366)

Jeżeli Twój mężczyzna obawia się, że zacznie „niknąć” z powodu tego, iż trenujesz siłowo – poszukaj lepiej innego faceta. Takie urojone zagrożenie świadczy tylko o bardzo poważnych kompleksach danego mężczyzny. Owszem, przerośnięte kulturystki, które wiele lat nadużywały sterydów anaboliczno-androgennych, nie muszą być atrakcyjne dla mężczyzn, ponieważ mają zmieniony głos, powiększoną łechtaczkę, zbyt niski poziom tkanki tłuszczowej i widoczne żyły. Dopóki trenujesz bez wspomagania farmakologicznego, zagrożenie nie istnieje. Idź na siłownię i trenuj do woli. Jędrne pośladki, kształtne uda i łydki, ładny zarys brzucha – to niezawodny wabik dla mężczyzny. Jeżeli Twój partner się tego boi, to zapewne ma kompleksy dotyczące wyglądu sylwetki.

 

 

Źródła: Hormonal doping and androgenization of athletes: a secret program of the German Democratic Republic government, Clinical Chemistry July 1997 vol. 43 no. 7 1262-1279